Jak przeżyć rozstanie i nie zwariować?

To oczywiste, że im głębsze uczucie i szczersza miłość, tym większa gorycz i ból rozstania. Nie należy go jednak traktować jak koniec świata, dlatego też w oparciu o niewielkie doświadczenie i konsultacje z koleżankami  przedstawiam kilka prostych metod, które pomogą przetrwać ten ciężki dla nas okres.

Związek to nie tylko przytulanie, wyznania miłości i miłe spędzanie czasu, to nieustająca ciężka praca nad kształtowaniem własnych charakterów i przystosowywanie się do życia we dwoje, co bardzo często wiąże się z wyrzeczeniami i kompromisami.  Nieudane związki zdarzają się bardzo często, nie możemy jednak w pełni obwiniać za to siebie czy drugą połowę, albowiem zazwyczaj wina leży po obu stronach. Niekiedy przyczyną rozstania jest po prostu nieodpowiednie dobranie charakterów, gdzie przykładowo żadne z partnerów nie potrafi iść na ustępstwo i zamiast cieszyć się ze wspólnego bycia razem, zazwyczaj większość czasu spędzają na przysłowiowym darciu kotów.

Jak uleczyć złamane serce? (KLIK)

Niezaprzeczalnie rozstania są bardzo trudne, zwłaszcza dla kobiet, które nie potrafią z dnia na dzień zapomnieć o czasie spędzonym z partnerem. Przedstawiam zatem kilka metod pomagających powrócić do normalnego życia. Niestety nie ma złotego środka na wymazanie z pamięci miesięcy czy lat spędzonych razem, istnieją jednak metody, dzięki którym być może uda nam się powrócić do codzienności i znów zacząć cieszyć życiem. Być może każdy ma swoje metody jak przeżyć rozstanie i nie zwariować, ja prezentuję własne.

Przede wszystkim nie możemy wychodzić z założenia, że rozstanie oznacza dla nas koniec świata, otóż nie, a wręcz przeciwnie, ponieważ zamykając w życiu jeden rozdział automatycznie otwieramy kolejny i tylko od nas zależy czy będzie on w dramatycznej pozbawionej kolorów scenerii czy stanie się dla nas zupełnie nowym przepełnionym radości okresem. On przecież nie był całym światem, był jedynie ziarenkiem piasku na przemierzanej przez nas pustyni. Jest mnóstwo takich jak on i jeszcze więcej lepszych niż on!

Oczywiście nie chcemy pozbywać się wszystkiego, co kojarzy nam się z byłym partnerem, ponieważ kobiety z natury są masochistkami, które uwielbiają spędzać wieczory z opakowaniem chusteczek higienicznych otoczone masą zdjęć i przedmiotów przypominających byłego. Nie od razu można dojrzeć do decyzji , by pozbyć się wszystkiego z mieszkania, dlatego najlepiej wszelkie przedmioty kojarzące się z partnerem spakować w pudełko i wracać do nich wyłącznie wtedy, gdy faktycznie mamy ochotę poużalać się nad naszym życiem bez niego, a nie rozpoczynać dzień płaczem, ponieważ rano stojąc przed lustrem zauważyłyśmy jego szczoteczkę do zębów.

Poczujmy się znów piękne, atrakcyjne i otwarte na znajomości z nowymi mężczyznami. Nic tak nie poprawi humoru jak zmiana wyglądu. Zaufany fryzjer na pewno pomoże nam dobrać kolor czy modną fryzurę, by podkreślić naszą urodę. Kilku mężczyzn, którzy na ulicy okażą nam swoje zainteresowanie na pewno od razu poprawi humor.

Rozstanie to nie jest czas kończenia wszystkich znajomości i zamykanie się na kontakty z innymi, wręcz przeciwnie! Właśnie teraz jest najlepszy moment, by odświeżyć znajomości, spotykać się ze znajomymi i zawierać nowe przyjaźnie. Nasze wyjścia z domu nie są już uzależnione od humorów partnera i jego wiecznym „idź sama, nie chce mi się”.

A przede wszystkim ŻADNYCH SMSÓW! Przychodzi w końcu chwila słabości, kiedy pod koniec dnia przyzwyczajone do uścisku ukochanego, mamy nieodpartą ochotę odezwania się do niego, napisania kilku słów, wybadania gruntu, czy istnieje możliwość powrotu, ale jak stare porzekadło mówi „pozwól mu odejść, jeśli kocha na pewno powróci”.  Jego brak odpowiedzi, lub odpowiedź nie do końca taka jakiej oczekiwałyśmy może pogorszyć nasz stan, a jakże słodko smakuje satysfakcja, kiedy to oni przybiegają i proszą o możliwość powrotu.

