Patrzyła jak uchodzi z niego życie…

Od kilku lat byli bardzo udanym małżeństwem, do szczęścia brakowało im tylko upragnionego dziecka, o które intensywnie się starali. Wieść o ciąży przepełniła ich nieopisaną radością. Przyjście na świat Adasia było spełnieniem ich największych marzeń. Szczęście w jednej chwili zburzyła wiadomość, że chłopiec jest chory na białaczkę…

Przyszedł na świat jako całkowicie zdrowy noworodek, rozwijał się prawidłowo i do trzeciego roku życia nic nie wskazywało, że dziecku mogłoby coś dolegać. Atak choroby był bardzo nagły, nie wiadomo kiedy maluch traci apetyt, skarży się na bóle rączek i nóżek, łatwo ulega infekcjom i często pojawia się u niego wysoka temperatura. Częste wizyty u pediatry tłumaczącego objawy sezonem jesiennym, podczas którego dzieci są bardzo podatne wirusom, nie uspakajają zaniepokojonych rodziców, którzy nie dają za wygraną. Odwiedzają kolejnych lekarzy, wykonują serię badań, podczas których jeden ze specjalistów diagnozuje białaczkę.

Zemdlała, nie słyszała nawet, jakie lekarz daje dziecku szanse. W jednym momencie na dźwięk słowa „białaczka” zrobiło jej się ciemno przed oczami, pamięta szum w uszach i silne uderzenie o twardą posadzkę szpitalną.

Razem z dzieckiem zostaje przewieziona karetką do Kliniki Onkologicznej, gdzie chłopiec przechodzi serię kolejnych badań w tym punkcję szpiku, która wykazuje ostrą białaczkę limfoblastyczną. Adaś rozpoczyna chemioterapię w przeddzień swoich trzecich urodzin, matka całymi dniami jest przy dziecku nie okazując mu załamania, noce spędza na płaczu. Wkrótce potem chłopczyk traci włosy i dostaje zapalenia płuc. Mija miesiąc odkąd trafili do szpitala. Wycieńczona matka nawet na chwilę nie opuszcza oddziału onkologicznego wciąż bezsilnie tkwiąc przy łóżku dziecka.

Każdą kolejną chemię Adaś znosi coraz gorzej, mijają tygodnie, a lekarze nie wspominają nic o poprawie stanu zdrowia dziecka. Maluch kilkakrotnie traci przytomność nawet na 24 godziny. Lekarze robią co mogą, a rodzice tkwią w bezradności, kiedy z ich największego szczęścia powoli uchodzi życie.

Czasami w modlitwach prosiła Boga, by zabrał Adasia już do siebie, by przestał cierpieć i dołączył do grona aniołków, nie takiego przecież życia pragnęła dla swojego dziecka.

Wieczorami przytulała go mocno i śpiewała kołysanki dopóki nie zasnął. Podobno dusza człowieka waży 21 gramów, poczuła moment, w którym z wychudzonego bladego ciałka uchodzi życie, ale nie przestaje śpiewać jego ulubionej kołysanki

Królu mój ty śpij, ty śpij a ja
Królu mój nie będę dzisiaj spał.
Kiedyś tam będziesz miał dorosłą duszę,
Kiedyś tam, kiedyś tam…
Ale dziś jest mały jak okruszek,
Który los rzucił nam.

Adaś zanim odszedł spędził w szpitalu ponad rok, dziś miałby 7 lat, matka wciąż nie pogodziła się ze śmiercią chłopca. Mówi, że nie ma wystarczająco siły, by dać życie kolejnemu dziecku i patrzeć jako ono z niego uchodzi. Wraz z mężem z ogromnym zaangażowaniem wspierają wszelkie fundacje pomocy dzieciom chorym na białaczkę.

