czuję jakbym okradała własne dziecko…

dziecko

Kupiliśmy skarbonkę nie tylko po to, by nauczyć dziecko oszczędności i odkładania otrzymanych od rodziny pieniędzy, ale także by nam było łatwiej sprawiać mu prezenty z takich okazji jak urodziny, Dzień Dziecka czy Mikołajki. Niestety przy dzisiejszych cenach zabawek nie zawsze jesteśmy w stanie wetknąć prezent w codzienne wydatki, dlatego też o wiele łatwiej jest nam stopniowo wrzucać „drobne” do skarbonki i kupować dziecku wymarzony prezent z uzbieranej kwoty niż taki, którego cena jest adekwatna do jakości i atrakcyjności dla dziecka.

Niestety wśród wzrastających cen i wcale nie malejących wydatków coraz trudniej o prezent, z którego dziecko będzie zadowolone. Już wcale nie mówię o rozpieszczaniu pociech i sprawianiu mu prezentów na zawołanie. Wychodzę z założenia, że upominki sprawiane na zawołanie dziecka nie są tak doceniane i szanowane jak te, na które wyczekiwało. Tym bardziej zawsze zależy mi, by nie czuło się rozczarowane. I tym bardziej mam wyrzuty sumienia kiedy czasami muszę otworzyć skarbonkę i wyjąć parę monet, bo akurat zabrakło pieniędzy na bieżące wydatki. Czuję się wtedy jakbym okradała własne dziecko. Robię to bez jego obecności, bo jak mam mu wytłumaczyć, że brakuje na bułeczki czy serek. Jest jeszcze za małe, by obarczać je codziennymi problemami. Nie są to na tyle poważne problemy finansowe, by dziecko musiało w nich uczestniczyć, czasami jednak zdarzają się pewne rozbieżności między kończącą się gotówką a kolejnym przelewem. Nie muszę chyba tłumaczyć, bo jest to naturalne zjawisko występujące zapewne w wielu domach.

Mimo to, zawsze kiedy sięgam po skarbonkę dziecka podczas jego nieobecności w domu wyciągam z niej pieniądze z wyrzutami sumienia i niemalże łzami w oczach. Jest jeszcze za małe, by znało wartość pieniądza i dla niego im więcej monet i im cięższa skarbonka tym zapewne więcej można kupić, jest więc to jeszcze taki wiek, kiedy można dziecko oszukać i wyciągnąć „bezwartościowy papierek” i zamieniając go na garść nawet tych „żółtych” monet. Nigdy jednak tego nie robię. I tak ogromnym bólem jest sięganie po pieniądze odłożone na jego wydatki. Chciałabym zrobić wszystko, by zapewnić mu odpowiedni byt i mieć świadomość, że nigdy nie zabraknie mu na nic pieniędzy, a okazuje się, że nie mogę zrobić nic. Bieżące rachunki za wodę, energię i gaz, spłata jeszcze przez długie lata kredytu hipotecznego i wciąż w nieubłaganym tempie wzrastające ceny paliwa sprawiają, że coraz częściej patrząc na swoje dziecko zastanawiam się w jakich czasach przyjdzie mu żyć. czy nie będzie musiało sięgać do skarbonek swoich dzieci i czy jego dzieci w ogóle będą miały swoje skarbonki?

48 przemyśleń na temat “czuję jakbym okradała własne dziecko…”

  1. ~Jagna pisze:

    Raz weźmiesz – raz odłożysz. Nie ma co dręczyć się na wyrost. Toż nie wyciągasz tej kasy, żeby sobie kupić sześćdziesiątą parę szpilek czy markowe perfumy. Życie jest ciężkie, zabawki mogą poczekać, skoro nie macie na żarcie.

  2. ~kamila pisze:

    a ja tego nie rozumiem sama mam dziecko i duże wydatki i gdy brakowalo mi pieniędzy znalazłam dodatkową prace

    1. ~obywatel pisze:

      Pracuje po 9 godzin w tygodniu i wszystkie soboty. Zarabiam 1400. Niby kiedy mam wykonywać dodatkową pracę ?? Pewnie tylko w niedzielę !!! Nie masz pojęcia o czym piszesz ;/

  3. ~qwert pisze:

    Zabawek nie zjesz.