A myślą przewodnią każdego poranka niech będzie „Nie będzie ten, to inny będzie”!

62 przemyślenia na temat “Jak przeżyć rozstanie i nie zwariować?”

  1. Jaką sytuację masz na myśli: on porzucił ją, czy ona jego? Bo to, moim zdaniem, nie to samo.

    No a co do „Nie będzie ten, to inny będzie” – cóż, znam ileś takich przypadków i dużo częściej niż to motto pojawiał się u świeżo upieczonej singielki …facetowstręt. A wraz z nim motto „wolę być sama”.

    1. ~Trace pisze:

      taki okres przejściowy jak to określiłeś „facetowtsręt” jest bardzo potrzebny, zeby na chwilę wrócic do ‚siebie’, przeanalizowac swoje błędy, dowiedziec się czego się ak naprawdę szuka i czego chce od życia, bo się czasem w takim stanie okazuje, że faktycznie facet chwilowo do szczęscia nie jest nam potrzebny, a że każda nasza przyjaciółka ma faceta nie powinien miec znaczenia…..czasem jednak rozstaliśmy się z facetem naszego życia no i wtedy nie nazwałabym tego czasu facetowstręt….po prostu ‚ten albo żaden inny’, oczywiście ten albo żaden inny po przeróbkach, na co zazwyczaj wpływu nie mamy i zostajemy same… i git :)

  2. ~Kalina pisze:

    Prawdę mówiąc, to według mnie o wiele lepiej jest się jakiś czas wypłakiwać, niż od razu po rozstaniu iść cieszyć się życiem. Trzeba sobie dać czas na wszystko, żeby wspomnienia były zatarte, a emocje słabsze. Inaczej na zewnątrz kobieta jest silna, a w środku słaba i nie kończy się to dobrze.

  3. ~swagywild pisze:

    Bardzo fajny blog! Informuj o nowych wpisach! :) Pozdro i zapraszam też do mnie :)

  4. ~Justyna pisze:

    Masz bardzo ciekawy blog. Jeśli tylko chcesz możemy dodać swoje blogi do Aff i informować się o nowych notkach. Pozdrawiam i zapraszam na mój blog o rumuńskiej wokalistce muzyki klubowej Inna {http://innatu.blog.pl}

  5. ~nieznajoma pisze:

    Bardzo mi sie podoba Twój wpis… Masz racje, grunt to mieć w sobie tyle siły aby móc stanąć na nogi, nowa fryzura i wieczór spedzony z koleżankami w barze to świetny pomysł, wtedy mozna samemu sie przekonac że sa inni faceci… A pisanie i rozmowy po rozstaniu? Trzeba jemu pokazać, że sie nie załamujesz i żyjesz pełnią życia, żadne rozmowy w tym nie pomogą, a jeśli się dobrze rozegra to bedzie załował i chciał wrócić, nikt nie mówi, że od razu ale po pewnym czasie napewno bedzie zalowal:) dziewczyny głowa do góry, tego kwiatu jest pół światu i to nie jest tak że łatwo mi mówić bo sama jestem świeżo po rozstaniu i wiem że to nie łatwe. Dziękuje CI bardzo za ten wpis:)

  6. ~zagubiona pisze:

    wiecie, mam chłopaka, który na co dzień mieszka w Krk… ja niestety ponad 200 km dalej. poznaliśmy się jak jeszcze mieszkaliśmy blisko siebie, dosłownie ulicę dalej. później on wyjechał na studia… nie mam pojęcia, jak to określić, ale teraz, gdy znów jesteśmy w tym samym mieście ze względu na wakacje, nawet nie ma czasu się ze mną spotkać,a nie wiedzieliśmy się ze 3 miesiące… niepojęte. niedawno chciałam to zakończyć, bo wydawało mi się że nie ma sensu tego ciągnąć. on sam wie, że to nie jest ok. ale mówi, że mnie kocha i nigdy nie przestanie. więc dlaczego zachowuje się tak, jak by mu w ogóle nie zależało? normalna dziewczyna już dawno by go rzuciła… a ja nie umiem. po prostu nie wyobrażam sobie dalej życia ze świadomością, że on już do niego w żaden sposób nie należy… kocham go. czasem myślę, jak by to było gdybyśmy się rozstali… ale zbyt wiele rzeczy nas łączy, zbyt wiele mi go przypomina…
    nie wiem już sama, co powinnam zrobić…

  7. ~Jagna pisze:

    To, jak przeżywamy rozstanie w dużej mierze zależy od siły naszego charakteru – głównie od poczucia własnej wartości. Kobieta, która jest zakompleksioną miągwą, która nie potrafi bez faceta żyć może rzeczywiście będzie urządzać sobie wieczorki opłakiwania swej straty przez długie miesiące. Łatwo jest wziąć się w garść, gdy jest się świadomą swoich zalet, a twoja egzystencja nigdy nie była całkowicie uzależniona od mężczyzny.

