Kupiliśmy skarbonkę nie tylko po to, by nauczyć dziecko oszczędności i odkładania otrzymanych od rodziny pieniędzy, ale także by nam było łatwiej sprawiać mu prezenty z takich okazji jak urodziny, Dzień Dziecka czy Mikołajki. Niestety przy dzisiejszych cenach zabawek nie zawsze jesteśmy w stanie wetknąć prezent w codzienne wydatki, dlatego też o wiele łatwiej jest nam stopniowo wrzucać „drobne” do skarbonki i kupować dziecku wymarzony prezent z uzbieranej kwoty niż taki, którego cena jest adekwatna do jakości i atrakcyjności dla dziecka.

Niestety wśród wzrastających cen i wcale nie malejących wydatków coraz trudniej o prezent, z którego dziecko będzie zadowolone. Już wcale nie mówię o rozpieszczaniu pociech i sprawianiu mu prezentów na zawołanie. Wychodzę z założenia, że upominki sprawiane na zawołanie dziecka nie są tak doceniane i szanowane jak te, na które wyczekiwało. Tym bardziej zawsze zależy mi, by nie czuło się rozczarowane. I tym bardziej mam wyrzuty sumienia kiedy czasami muszę otworzyć skarbonkę i wyjąć parę monet, bo akurat zabrakło pieniędzy na bieżące wydatki. Czuję się wtedy jakbym okradała własne dziecko. Robię to bez jego obecności, bo jak mam mu wytłumaczyć, że brakuje na bułeczki czy serek. Jest jeszcze za małe, by obarczać je codziennymi problemami. Nie są to na tyle poważne problemy finansowe, by dziecko musiało w nich uczestniczyć, czasami jednak zdarzają się pewne rozbieżności między kończącą się gotówką a kolejnym przelewem. Nie muszę chyba tłumaczyć, bo jest to naturalne zjawisko występujące zapewne w wielu domach.

Mimo to, zawsze kiedy sięgam po skarbonkę dziecka podczas jego nieobecności w domu wyciągam z niej pieniądze z wyrzutami sumienia i niemalże łzami w oczach. Jest jeszcze za małe, by znało wartość pieniądza i dla niego im więcej monet i im cięższa skarbonka tym zapewne więcej można kupić, jest więc to jeszcze taki wiek, kiedy można dziecko oszukać i wyciągnąć „bezwartościowy papierek” i zamieniając go na garść nawet tych „żółtych” monet. Nigdy jednak tego nie robię. I tak ogromnym bólem jest sięganie po pieniądze odłożone na jego wydatki. Chciałabym zrobić wszystko, by zapewnić mu odpowiedni byt i mieć świadomość, że nigdy nie zabraknie mu na nic pieniędzy, a okazuje się, że nie mogę zrobić nic. Bieżące rachunki za wodę, energię i gaz, spłata jeszcze przez długie lata kredytu hipotecznego i wciąż w nieubłaganym tempie wzrastające ceny paliwa sprawiają, że coraz częściej patrząc na swoje dziecko zastanawiam się w jakich czasach przyjdzie mu żyć. czy nie będzie musiało sięgać do skarbonek swoich dzieci i czy jego dzieci w ogóle będą miały swoje skarbonki?