  4. ~MM pisze:

    Jeśli nie stać Cię na chleb, to zrezygnuj z internetu albo znajdź dodatkowe zajęcie a nie okradaj własnego dziecka.

    1. ~Mala Mi pisze:

      Jeżeli dokładnie doczytałaś post, to powinnaś zdawać sobie sprawę, że to nie są pieniądze, które to dziecko od kogoś dostaje, tylko odkładane przez rodziców, żeby mogli kupić mu czasem zabawkę, bo jest im tak łatwiej. Po co od razu kogoś obrażać, że okrada własne dziecko??!!
      Nie podoba mi się tylko, że autorka nie mówi o tym dziecku. Wiem, że lepiej nie mówić dziecku o problemach finansowych, bo po co je tym obarczać, ale można powiedzieć, słuchaj synku mama pożycza parę złotych bo wypadł niespodziewany wydatek i oddam Ci jak tylko dostanę wypłatę. Ot cała filozofia. Też czasem pożyczam od syna. Mam nawyk płacenia kartą i noszę niewiele gotówki, a nie wszędzie u nas można kartą zapłacić. Więc mówię do Młodego: proszę pożycz, oddam jutro, czy za tydzień i po sprawie. Ważne, żeby powiedzieć, że się odda i wywiązać się z tej obietnicy; choćby za miesiąc znowu trzeba było pożyczać ;-)

      1. ssHaDee pisze:

        dziękuję za opinię. być może jeszcze uważam, że dziecko jest za małe, by uczestniczyć w problemach, które udaje nam się rozwiązywać, bez mieszania w to dziecka. „pożyczanie” ze skarbonki to sporadyczne przypadki, dlatego sądzę, że nie jest to powód, by wciągać dziecko, któremu nawet malutkie problemy wydają się wielkie.

  5. ~Praca w domu pisze:

    A ja sobie świetnie radzę! Polecam wszystkim, którzy nie chcą być pracoholikami. Pracuję w domu 4-5 godz dziennie, mam czas dla rodziny i swoje zainteresowania. Zarabiam świetne pieniążki a nie przepracowuję się. I o to chodzi prawda?
    Polecam
    pracazdomu.com.pl

  6. ~obywatel pisze:

    Znam to … ;(

  7. ~Perspektywa pisze:

    Takie jest życie. Jeśli w domu nie ma kultu pieniądza, to dziecko zrozumie, że jedzenie jest ważniejsze niż zabawki. Ale skoro mówisz, że jest za małe żeby obarczać je kłopotami finansowymi rodziców, to nie do końca rozumiem Twoje rozterki. Jak napisała Jagna, to przecież nie na Twoje przyjemności. Tak więc głowa do góry :)
    Pozdrawiam
    P.

  8. ~mefisto pisze:

    Ja czegoś nie rozumiem. piszesz że masz kredyt na mieszkanie auto itp.. ja kiedy miałem cięzsze czasy zrezygnowałem z jazdy autem po prostu wolalem wstać dwie godziny wcześniej i dojechac do pracy pociągiem Ja wiem że każdy chce mieszkanie ale ludzie kredyt sie bieze kiedy wiemy ze da sie go spłacić a nie daja chce to biore…..

    1. ~Ania pisze:

      Zgadzam się z Panem w 100%. Trzeba wydatki planować na miarę dochodów, czyli najpierw opłaty później wiemy co nam zostaje na resztę miesiąca i z czego ewentualnie trzeba zrezygnować żeby miesiąc przetrwać, właśnie np. z kosztownych dojazdów samochodem na rzecz bardziej czasochłonnych (ale zdecydowanie tańszych) dojazdów środkami komunikacji publicznej. Ja w najtrudniejszych czasach (20 lat temu) tak robiłam – opłaty, rezerwa ok. 100 zł (przeliczając na dzisiejsze pieniądze) na ewentualne leki w razie choroby mojej lub dzieci, reszta dzielona na ilość dni w miesiącu i ani grosza wydanego więcej od tego ile wypadało na dzień. A było tego (przeliczając na dzisiejsze) ok. 10 zł na 3-osoby. Najtrudniejszy czas (4 lata) przetrwaliśmy bez grosza długu choćby u sąsiadów czy rodziny. Potem już było tylko lepiej aż w końcu od 7 lat normalnie.