  8. ~Justyna pisze:

    Masz bardzo ciekawy blog. Jeśli tylko chcesz możemy dodać swoje blogi do linek i informować się o nowych notkach. Pozdrawiam i zapraszam na mój blog o rumuńskiej wokalistce muzyki klubowej Inna {http://innatu.blog.pl}

  9. ~vaanshee pisze:

    Rozstanie zawsze będzie końcem świata. Przynajmniej przez ten pierwszy etap, kiedy siedzimy i użalamy się nad sobą i całym światem. Wydaje mi się, że przeżywanie rozstania zależy nie tylko od tego, jak długo ze sobą żyliśmy i jak życie nam się ukłądało, ale także w dużej mierze od tego, w jakim sposób do rozstania doszło. Bo o wiele łatwiej jest się pozbierać, kiedy oboje partnerów dochodzi do wniosku, że „to nie to”, a całkiem inaczej jest w przypadku np. zdrady. Tak czy siak, kobiety (jak to ładnie nazwałaś) są masochistkami w tym względzie i po prostu chyba muszą przez jakiś okres czasu poużalać się i poryczeć w poduszkę.
    Sposoby na przeżycie rozstania: proste i stare jak świat. Niestety, często w chwilach kryzysu zapominamy o tym, że w tych paru prostych krokach można zostawić przeszłość w tyle i zacząć nowy dzień z nową JA. Ale cóż…

    Pozdrawiam :)

  10. ~error pisze:

    Już dawno nie czytałem większych bzdur. Bo to nie jest jedna bzdura. Tu są same bzdury.

    Po pierwsze, autorko, z tego co piszesz wynika, że nie masz pojęcia jak wygląda wieloletni związek.

    Gdy taki związek się rozpada nie pomoże nikomu umalowanie się, pójście do fryzjera, czy kupno nowej kiecki. Bo będąc w długim związku przez lata tworzą się zależności emocjonalne między dwojgiem ludzi. Więc co z tego, że zrobisz sobie nową fryzurę, skoro nie będzie nikogo kto zwróci na nią uwagę, kto powie że pięknie wyglądasz? Koleżanki? Nie rozśmieszaj mnie. Z kim porozmawiasz w sobotni wieczór, kiedy wszyscy twoi znajomi będą na imprezach, albo we własnym gronie?

    Po rozpadzie wieloletniego związku następuje żałoba. Dokładnie taka sama, jak po śmierci najbliższej osoby. A co robisz, gdy umrze ci ktoś bliski? Idziesz do fryzjera? Pomoże ci to?

    Nie. Po prostu żałobę trzeba przeżyć. Trzeba się wyciszyć, wypłakać, a przede wszystkim zrozumieć co się stało i przyjąć to do świadomości. To nie jest kwestia tygodnia, miesiąca czy kilku imprez. To proces ciągły.

    I kolejna bzdura. SMS-y i porzekadło, że facet jak kocha to wróci. Jeśli ktoś ci mówi, że cię nie kocha i nie chce być z tobą, to możesz na głowie stawać, ale nie wróci. Wracają smarkacze, nastolatki, które bawią się w miłość, w pseudo związki, ale nie dorośli ludzie. A nawet jeśli wróci, to jak to świadczy o tobie? I co, przyjmiesz go? Udasz, że nic się nie stało? Że znowu może być fajne? To nie piaskownica.

    A skoro już o piaskownicy i o piasku, który wspomniałaś. Nie ma nic gorszego jak po rozstaniu szukać sobie kogoś na pocieszenie. Bo to kolejny przykład zwykłej niedojrzałości. Bo do kolejnego związku trzeba być gotowym. Mówi się, że ludzie np. po rozwodach potrzebują średnio 2 lat, by znów się z kimś związać i nie przenosić starych emocji. W przeciwnym razie tylko unieszczęśliwią siebie i tę drugą osobę.