62 przemyślenia na temat “Patrzyła jak uchodzi z niego życie…”

  1. ~Pielęgniarka pisze:

    Pracuję na oddziale Intensywnej Terapii Dziecięcej. Spotykam się na co dzień z cierpieniami rodziców, dzieci. Przyzwyczajam się do nich, prowadzimy rozmowy, o życiu, śmierci, o codziennych sprawach. Swoje dzieci, jak ja to mówię, kocham niesamowicie. Oddaje się swojej pracy. Nie posiadam swoich, dlatego cała cierpliwość, miłość, cząstkę siebie daję tym chorym maleństwom. Staram się nie brać do siebie tego, co tam się dzieję, praca to praca, podobno. Udaję, ze mnie nie dotyka. A jednak, po pierwszej śmierci dziecka nie potrafiłam przez tydzień normalnie funkcjonować. Praca z umierającym dzieckiem jest ciężka. Są momenty kiedy chciałoby się pomóc, powiedzieć dość tego cierpienia, odejdź już maluszku, nie męcz się już, tam będzie Ci lepiej. Ale jeszcze cięższa jest współpraca z rodzicem takiego dziecka. Za każdym razem uderza mnie psychicznie widok rodzica płaczącego nad tym małym, wątłym ciałkiem, które odeszło do aniołów. Nie przyzwyczaję się do tego i nigdy nie pogodzę.
    Często źle na nas, służbę zdrowia krzywo patrzą, kiedy jesteśmy uśmiechnięci w pracy, czasem między sobą zażartujemy. To jest nasze odreagowanie od pracy, od tego cierpienia, które oglądamy. Szpital powinien nam zapewnić opiekę psychologa, ale nie stać na to. Zostaje nam rozmowa między sobą.
    Ludzie często pytają, czemu wybrałam tak ciężki oddział. Odpowiadam: ktoś to musi wykonywać. Nie chcę wpadać w dyskusję, polemizować, przenosić pracy na życie osobiste. Trzymam to w sobie, ten ból, który pojawia się za każdym razem, kiedy grono aniołów powiększa się o mojego pacjenta…

  2. ~karolina pisze:

    Straszne, niesprawiedliwe,okropne,i to pytanie DLACZEGO ?Bardzo współczuje

  3. ~iga pisze:

    Opowiem chistorie kobiety ktura będąc młodą mężatką urodziła pierwsze dziecko był to syn ale niestety chory,miał chore serduszko w wieku pułtora roczku zmarło ale młoda mama nie poddała jakis czas puzniej zaszła znów w ciąze ale ta ciąza skonczyła się w 6 miesiącu dziecko musiała urodzic niestety martwe dopiero za trzecim razem urodziła zdrowe duze dziecko ale z kazdą ciązą bała się ze chistora się powturzy teraz ma 3 synów i jest szczęsliwą mamą i babcią ale zawsze będzie pamiętała o pierwszej dwujce kturą straciła.

    1. ~potsdawuwka21 pisze:

      mysle rze to poróchajęca chistoria

    2. ~ewka pisze:

      wzruszajace-fakt….ale ortografia-TRAGEDIA!!!!!!!!!!!

  4. ~Cecylia pisze:

    Ja jestem aniołkową mamą. Moje dziecko straciłam 02.05.2012r.Boli i krwawi moje serce. Bólu matki nie da się opisać.

  5. ~galeon pisze:

    A teraz po otarciu łez czas na prawdziwe dane !
    Chemioterapia to tylko uwagha 5 procent skuteczności czyli te leki na raka to jedna wielka lipa !
    Mafia zbija majątek na chorych…
    Druga niespodzianka to przyczyna choroby…nieznana !
    Czy napewno ???
    Zjawisko nazywa się CHEMTRAILS i występuje na naszym niebie jak i występuje na niebie każdego państwa NATO !
    U nas prawie codziennie można to zauwazyć na niebie , nie trzeba lunety bo to jest wyrażne , wieczorem gdy mamy te ‚piękne’ czerwono-różowe niebo to mamy …związki aluminium co odbijają promienie zachodzącego słońca…!!!
    Kto na to wydał zgodę ???
    Podobno pan Kwaśniewski podpisał jakąś zgodę na te loty…
    Media milczą na ten temat…!

