Zamieńmy się na dzieci!

Dagmara, trzydziestodwuletnia księgowa z dziewięcioletnim stażem małżeńskim, mająca pięcioletniego syna Miłosza, dowiaduje się, że spodziewa się dziecka. Radości nie ma końca. W niespełna 3 tygodnie później jej najbliższa przyjaciółka Marta, dwudziestoośmioletnia pracowniczka banku, mająca dwie trzyletnie bliźniaczki, wizytą u ginekologa również potwierdza, że jest w ciąży. Przyjaciółki są przeszczęśliwe, że mogą razem przechodzić ten najważniejszy w życiu kobiety okres, dopóki…

Marta jako pierwsza w piątym miesiącu poznaje płeć dziecka. Nie ukrywa rozczarowania, na wieść, że na świat ma przyjść jej trzecia córeczka, tak bardzo z mężem marzyli o synu. Dagmarze brakuje słów, by pocieszyć przyjaciółkę, gdyż sama w głębi serca liczy, że również będzie miała córkę. Los jednak wobec kobiet jest zupełnie złośliwy, ponieważ Dagmarze badanie ultrasonografem wykazuje syna. Nie był to dla niej powód do płaczu, najważniejsze przecież, żeby dziecko zdrowo się rozwijało, jednak jej plany o strojeniu córki w sukienki i kokardki w jednej chwili legły w gruzach.

Nocną ciszę przerywa telefon Dagmary, w którym słyszy nietypową propozycję przyjaciółki. Pomysł jest ryzykowny i wymaga dogłębnego przemyślenia, po kilku jednak dniach kobiety zaczynają go wdrażać w życie. Rzecz jasna mężowie nie mogą się o niczym dowiedzieć, to oczywiste, że kierując się racjonalnym myśleniem, a nie emocjami jak ich żony, nigdy nie zgodziliby się na coś podobnego.

Kobiety najpierw postanawiają znaleźć lekarza, który poprowadzi obie ciąże, a jednocześnie nie zna ich, i z którym nie będą musiały mieć styczności w przyszłości. Opowiedają lekarzowi, jak bardzo los się pomylił i obdarzył je dziećmi nie tej płci, o której marzyły i jak wygląda ich plan, po czym przedstawiają pokaźną sumę, jakiej jest warta dla nich podmiana dzieci.

Nieprzemyślany plan, być może nie mógłby się udać, jednak dwie twardo stąpające po ziemi kobiety, ambitne i za wszelką cenę zawsze docierające do celu mają pewność, że wszystko pójdzie zgodnie z planem.

Cesarskie cięcia zostały wyznaczone na jeden dzień, zabieg po zabiegu. Porody przebiegają pomyślnie, dokumentacją zajmuje się lekarz prowadzący. Już w kilka godzin później matki mogą zobaczyć swoje pociechy – te, na które tak wyczekiwały. Od razu pokochały je jak własne, choć być może jeszcze mocniej! I wszystko poszło zgodnie z planem!

Zbieżność imion jest przypadkowa, opis sytuacji całkowicie wymyślony, ale na ile w dzisiejszych realiach możliwe jest, by taka historia mogła mieć miejsce? Pomyłki w szpitalach zdarzały się od zawsze, lekarze przyjmujący łapówki skłonni są zgodzić się na wiele, a kobiety, by mieć upragnione dziecko są zdolne do wielu, wydawałoby się, irracjonalnych decyzji. A więc taka historia mogłaby się przydarzyć w dzisiejszych czasach?

3 przemyślenia na temat “Zamieńmy się na dzieci!”

  1. ~Maja pisze:

    Zupełnie nie uwzględniasz uczuć matki. Co z tego, że pomyłki są możliwe ale nie są efektem zimnego, wykalkulowanego działania. Okres ciąży bardzo zbliża oboje. Moim zdaniem płeć to nie wystarczający powód żeby zdrowa na ciele i umyśle kobieta bez mrugnięcia okiem zamieniła dziecko. W pierwszym okresie ciąży każda mama marzy sobie o płci ale im bliżej rozwiązania tym ważniejsze się staje żeby było zdrowe. W twoim scenariuszu zmieniłabym trochę, bezdzietna obsesyjnie pożądająca dziecka, może nawet bezwiednie zorientowana na płeć męską przy wsparciu męża, że to musi być chłopiec i pisz dalej

    1. ~Justyna pisze:

      piszesz o nieuwzględnieniu uczuć matki. czasami po prostu takich nie ma i nie ma na to wpływu okres ciąży. doskonale wiemy, ze ostatnio coraz głośniej o dzieciobójczyniach (przykładów nie trzeba podawać) więc sądzę, że również możliwa jest sytuacja, gdzie matką kieruje spełnienie marzeń . są matki, które zabijają własne dzieci, są matki, które je porzucają, oddają, myślę, że są też takie, którymi kieruje wyidealizowana wizja przyszłości, którą burzy płeć dziecka i za wszelką cenę chcą to zmienić.

  2. ~daga pisze:

    słuchajcie, ja słyszałam o bezpłodnej kobiecie, która znalazła sobie panią, która miała jej oddać dziecko po porodzie. opłaciła sobie lekarza, a ten całą dokumentację ciąży wypisywał na tą bezpłodną, która z kolei, by nie wzbudzić podejrzeń wśród sąsiadów, nosiła poduszkę. wszystko poszło zgodnie z planem, dopóki jakaś życzliwa osoba nie wyjawiła prawdy.
    dlatego w opisaną sytuację jak najbardziej jestem w stanie uwierzyć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>