    I tyle. Rozpisałem się :D

    1. ssHaDee pisze:

      Oczywiście jak najbardziej się zgadzam. Sęk w tym, że tekst nie mówi o dojrzałych, wieloletnich związkach i rozwodach, a właśnie miłostkach, które początkowo wydają się być najgłębszym uczuciem na świecie, a rozstania dramatem. Rozpatrując rozpad małżeństwa zapewne uwzględniłabym kwestię dzieci lub majątku, bo jak się mówi: w dzisiejszych czasach kredyt jest bardziej wiążący niż ślub. Otóż wiem, jak wygląda wieloletni związek i nie wiem w jaki sposób uporałabym się się po jego rozpadzie, ale nie o takich związkach piszę. Proszę również zauważyć, że związki często rozpadają się nie z braku miłości, a zwykłych nieporozumień czy pod wpływem negatywnych emocji. Sama wielokrotnie odchodziłam i byłam rzucana, ale nigdy rozstania nie były dla mnie katastrofą, co nie znaczy, że nie kochałam. Tekst miał pokazać, że mimo rozstania można żyć dalej i wcale nie jest to takie trudne. Męskie spojrzenie na rozstania zapewne całkowicie odbiega od damskiego, stąd też jak mniemam różnice zdań. Każdy przeżywa rozstanie na swój sposób, ale musi mi Pan przyznać rację, że lepszą metodą jest leczenie ran (chociażby błahą wizytą u fryzjera) niż bezustanne posypywanie ich solą?! Więc…?

      1. ~error pisze:

        Czytając o rozpadzie związków ze względów emocjonalnych, kłótni czy nieporozumień, a nie z braku miłości od razu przychodzi mi myśl historyjka o kobiecie, która postraszyła męża rozwodem. Wychodziła z przekonania, że facet się przestraszy, rzuci na kolana, kwiaty kupi, po rękach będzie całował itp. O dziwo, facet się rzeczywiście z nią rozwiódł, a kobieta w efekcie przypłaciła to 5-letnią ciężką depresją, bo ona tak naprawdę „go kochała”. To, wbrew pozorom, prawdziwa historyjka :)

        A czego ona dowodzi? Ano tego, że ta kobieta, choć ewidentnie pojechała po bandzie, musiała to odchorować. A to dlatego, że ich związek trwał wiele lat, nastąpiło właśnie owo „uzależnienie emocjonalne”, przyzwyczaiła się, że ten mąż jest, że wracał po pracy, że mu koszule prała, albo obiad robiła. Że nawet jeśli robiła sobie nową fryzurę, to również z myślą co on powie i jak zareaguje. To nie był kolejny chłopak, kolejna miłostka, kolejne ziarenko piasku.

        I nagle, po rozstaniu nie ma nic. Jest czarna dziura. Bo całe życie kręciło się wokół tego związku. Dlatego nie cieszą fryzury, kawki z koleżankami, czy poklepywanie jej po plecach i rady w stylu: ‚tego kwiatu to pół światu”. Jest żałoba. Bo została sama. A kochała. A skoro kochała, to miała plany, marzenia… I lipa. Nie ma nic.

        Oczywiście, że piszę tutaj o poważnych, wieloletnich relacjach, związkach czy małżeństwach. Bo tylko takie są dla mnie poważne. Zabawy w chodzenie za rączkę, do kina czy obściskiwanie się w parku, to hobby nastolatków. Ich nic nie łączy poza motylami w brzuchu. A te mają to do siebie, że wcześniej czy później zdechną. To jest zabawa w miłość. Bo prawdziwa miłość to właśnie wspólny dom, te obiady, koszule, kredyty, czy inne problemy. I to jak sobie ludzie z tym razem radzą świadczy o sile ich uczuć i samym związku.

        I jeśli po wielu latach jedna ze stron decyduje się, by odejść przez „zwykłe nieporozumienia”, to znaczy że taka osoba jest po prostu niedojrzała do związku. W każdym takie nieporozumienia będą. I nie sztuką jest odejść.

        Niestety, nie zgodzę się z tym, że „kredyt jest bardziej wiążący niż ślub”. Gdy przychodzi taka chwila, że człowiek naprawdę chce odejść, to żaden kredyt go nie zatrzyma. Na to nie ma mocnych :D

        A co do tekstu i tego czy on jest o miłostkach czy nie to ja, czytając początek „To oczywiste, że im głębsze uczucie i szczersza miłość, tym większa gorycz i ból rozstania. Nie należy go jednak traktować jak koniec świata” uznałem, że nie ma górnej granicy trwania związku.

        Bo dla jednego długi związek to rok, a dla innego 20 lat. Ba! są tacy co po 3 miesiącach już obwieszczają, że są „w poważnym związku” :D

        Pozdrawiam i życzę szczęścia

        1. ssHaDee pisze:

          Z kolei teraz ja muszę się nie zgodzić w jednej kwestii. Każdy związek (choć bywają również wyjątki) rozpoczyna się od motylków w brzuchu, chodzenia za rączkę i obściskiwania. Nie można więc twierdzić, że takie miłostki zdychają. Właśnie takie miłostki, choć początkowo niepozorne i dziecinne przeradzają się w dojrzałe związki. Bo skąd niby miałyby się brać małżeństwa, gdyby bycie razem nie rozpoczynało się właśnie od niepozornych znajomości. O wiele prościej byłoby nam spotkać kogoś na ulicy i wiedzieć po jednym spojrzeniu, że jest to nasz partner/partnerka na najbliższe lata, niestety poszukiwania tej właściwiej osoby polegają właśnie na zawieraniu nietrwałych związków (oczywiście nie zakładając, że związek będzie nieudany), po których nie ma co się użalać :) należy szybko stanąć na nogi i dalej szukać osoby, która jest nam przeznaczona, czyż nie? :)

          pozdrawiam serdecznie.