      1. ~sisi pisze:

        komunikacja publiczna, dobre sobie. do pracy mam 25 km, kończę o 21, żaden pks ani pkp o tej porze nie jeździ, nie mam z kim wracać. pracuję po 10, 12 godzin w tygodniu, w soboty krócej. a i tak się cieszę, że mam pracę. to mam zrezygnować z pracy czy auta? są różne sytuacje, nie zawsze auto to luksus, czasem to konieczność.

    2. ~magda pisze:

      Rzeczywiście, pociąg to super rozwiązanie, 2 godziny rano, 2 popołudniu a dziecko niech w tym czasie robi co chce….co do kredytu to każdy chce mieć mieszkanie i naprawde jak się bierze kredyt na 30 lat to trudno przewidzieć czy na 100% przez cały okres spłaty będziemy mieli płynność finansową. Najłatwiej się wymądrzać.

      1. ssHaDee pisze:

        dokładnie. niekiedy samochodem z trudem udaje się w ostatniej chwili odebrać dziecko ze szkoły a i tak jest już prawie samo na świetlicy. jeśli chodzi o kredyt to również wolę spłacać latami raty i wiedzieć, że kiedyś i tak będzie to mieszkanie dziecka, niż płacić całe życie czynsz i nic z tego nie mieć. jeśli będzie chciało się wyprowadzić może zawsze sprzedać i mieć pieniądze na dobry start.

  9. ~.fionka. pisze:

    wkładaj „weksle” – karteczki z napisaną kwotą ile wzięłaś. Jak będziesz w przypływie gotówki – uczciwie oddasz. I tyle w temacie:)

  10. ~Gośka pisze:

    Zdarza nam się pozyczac pieniadze od dzieci ale zawsze oddajemy i nie bierzemy „po kryjomu ” .Każdy chyba wie jak to jest ,gdy zabraknie pod koniec miesiaca ale nie oszukuj dziecka ,po prostu powiedz Mu jak i co. Ja tak robie i moje dziecko uczy sie tego ,że nie zawsze jest super ekstra i czasem trzeba pomóc rodzicom ,wiesz jakie wazne czuje sie wtedy :) zaufaj własnemu dziecku – to nie wstyd ,że czasem brak pieniedzy :)

    1. Anonim pisze:

      popieram… moim starym się nie przelewało,jak byłam mała,ale jakoś dobijali do 1go. gdy był kryzys jakieś 15 lat temu, tata stracił pracę(mama była wtedy w ciąży z najmłotrzą siostrom)mama zaraz po opiekuńczym- bo takowy wzieła gdy zapowiadały się i u niej masowe zwolnienia. a ja wtedy szłam do pierwszej komuni… kasa z komuni poszła na meble do kuchni, ale na komuni miałam całą rodzinę:)40ludzi. brat szedł 2lata pużniej jego kasa pszła na senatorium dla niego i siostry(obydwoje mają ostrą astmę i sporo alergi.) a co do kieszonkowego nigdy ie było, co do kasy od dziadków, to dostawałam 5 zł za każdy miesiąc bez jedynk(podejżewam że byli dumni że zamuję się siostrom i bratem gdy rodzice podłapali jakąś robotę)i. kasa szła na przybory szkolne dla mnie i rodzeństwa. a co zostało to mama przychodziła pod koniec miesiąca i pożyczała, na wypłatę oddała, i potem znów pożyczała, od12 roku życia chodziłam do zbioru truskawek, jagód, śliwek czereśni wiśni. po16roku życia załapałam się do szklarni.. jko nastolatka: miałam wszystko-za swoje! i byłam z tego dumna że jeszcze w technikum mogłam zacząć się dokładać do mojego utrzymania… gadaj otwarcie z dzieckiem to podstawa, kontakt i nie owijanie w bawełne. nie sracisz dziecka, a nauchysz je dbania o kase