    1. ~agibea pisze:

      owszem. to sie zgadza. ALE jak nie pöjdziesz z dzieckiem na chemie to sila je wezma.

  6. ~Marzena pisze:

    ta sama piosenke spiewalam…..

  7. ~agnieszka pisze:

    czytam i placze..obok mnie spi blogo moja 10 miesieczna coreczka…wymarzona i wyczekana…nie wiem jak ja dalabym sobie rade gdybym ja stracila…oby bopg nigdy nie wystawil mnie na taka probe bo nie podolam…sciskam sercem wszystkie aniolki i wszystkich ich rodzicow….

    1. Zarabiaj pisząc komentarze – w w w . p r a c a . z d a l n a .e u

  8. ~Matka pisze:

    Gdy straciłam dziecko też nie miałam odwagi na następne. Minęło kilka lat, ból przestał być tak silny a my zapragnęliśmy zaryzykować. Przecież drugi raz nie mogło nas to samo spotkać!!! Niestety po łzach radości ze szczęścia znów przyszedł czas bólu a najdziwniejsze jest to że ten sam dzień, ten sam miesiąc tylko inny rok. Teraz boli mnie serce jeszcze bardziej i tęsknię za swoimi dwoma aniołkami. Chcę tylko powiedzieć, że przeżycie jednej tragedii nie zwalnia nas od następnych.

  9. ~resl pisze:

    moi bliscy rowniez stracili dziecko. malutkie. mial 2 miesiace jak umarl. ale nie mozna przekreslac macierzynstwa. dzisiaj maja gromadke zdrowych dzieci i wszyscy sa szczesliwi.

  10. ~Misia pisze:

    witam
    bardzo współczuję sama przeżyłam śmierć swojego synka( nowotwór miseczki nerkowej) dziś miałby 7 lat, kiedy ponownie byłam w ciąży miałam wypadek samochodowy byłam w 6 miesiącu) ja przeżyłam :( teraz jestem matką 3 letniego synka jestem szczęśliwa chociaż często myślę o moich aniołkach ale nie poddaje najgorzej jest w tych momentach gdy dzieci moich koleżanek już chodzą do szkoły, mają swoje I Komunie Św,
    pozdrawiam i nie poddawaj się bardzo boli serce ale obecnie staramy sie z mężem o drugie dziecko(raczej czwarte:( )i oby było zdrowe

  11. ~Jola pisze:

    mam 2 letnią córeczkę i też nie potrafiłabym pogodzić się z jej stratą, nawet sobie tego nie chce wyobrażać. Jest zdrowa i niech tak zostanie. Chyba wolałabym odejść razem z nią.

  12. ~Ania pisze:

    jeju nie moge czytac takich rzeczy bo odrazu placze ;( jestem mama 4 letniego synka i nie wiem co bym zrobila gdyby go zabraklo ;( w mojej rodzinie nie zyje takie malenstwo.mial raka na aorcie. umarl jak mial 11 miesiecy a dzis mialby 17 lat a dokladnie za 2 dni (7.07) tyle czasu dzicka nie ma ale rodzice nie sa sami gdyz jest starszy brat i mlodsza siostra

  13. ~sylwia pisze:

    boze czytam i rycze od poczatku mam roczną sliczniutka córeczkę spi teraz obok nawet niechce myslec co by sie ze mna działo gdybym musiała przezyc własne dziecko i patrzec jak umiera niewiem co bym zrobiała ze soba ale tez bym sie na kolejne fdziecko nie zdecydowała nie dała bym rady strach by mi nie pozwolił

  14. ~ola pisze:

    Też mam dzieci na które z mężem czekaliśmy dość długo.Pierwsze dwie ciąże nie udało się uratować ale w końcu mamy wymażoną parkę.Nie ma nic gorszego jak przeżycie własnego dziecka.Łączymy się w smutku z wami.Życie leci dalej starajcie się o dziecko dalej bo WARTO!