          1. ~error pisze:

            Tak, zgadzam się. Wszystkie miłości zaczynają się od motyli. To tak zwana faza zauroczenia. W tej fazie nic, lub niewiele nam przeszkadza w tej drugiej osobie, a jeśli nawet, to mówimy sobie, ze z czasem na pewno to się zmieni lub my to jakoś zmienimy, ewentualnie przymkniemy na to oko :)

            Oczywiście to bzdura, ale wiedzą to tylko ci, którzy są w długich, kilkunastoletnich związkach.

            Ale początki to ruletka. Ryzyko, jakie się podejmuje z nadzieją, że będzie dobrze. Tyle tylko, że podejmuje się je z powodu tych motyli, a one często nas zaślepiają. Zakłada się, że te motyle żyją mniej więcej 5 lat. To właśnie okres kiedy wszystko jest cudowne, są buziaczki, trzymanie za rączkę, seks 5 razy dziennie, kiedy są oświadczyny, ślub i początek małżeństwa. Mówi się też, że pierwszy kryzys w związku przychodzi po 7 latach. Coś w tym jest :)

            Dopiero po tym czasie wraca realne myślenie.

            I wtedy są dwa warianty: albo wiemy że daliśmy ciała i się pomyliliśmy, albo wiemy że to rzeczywiście miłość. Bo dopiero wtedy człowiek już może to realnie ocenić i powiedzieć sobie rano do lustra: „Chcę być z tą osobą do końca życia”, albo „Rany boskie i tak ma być już zawsze?” :D

            W tym pierwszym przypadku para żyje długo i szczęśliwie. W tym drugim męczą się ze sobą jeszcze kolejnych kilka lat. To właśnie dlatego najwięcej rozwodów jest w małżeństwach ze stażem 10-15 lat. Później kobieta trzaska drzwiami i odchodzi, albo facet znajduje sobie kogoś na boku (może być też odwrotnie) :D

            Tak czy inaczej, nawet w związkach, gdzie para darła ze sobą przysłowiowe koty, gdzie dochodziło do zdrad, czy kompletnego rozkładu pożycia, bardzo często po rozwodzie jedna lub dwie strony zdradzają objawy depresji, której nie da się wyleczyć fryzurą.

            Chociażby dlatego, że trzeba znów zaczynać wszystko od nowa i nie ma żadnej pewności że się uda. Dlatego potrzebna jest ta żałoba, ten czas na refleksję, na przemyślenie wszystkich spraw. Wtedy w tę czarną dziurę wpadają zarówno porzucone kobiety jak i faceci, którzy np. w związku zdradzali, a po rozwodzie dociera do nich co mieli i co stracili.

            Wtedy nie myśli się o kolejnych ziarenkach. Wtedy ma się wręcz awersję do płci przeciwnej :) A jeśli ktoś rzuca się w czyjeś ramiona, to robi to bardziej z desperacji, ze strachu że zawsze będzie sam, żeby mieć choćby namiastkę rodziny.

            I na koniec ciekawostka, którą gdzieś wyczytałem: Ponad połowa rozwiedzionych małżeństw, gdyby mogła cofnąć się w czasie, nie dopuściłaby do rozpadu rodziny.

            Niestety, dobre pomysły przychodzą z reguły za późno :D

            1. ssHaDee pisze:

              Teraz już w pełni mogę się zgodzić :)
              dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie do wyrażania własnych opinii.

            2. ~dotka pisze:

              bardzo fajna wypowiedz i to na dodatek od merzczyzny!!!jestem swiezo po rozstaniu i miotam sie jak w malignie nie wiedzac co ze soba zrobic nie wiedzac czy on tez cos odczuwa czy przyszlo mu to latwo bez bolu i zalu .fajnie ze znalazlam te wypowiedz na prawde troche pomaga chocby sama mysl ze ktos gdzies ma tez taki problem.dziekuje

            3. ~gajasolaris pisze:

              Witam, Pana Wpis jest już sprzed roku, ale jest aktualny dla mnie również teraz, podziwiam trafność spojrzenia.