      1. ssHaDee pisze:

        w dzieciństwie również mieliśmy krucho z pieniędzmi i przez to, że ciągle uczestniczyłam w dyskusjach, że na wszystko brakuje, bałam się o cokolwiek poprosić, nawet o słodycza. nie chcę tak wychowywać dziecka. w dzisiejszych czasach jeśli dziecko uzna, że my nie damy mu pieniędzy, może zacząć kombinować je po swojemu. niestety w pewnym wieku większym dla dziecka autorytetem są rówieśnicy, którzy namawiają do różnych rzeczy niż rodzice. choć jeszcze dziecko jest za małe, by się tym martwić, chcę już teraz wychowywać je tak, by znało wartość pieniędzy, ale nie czuło się obarczone problemami.

    2. ssHaDee pisze:

      posłucham rady, jak dziecko już będzie wystarczająco duże by poznawać problemy życia. teraz nie chcę odbierać mu beztroski dzieciństwa. pozdrawiam

  11. ~Kaisa pisze:

    A ja cię w 100% rozmumiem. U nas jest podobnie – nie starcza nam do 1-ego. Mimoże zarabiamy nieźle, ale przy dwójce dzieci nie jesteśmy w stanie ogarnąć tematu. Ciągle jakieś nieprzewidziane wydatki – lekarz, oczywiście prywatnie, bo z NFZ trzeba czekac kilka miesięcy, a lekarz musi zobaczyć dziecko teraz. Do tego szczepionki, leki, no i takie oczywiste wydatki jak buty, ubrania, kurtki itp. I jeszcze jakaś rozrywka dla dzieci – ZOO, parę dni nad morzem, bujak w centrum handlowym. Bo o rozrywce dla rodziców to już nie myślimy. I trafia mnie szlak, bo mam wrażenie, że to się nigdy nie zmieni. Ale pocieszam się tym, że trudno, sobie czegoś nie kupię, ale mam dla dzieci i to najważniejsze.

    1. ssHaDee pisze:

      jestem tego samego zdania. dziękuję za opinię.

  12. ~de pisze:

    Widzisz, a ja mam 40 lat i do tej pory pamietam jak moi rodzice najnormalniej mnie okradali. Nigdy sami nie dawali kieszonkowego, a prezentów nie było, bo woleli zaspokajać swoje potrzeby. Gdy dostawałam pieniądze od babć, to odkładałam. Dziwnym trafem rodzice zawsze orientowali się, że mam odłożone pieniadze i sterowali mną abym musiała ich użyć. A to jak potrzebny był mi zeszyt, to oni nagle nie mieli żeby mi dać a to wypominali, że jestem skąpa. Kiedyś, kiedy przez kilka dni znosiłam i myłam butelki, żeby oddać je do skupu, zarobiłam naprawdę sporo pieniędzy – było tego kilkanaście skrzynek. Najpierw wyśmiewali moje wysiłki ale kiedy okazało się, że wyszła z tego niezła sumka zaczęły się „kontredanse” nad pieniędzmi. Dziadek sam odwiózł te butelki do skupu, więc nawet nie miałam rachunku ile tego było. Z wielkiej łaski dostałam pieniądze i od razu rodzice zaczęli mi sugerować co powinnam za to kupić. W końcu odłożyłam kasę w mojej szafce. Pewnego dnia ojciec wpadł z wieścią, że kupił okazyjnie blacharkę do malucha i potrzebuje wszystkie pieniądze jakie są w domu. Od razu siegnęli do mojej kasy. Nigdy jej nie oddali. Ojciec malucha sprzedał, ale pieniędzy już nikomu nie zwrócił. Szczytem była komunia, kiedy rodzice kazali krewnym dawać tylko pieniadze a mi kazali odkładać na kupkę w szafce. Prezentów nie było. Była kasa, którą zaraz po wyjściu gości rodzice zabrali. Mamusia wymyśliła sobie, że kupi za to płytki do łazienki a część pójdzie na wakacje pod gruszą, czyli łażenie od budki z lodami do budki z rybami nad morzem, bo tylko takie wczasy mamusia uznawała. O koloniach nie było mowy, bo co to za wakacje, kiedy dziecko bawi się, a rodzice zostają w dom. Z komuniii nie mam nawet pamiątkowych zdjęć, bo trzeba było zapłacić za fotografa. Okłamali mnie, mówiąc, ze zrobią mi zdjęcia później. Sukienkę, torebkę, buty, wszystko to matka sprzedała zaraz po białym tygodniu. Składak, który dostałam od babki był dla mnie za duży więc jeżdził brat, a ja musiałam jego! prosić o zgodę. Kidy skarżyłam się do ojca, oczywiście ojciec wydzierał się na mnie, nie na brata. Pewnego dnia brat zostawił gdzieś rower i mu ukradli. Ojciec po długich namowach kupił nowy rower, ale bratu, nie mnie. Jakby moja własność nigdy nie istniała. Jedna z babć całe życie odkładała pieniądze na książeczce mieszkaniowej na moje mieszkanie. Kiedy doszło do jej spieniężenia, rodzice dostali amoku – mieli wielki problem co z tymi pieniedzmi zrobić. Postanowili zamienić na dolary, potem poradzili że warto trzymać je w wersalce. Ale cały czas oczekiwali, że teraz, już dorosła, sama im je oddam, pomimo że od początku miały być na moje mieszkanie i start – tak zaznaczyła babka. Było tego tak mało że wystarczyłoby może na dwa metry kwadratowe, ale dla nich to była kasa za którą mogliby „poszaleć” – nakupić gratów do domu lub innych rzeczy do poszpanowania przed rodziną.Kiedy więc pojawiły się kłopoty, usłyszałam, że albo daję pieniadze na utrzymanie siebie albo mam „wypierdalać z domu”. Nie pracowałam, byłam tuż przed obroną pracy magisterskiej. W ciągu kilku dni zorganizowałam sobie życie i pracę na drugim końcu Polski. I teraz nie żałuję, a pieniądze pomogły mi na usamodzielnienie się i niezależność. Przez ten przydługi wywód chcę Ci pokazać, jak z upływem lat okradanie własnego dziecka stopniowo i coraz bardziej degeneruje rodziców i jak niszczy więzi oraz zaufanie do rodziców. Obecnie nie utrzymujemy kontaktów, bo opierały się one wyłącznie na tym, że oczekiwali ode mnie ciągle jakichś poświęceń, wyrzeczeń i zaspokajania zachcianek. Matka do tej pory jest np. rozczarowana, że nie dostaje przy każdej okazji po złotym zegarku, bo przecież całe życie musiała się tak bardzo poświęcać dla rodziny.

    1. ~Klepsydra pisze:

      To co opisałaś to patologia. A to co napisała autorka postu, to zwykła bieda i wspomaganie się pieniędzmi dziecka, żeby było na chleb. Autorka tego nie opisała, ale wnioskuję z wypowiedzi, że to co podbiera dziecku, po dostaniu przelewu z pensją, oddaje. Nie porównuj tego typu sytuacji.

      1. ssHaDee pisze:

        Oczywiście pieniądze wracają do skarbonki, powinnam o tym wspomnieć we wpisie, ale było to dla mnie oczywiste.
        pozdrawiam serdecznie.

  13. ~czech pisze:

    A zapomnieliście że to jest PIĘKNY KRAJ ?????????????????????

    1. Anonim pisze:

      do dupy z takim krajem
      dziwie sie ze sa jeszcze jacys patrioci

  14. ~Magdalena pisze:

    Mnie się zdarza POŻYCZAĆ ze skarbonki dziecka. ZAWSZE oddaję tyle, ile wyjęłam.

    1. ssHaDee pisze:

      ja również oddaję, często nawet więcej niż pożyczyłam.

  15. ~Tatko pisze:

    Ja mam dwójkę dzieci nie zarabiamy kosmicznie, raczej mniej niż więcej ale NIGDY, powtarzam NIGDY, nie wyciągnęliśmy nic dziecku ze skarbonki/pudełka/schowka. Owszem zdarzyła się pożyczka, kiedy brakło raz kasy ale była na to oficjalna zgoda zainteresowanego. Tak, poszliśmy się zapytać pociechy (10 letniej) czy zgodzi się pożyczyć ze swojej odłożonej kasy taką sumę na tydzień. Moim zdaniem to jest uczciwe postawienie sprawy. Podbieranie w tajemnicy to zwykłe złodziejstwo. Szczególnie kiedy taki mały berbeć zadowolony chce pochwalić się uzbieraną sumą, biegnie z uśmiechem dumny, otwiera i nagle… ups. Gdzieś znikła część kasy. W jakiej sytuacji to stawia takie dziecko ? Pomylił się ? Ale przecież liczył, To co się stało ? Zwykłe chamstwo.