  15. ~Kasia pisze:

    wyrazy wspolczucia.Ale czy wiecie ze wy mozecie czasami uratowac chore dziecko na bialaczke zostancie dawcami szpiku ja zostalam i teraz czekam niecierpliwie abym mogla komus podarowac czastke siebie a byc moze podaruje mu zycie.Bardzo tego pragne mam 3 dzieci i wlasnie z ich powodu zostalam dawca szpiku a takze oddaje krew

  16. ~mała pisze:

    jestem mamą… moje dzieci są wywalczone, nam się udało…takie historie uświadamiają mi jak wiele mam szczęścia, przesyłam swoje wsparcie i najcieplejsze myśli, mocno przytulam Twoje obolałe serce

  17. ~katarzyna pisze:

    Sama mam malutkie dziecko-mójemu synkowi jak się tylko urodził i położono mi go na piersi zrobilam znak krzyża na czółku i poprosiłam Matkę Bożą o opiekę nad nim-teraz patrzę jak leży w łóżeczku, tak spokojnie sobie śpi-nie wyobrażam sobie że miałabym go stracić-modlę się o zdrowie dla niego-współczuję wszystkim którzy stracili swoje dzieci

  18. ~Mariola pisze:

    Miałam dodać jakiś komentarz, słowa otuchy(?) dla matek, które doświadczyły takiej tragedii, ale nie umiem, ponieważ nie potrafię wyobrazić sobie tego cierpienia…
    Mam nadzieję, że dane mi będzie nigdy go nie doświadczać, czego życzę wszystkim matkom…

  19. ~jola pisze:

    Moja córka odeszła 01.07.2003r. w wieku 11 miesięcy.Miała rdzeniako-wyściółczaka móżdżku…Łączę się z Tobą w bólu który nawet po latach nie zanika,jedynie trochę maleje…

  20. To się nazywa artykuł na temat Lekarze dusz. Dzięki i tak trzymać. Pozdrawiam, Marina.

  21. ~jak pisze:

    Szczerze współczuję wszystkim ludziom którzy przeszli to piekło. Nie wyobrażam sobie takiego bólu. Oglądałam dramat „Bez mojej zgody” i nie mogłam powstrzymać łez. Rodzice tych dzieci są naprawdę silni !

  22. ~zaproszenia pisze:

    w takich chwilach zadajemy sobie pytanie: dlaczego ja?? Życie boli, wiem coś na ten temat i gorąco współczuję, ale prawdą też jest że czas leczy rany… Może trudno w tej chili to uwierzyć, ale tak jest!

  23. ~Ala pisze:

    A mój mały walczy nadal ma już 7 lat. Z białaczką walczy dwa lata i mam nadzieje że mu się uda :-)

    1. ssHaDee pisze:

      tego z całego serca życzę i trzymam kciuki :)

  24. ~Ewa pisze:

    Boże jakie to prawdziwe. Sama teraz przeżywam to co bohaterka tego artykułu. O chorobie synka (17 mc) dowiedziałam się 15 listopada ale to były tylko przypuszczenia lekarza rodzinnego. Do pobrania szpiku modliłam się żeby to nie była białaczka, ale niestety bóg mnie nie wysłuchał.Lawina pytań która zostanie bez odpowiedzi. Na całe szczęście jesteśmy w Niemczech i Pawcio jest leczony w jednej z najlepszych klinik w Niemczech które zajmują się profesjonalnie tym typem białaczki.

  25. ~Ewa pisze:

    Szukam kontaktu z mamami dzieci chorych na ostrą białaczkę limfoblastyczną. To jest mój email: poocachontaas25@gmail.com. Nikt tak bardzo nie zrozumie co czuje matka chorego dziecka na tak straszną chorobę. Nawet ojciec dziecka który nas powinien wspierać opuścił nas ale my z Pawciem sobie poradzimy. Jeśli są tu jakieś mamy to proszę kochane piszcie będziemy się wspierały. Ja mam całą rodzinę w Polsce a tu jestem sama z dzieckiem. Chciałbym wiedzieć jak to wszystko odbywa się w Polsce. Serdecznie pozdrawiamy z Pawciem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>