    2. ~toja pisze:

      niestety,to prawda, zgadzam się z każdym słowem,powrót do życia po rozstaniu, nie jest niestety taki prosty jak…pójście do fryzjera czy podobne…mam jednak nadzieję,że możliwy, pozdrawiam wszystkich, którzy jednak próbują :)

    3. Anonim pisze:

      Facet..a tak niegłupio pisze.. Szacun..

    4. ~ive pisze:

      Bardzo mądre słowa error…Czytałam wcześniejsze komentarze i zastanawiałam się jak można w bólu, cierpieniu i łzach mieć ochotę na cokolwiek? Czy kiedy odchodzi bliska nam osoba potrafimy cieszyć się tak przyziemnymi sprawami jak własny wygląd, fryzura czy zabawa ze znajomymi? Na rozstanie tak naprawdę nie ma rady…tylko czas sprawi, że ból będzie ustępował a wydarzenia kolejnych mijających dni, miesięcy będą pomału oddalały ten okres ” z nim”, który tkwi w nas bezustannie…

    5. ~Joanna pisze:

      witaj, bardzo madra „wypowiedz”, ja nie wiem czy jakos sie pozbieram, na ta chwike to koszmar

    6. ~ŻYCIE TO CIĘŻKA WĘDRÓWKA .. pisze:

      dokładnie !!!

  11. ~Rafał pisze:

    Pomysł miałaś bardzo zacny, ale myślę, że rady w takich sytuacjach mogą po prostu się nie sprawdzić. Temat jest zbyt rozległy i zbyt zagmatwany by można po prostu napisać 10 rady co zrobić by było lepiej.

    Na pewno posiadanie przyjaciela w takiej sytuacji może się stać nieodzowne. Warto też trochę przeczekać, decydując się na kolejny związek. Nie ma co się śpieszyć i na siłę szukać ukojenia. A dróg wyjścia jest wiele, gorzej jednak gdy człowiek zaczyna się szamotać. Fajnie gdy jest ktoś, kto może nam pomóc przejść taki okres.

  12. ~Malena pisze:

    Mysle ze najlepszym mottem dla kobiety po rozstaniu jest „Jestem zła na X ale kocham i akceptuje siebie” . Fakt czesto rozstanie uświadamia nam jak bardzo byłysmy hamowane i ograniczane. Wiem że łatwo sie o tym mowi komus kto juz ma za sobą uboczne skutki rozstania a na dodatek ma nowy szczesliwy związek. Ale cuż kiedy dostajesz klapsa i nie jest to klaps od ojca – pora założyć szpilki. Okres kiedy odżywasz po rozstaniu jest porównywalny z początkami zakochania sie. Pojawia sie taka masa rzeczy które wcześniej odrzucałaś, a teraz uswiadamiasz sobie jakie są cudowne. Okres singielstwa nie jest zły to wrecz oczyszcza ze złych emocji.

  13. Krotko, zwiezle i na temat. Rowniez uwazam, ze trzeba odciac sie od przeszlosci jak najszybciej i po prostu zaczynac od nowa. Kiedys znalazlam takie powiedzenie: Jesli wierzysz, ze masz przyszlosc, nie bedziesz wciaz wracac do przeszlosci. I taka prawda.

  14. Anonim pisze:

    Jeśli to ty złożyłaś kwity o rozwód… pamiętaj , że miłość rodzi się w głowie… a kto leczy głowę??? Omijanie gabinetu psychiatry nic nie da… |Samoleczenie w przyszłości tylko zaprocentuje nowymi problemami…

  15. ~gawin pisze:

    ~error jest najbliżej prawdy, ja skromnie bym dodał, że coraz częściej tkwimy w takim rozkroku, który niepostrzeżenie zamienia się w szpagat, kiedy to bronimy swej niezależności jak niepodległości (mniej więcej 3 lata „Po”) a z drugiej strony łakniemy się i potrzebujemy bardzo. Obserwuję z zaciekawieniem tę „pozycję”. Wygodna? Nie! Ale w niej trwamy? Tak! Chyba jest nam bezpieczniej!

    Do Pani Autorki,
    jest Pani optymistką (ja również do nich należę), ale proszę spojrzeć na wszelkie portale społecznościowe. Tam jest mnóstwo ciekawych, inspirujących kobiet, które nie mogą znaleźć kogoś na dłużej (pomijam teraz przyczyny)

    Mnie się wydaje, że w pewnym wieku (35 i w zwyż) będzie coraz trudniej poznać kogoś wartościowego i zdecydować się na przemodelowanie sobie życia.
    Świat się zmienia, my się zmieniamy, ktoś kto się rozstał/rozwiódł nie tak łatwo zrezygnuje z tego co już udało mu się zbudować.
    Pozdrawiam.