    1. ssHaDee pisze:

      dziesięcioletnie dziecko faktycznie jest już na tyle duże, by rozumieć, że zdarzają się sytuacje kiedy trzeba pomóc. pieniądze ze skarbonki nie znikają, ale powracają do niej. często nawet wracając z zakupów z pełnym portfelem monet wsypuję wszystkie do skarbonki, również bez obecności dziecka. zawsze więc jest zaskoczone sumą niż rozczarowane. dziękuję za opinię. pozdrawiam.

  16. ~+tof pisze:

    Jakby Ci to delikatnie powiedzieć? Po prostu nie znasz odpowiednich ludzi. NIE! Nie chodzi mi o dojścia, kombinacje i machlojki. Dokładnie wręcz odwrotnie. Wytłumaczę na przykładzie. Znajomy jest niebiedny. Kupił dom do remontu, ale taki w którym od biedy da się mieszkać. Przeniesie się tam za 10-15 lat. Do tego czasu mógłby kogoś tam „osadzić” kto wykonałby podstawowe prace typu pozamiatać i to tak ze dwa razy do roku. Głownie ten najemca miałby po prostu tam mieszkać i odstraszać złodziei. Czynsz? ZERO złotych. Obowiązki? Zrobienie herbaty gospodarzowi, gdy co kwartał przyjedzie do siebie pooglądać zachód słońca ze swojej działki. I ten znajomy od kilku lat szuka jakiejś biednej rodziny która mogłaby z tego skorzystać. Ale, NIE MA. Ci biedni muszą pić. Jak nie oni to ich, pociotki których nagle jest tysiąc. Ci biedni którzy mieliby dom za darmo koniecznie muszą ukraść klamkę. Albo hodować krowę w dużym salonie, bo przecież mają dzieci które potrzebują mleka.
    Jeśli nie znasz takich osób które mogłyby Ci pomóc, to co robisz żeby ich odstraszać?? Pijesz, palisz, ćpasz? Jesteś z 6 wyrokami? Przecież nie mieszkasz na bezludnej wyspie. Dookoła jest mnóstwo osób które mają pieniądze, możliwości. Wystarczy, że człowiek nie śmierdzi, że jest umyty, w niepodziurawionym (a choćby i z lumpeksu) ubraniu. Nie żebrak. Miły, uczynny, nie roszczeniowy. A przede wszystkim do gruntu uczciwy. I naprawdę mówię Ci ktoś taki nigdy, przenigdy nie będzie głodował, ani jego dzieci.

    1. ~+tof pisze:

      Aha! Jeszcze jedno. Nie rezygnuj z internetu. Ani z komórki. Dla potencjalnego pracodawcy musisz być dostępna zawsze. I o każdej porze. Za to zrezygnuj z drogiego sprzętu. Do odbierania maili wystarczy Ci najwolniejsze łącze i najtańszy abonament. A dzieciom nie podbieraj, one słyszą, widzą i czują więcej niż Ci się wydaje. Wobec nich musisz być kryształowo czysta.

    2. ssHaDee pisze:

      dziękuję za opinię. mam pracę, z której jestem zadowolona, niestety pensja nie wzrasta tak szybko jak wydatki. dodatkowo informuję, że nie palę, nie piję, nie ćpam i nie dostałam nigdy nawet mandatu :)

    3. Anonim pisze:

      Czyżbym poczuł odrobinkę zgryźliwości w Pani odpowiedzi? (dziękuję za opinię. mam pracę, z której jestem zadowolona) (dodatkowo informuję, że… :))
      Pozwolę sobie najuprzejmiej odpowiedzieć w podobnym tonie. :