  16. ~kawusia pisze:

    co za kretyn cię tego nauczył ? „kobiety są z natury masochistkami” ! SĄ TAK WYCHOWYWANE! a to daleko jest od NATURY. PEWNIE NIE OPUBLIKUJESZ TEGO KOMENTARZA, BO JESTEŚ DEBILKĄ, Z NATURY !

    1. ssHaDee pisze:

      nie zamierzam usunąć komentarza, choć skłaniają mnie ku temu dwa powody. przede wszystkim akcja popierana przez Onet KOMENTUJ NIE OBRAŻAJ, a drugi taki, że Pani wypowiedź również nie wniosła nic twórczego i nie zawiera sensownej opinii. swoich wypowiedzi nie popieram badaniami czy ankietami, są to wyłącznie moje odczucia i spostrzeżenia, nie zawsze zgodne z prawdą. zawsze jednak doceniam doświadczenie i dojrzałość komentujących, czego nie mogę przypisać Pani. każdy jednak przynajmniej STARA SIĘ reprezentować sobą jakiś poziom, więc życzę owocniejszych starań. miłej niedzieli. pozdrawiam.

      1. ~Trace pisze:

        usuń :)…się dwa razy nie zastanawiaj…..

  17. Anonim pisze:

    Zostawił mnie bez słowa i tak milczy dwa miesiące.

    z

  18. Anonim pisze:

    Zostawił mnie bez słowa i milczy dwa miesiące.Zablokował konto a pieniądze wydaje na kochankę a rachunki są do opłacenia.Jestem załamana a tabletki trzymają mnie przy życiu.Wiem, że trzeba czasu aby iść do przodu ale kiedy to nastąpi? Pisałam esemesy ale 0-ro odpowiedzi więc przestałam i może faktycznie poskutkuje.Teraz wystąpię o alimenty bo nie będę żebraczką.Kiedyś byłam wesołą i uśmiechniętą a teraz jest tylko smutek i nie chęć do płci przeciwnej.

  19. ~Trace pisze:

    Często słyszę od kobiet jak to po rozstaniu zaczynają szaleć i wpadają nowych, często szybkich znajomości…. A to przecież fajny czas, zęby wrócic do „siebie”: zastanowić się co tak naprawdę chce się od życia, zrealizować od dawna odwlekane plany, czas na inwestycje w siebie…Wyjdzie nam podwójnie dobrze, bo po pierwsze w końcu zaczniemy ży w zgodzie z sobą, a po drugie ci fajniejsi faceci lubią kobiety, które coś robią, realizują się, uśmiechnięte i zadowolone z życia…..:)Pozdrawiam.

  20. ~Alicja pisze:

    To fakt, kobiety trudno znoszą rozstania. Potrafią rozdrapywać w nieskończoność stare rany i nie dawać sobie szansy na to, co nowe… Choć i mężczyźni potrafią poszaleć ;)
    A tak w ogóle: fajny blog :) Jest co poczytać, jest co skomentować :) Będę zaglądała.
    Zapraszam również do siebie :) (http://relacje-damsko-meskie.blogspot.com/)
    Pozdrawiam.

    1. Anonim pisze:

      G………..no prawda !!!!!!!!!!!!!!! A co my faceci to już nie mamy uczuć ??!!!

      1. ~Imię (wymagane) pisze:

        Z tego co zaobserwowałam nie macie. Nie potraficie niczego wyjaśnić. Myślicie tylko o sobie, o swoich potrzebach. Chociaż są również wyjątki.

        1. ~ola pisze:

          tak, najlepsze są teksty w stylu: kocham, ale nie powinniśmy być razem. kocham, ale nie będę się starał

          1. ~Abernathy pisze:

            Widzisz to nie jest takie proste. Ja jestem kobietą, kocham, ale odeszłam. Odeszłam bo z różnych powodów mój związek nie miał przyszłości, mimo, że spędziliśmy kilka lat razem. Podjęłam decyzję o rozstaniu, która dojrzewała we mnie już od roku. Prawdopodobnie mój związek by się rozpadł za czas jakiś, ja to tylko przyspieszyłam swoją decyzją. Ale wciąż Kocham, tylko czasami po prostu miłość nie wystarcza. Kocham i strasznie cierpię.