      Znajomi, pracujący w korporacji. J. oraz K. a także B. – obsługa klienta strategicznego, pensja: 8400 brutto (plus premia roczna). Szef marketingu dział PR: J. pensja: 12300 (też brutto) Dyrektor kreatywny K. (taki od wymyślania haseł reklamowych np. „W drodze na szczyt. Z nami Ci będzie…) 10300. Zastępca szefa departamentu: 28700. I na koniec główny szef pionu 63000 (brutto miesięcznie plus duża premia). Jak rozumiem nie jest Pani zainteresowana zmianą pracy i ewentualny wakat Panią nie interesuje. Życzę dalszego zadowolenia. Żegnając. pozdrawiam najserdeczniej +tof

      1. ssHaDee pisze:

        mylne odniósł Pan wrażenie o mojej zgryźliwości. przepraszam, jeśli poczuł się Pan urażony.

  17. ~Iza pisze:

    Zrezygnuj z internetu, za to także płacisz, no i tracisz czas, a czas stracony przy komputerze spożytkuj np na chałupnictwo.

    1. ssHaDee pisze:

      dziękuję za opinię, ale ja nie wspominałam, że nie pracuję. stały dostęp do internetu jest częścią mojej pracy, więc nie mogę z niego zrezygnować.

  18. ~Adam pisze:

    Nie nazywaj tego okradaniem. To błąd. Każdemu czasem braknie, szczególnie przed samą wypłatą środków na bieżące wydatki, nie jesteś jedyną. Nigdy jednak nie kradłem (kradliśmy) naszemu dziecku pieniędzy z jego skarbonki. My zawsze pożyczaliśmy od niego określoną kwotę, która zaraz po wypłacie była mu oddawana, czasem z nawiązką.
    Dziecko wtedy osobiście uczestniczy w życiu rodziny i przy okazji również uczy się (od rodziców) uczciwości i oszczędności.
    Moja żona mówi „dzieci są małe nie głupie”; Twoje dziecko zrozumie Waszą sytuację lepiej niż Wam (Tobie) się wydaje.
    Pozdrawiam

    1. ssHaDee pisze:

      ale jaki wiek u dziecka jest odpowiedni, by zacząć wspominać mu o problemach? moim zdaniem powinno czerpać z dzieciństwa to co najlepsze. chcę, żeby dziecko szanowało pieniądze i wiedziało, że są wydatki ważne i ważniejsze, ale nie chcę by już teraz zamartwiało się, że na coś może nie wystarczyć.

  19. ~mama pisze:

    Pracujemy oboje.Nie zarabiamy dużo i też często brakuje i pożyczam od dziecka.Proszę o pożyczkę i potem oddaję,jeśli wyjmuję jak nie widzi to też oddaję.
    Kredyt?co w tym dziwnego?Każdy chce mieć swój kąt,a lepiej spłacać kredyt bankowi niż duże pieniądze za wynajem i czekać,kiedy dadzą wypowiedzenie.Internet też w tych czasach nie jest jakimś luksusem.Każdy chce jakoś w miarę żyć.Ja nie zamierzam rezygnować z internetu.Wystarczy,że rezygnuję z kina,kawiarni,nowych ciuchów,wakacji….

    1. ssHaDee pisze:

      jestem dokładnie tego samego zdania. pozdrawiam serdecznie.

  20. ~Rozpor pisze:

    Witaj,
    Przede wszystkim przestań kraść – bo teraz to robisz.
    Pozwól swemu dziecku pomóc Tobie, wprowadź je w Waszą sytuację, zobaczysz jak chętnie będzie chciało Tobie pomóc. Pożyczaj i oddawaj. A jeśli po prostu da to pamiętaj o jakiejś drobnostce dla niego.

    Ja byłem takim dzieckiem któremu parowały pieniądze ze skarbonki, później Mama też często pożyczała, albo jej po prostu dawałem – Dając lub pożyczając, dziecko czuje się ważne i potrzebne, czuje że robi coś dobrego i dobrze mu z tym. Zaczyna znać wartość pieniądza, wie że nie o wszystko może prosić, nie rzuca się w sklepie na podłogę wrzeszcząc, ponieważ zdaje sobie sprawę z tego, że mama też chce mu to kupić ale po prostu nie ma za co.

    Natomiast wyjmując pieniądze ze skarbonki uczysz dzieciaka, że jak brakuje to łatwo sięgnąć po cudze…

    Ja naprawdę lubiłem pomagać mamie, wystarczyło że usiadła i powiedziała że jej brakuje pieniążków to zaraz leciałem ze skarbonką, często ciężką od bilonu gdzie papierkowego pieniążka nie uświadczysz…

    1. ssHaDee pisze:

      Witam serdecznie. dziękuję za opinię. być może wygląda to na kradzież, ale tylko dlatego, że pominęłam we wpisie bardzo ważny aspekt. pożyczanie pieniędzy ze skarbonki dziecka zawsze kończy się odkładaniem tej samej sumy. Dlatego nie chcę, by uczestniczyło w naszych problemach, które zdarzają się sporadycznie, a nie co miesiąc. pozdrawiam serdecznie.

  21. Anonim pisze:

    To ja przepraszam najserdeczniej. Tak właściwie to mnie nie za bardzo da się urazić (czy też obrazić). Po prostu jestem trochę za stary i doświadczony życiem. Jednakże widocznie coś poczuł szef który śledzi moje poszukiwania „teksciarza” którego on za zamierza zatrudnić w bankowej korporacji. Gdyby legitymowała się Pani uczelnią artystyczną, chciała pracować w W-wie, zgodziła na okres próbny na pensję 2 (2.5?) średnich krajowych i znała angielski. Miałaby by Pani duże szanse w dziale marketingu. Przykro mi bardzo: usłyszałem dzisiaj: poszukajmy kogoś innego. Pozdrawiam i już ostatecznie życzę wszystkiego najlepszego.

  22. Witajcie!

    Chcemy meczy, za jakie zapłaciliśmy z własnych kieszeni – podatków dostępnych w internecie za darmo!
    Już w piątek pierwszy pojedynek EURO 2012 gdzie to Kraj nad Wisłą jest nadzorcą! O ile masz chętkę możesz oglądnąć dowolne mecze w wysokiej formie online w pełni za free. Zapraszam na meczyki.pl! Do portalu, który udostępnia transmisje meczy na zywo online.
    Linki aż do 2 wyselekcjonowanych transmisji, które możesz aktualnie dołożyć do swoich bookmarków:
    kliknij: polska grecja mecz na zywo
    kliknij: włochy chorwacja na zywo

    Lista meczy, które trzeba zobaczyć:

    Piątek 8.06.2012
    Polska – Grecja, 18.00, Warszawa
    Rosja – Czechy, 20.45, Wrocław

    Sobota 9.06.2012
    Holandia – Dania, 18.00, Charków
    Niemcy – Portugalia, 20.45, Lwów

    Niedziela 10.06.2012
    Hiszpania – Włochy, 18.00, Gdańsk
    IRL – CRO, 20.45, Poznań

    Poniedziałek 11.06.2012
    Francja – Anglia, 18.00, Donieck
    Ukraina – Szwecja, 20.45, Kijów

    Wtorek 12.06.2012
    Grecja – Czechy, 18.00, Wrocław
    Polska – Rosja, 20.45, Warszawa

    Środa 13.06.2012
    Dania – Portugalia, 18.00, Lwów
    Holandia – Niemcy, 20.45, Charków

    Czwartek 14.06.2012
    Włochy – CRO, 18.00, Poznań
    Hiszpania – IRL, 20.45, Gdańsk

    Piątek 15.06.2012
    Szwecja – Anglia, 18.00, Kijów
    Ukraina – Francja, 20.45, Donieck

    Sobota 16.06. 2012
    Czechy – Polska, 20.45, Wrocław
    Grecja – Rosja, 20.45, Warszawa

  23. ~Ania pisze:

    My na szczęście kredytu hipotecznego nie mamy, ale jeszcze cztery lata temu, gdy rodziłam pierwsze (z dwójki) dziecko, nie podejrzewałam, że 1,5 roku później będę miała operację usunięcia guza mózgu, przejdę na (głodową) rentę i nasze dochody spadną trzykrotnie. Także głowa do góry, my też czasem „pożyczamy” ze skarbonki!

  24. Anonim pisze:

    dla mnie to okradanie dziecka…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>