  21. ~majka 31 pisze:

    Właśnie zakończyłam drugi poważny związek, pierwszy trwał 13lat i był mega toksyczny. Dosyć szybko poznałam faceta, który stał się całym moim światem, zapewniał ze kocha, zresztą czułam to, po 10 miesiącach zamieszkaliśmy razem, rzuciłam stałą pracę, wyprowadziłam się 300km do innego miasta, pożyczyłam pieniądze żeby zorganizować nam na początek życie, pieniądze, które On miał oddać, bo bądź co bądź inwestowaliśmy w jego własność. Zapewniał że zaklepał mi pracę, po czym okazało się, że to kłamstwo, trudno było mi znaleźć prace w obcym mieście z ogromnym bezrobociem, siedziałam sama w domu, bez znajomych, otoczona niezbyt przychylną rodziną, po 5miesiącach zaczęłam mieć stany depresyjne, lękowe (wcześniej już chorowałam na depresję). Fakt czasami nie byłam w stanie zwlec się z łóżka, nie miałam ochoty uprawiać seksu kilka razy dziennie, ale starałam się ogarniać dom, gotować, sprzątać i mimo wszystko trzymać rękę na pulsie z poszukiwaniami pracy. Bardzo szybko dowiedziałam się od swojego partnera, że nic nie robię, żyję na jego koszt, (chociaż często to ja organizowałam pieniądze na życie), że jestem zwykłym leniem, dodam że zdawał sobie sprawy z mojej choroby. Cóż…ja jak to ja zareagowałam impulsywnie, spakowałam rzeczy w celu wyprowadzki z nadzieją że mnie zatrzyma, i w sekundę mój świat runął bo mój ukochany pomógł mi wynosić walizki, był do tego agresywny. Zostałam z niczym, przepraszam! z długiem bo On oznajmił że nie zamierza oddać tych pieniędzy. Wróciłam do rodzinnego domu, prze ryczałam całą noc i dzień, a mój ukochany od chwili mojego wyjścia zaczął ostro imprezować i doskonale się bawić. Po raz kolejny zaczynam od nowa, nie wiem czy tym razem starczy mi sił, cały czas go kocham, chociaż wiem że nie ma powrotu, nawet nie chcę wrócić. Czuje się jak wykorzystany, wyrzucony śmieć . Zostawiłam dla niego całe moje ustabilizowane życie, pokochałam jak nigdy nikogo a On gdy załamałam się, w chwili słabości potraktował mnie jak nie przydatną szmatę.

  22. ~ivek pisze:

    Ja, trochę z „drugiej”strony, tej bardziej ostatecznej. Poł roku temu zmarł tata, wprawdzie nagle na rękach mamy, ale chorował od 2 lat. Przeżyła to rozstanie bardzo mocno i wciąż nie może się pozbierać. Ich związek był megatoksyczny, nie znosili się, dochodziło do awantur i rękoczynów( agresorem był ojciec). Mama jest już pół roku w ogromnej rozpaczy i wciąż powtarza, że spotkało ją ogromne nieszczęście. Nie możemy tego z siostrą pojąć, dlaczego, skąd ta rozpacz. Nigdy nie słyszałam by byli dla siebie mili, a tu po śmierci, której nota bebe często mu życzyła taka żałość , jak po ukochanym.
    Jaki tu działa mechanizm?

  23. ~aga pisze:

    Ta miłość to cholernie skomplikowana sprawa. Rzuciłam męża po 3 latach bo w moim mniemaniu był nudny, ciagle pracował, nie spędzał czasu ze mną. I kiedy na horyzoncie pojawił sie książę na białym koniu, nie opierałam sie dlugo, poszlam za nim, to byly najszczęśliwse lata mojego życia, pelne emocji, szalenstwa, czułam sie kochana, porzadana. To trwalo 2.5 roku, bo książę spotkał inną księżniczkę, a mnie poprostu zostawił. Wpadłam w głęboką depresje, z której, o ironio wyciągnął mnie mój maż, z ktorym nie wzięłam rozwodu.
    Wrocilam do mojego dawnego życia, troche nudnawego, ale zdałam sobie sprawę, że jednak go kocham i moge na niego liczyć.
    Tydzień temu powiedział, źe zakochał sie w innej i chce rozwodu. Najgorsze, ze nie mogę go o to obwiniać, bo przecież, to ja pierwsza odeszlam.
    Chyba już nie bede angażować sie w żadne zwiazki, cierpienie jest zbyt silne. Nie chce tego przeżywać nigdy od nowa.
    Mam 2 wielkie skazy na sercu, nie goją się.

  24. ~ola pisze:

    Byłam w zwiazku 15 lat dwoje dzieci zamienił mnie na lepszy i młodzszy model.Rok dochodziłam do siebie codziennie płacz, depresja to była masakra myślalam że nigdy sie nie otrząsnę.Po roku samo przeszło jest mi już obojetny.Mam nowe znajomości nowe otoczenie i jest ok.

  25. ~patrycja pisze:

    Cześć… Również przeżyłam rozstanie…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>