Niewygodne fakty małżeńskie

Rozwód w wielu przypadkach jest trudną do podjęcia decyzją, ale nie w sytuacji, kiedy podczas kolacji mąż spokojnym tonem, jakby prosił o podanie soli, oznajmia, że od pół roku jest w szczęśliwym związku i chce się wyprowadzić. Wówczas, choć jest to ogromny szok dla kobiety, musi ona szybko zacząć twardo stąpać po ziemi i zaplanować własną przyszłość i dzieci, jeśli miała je z mężem. W takiej sytuacji zazwyczaj konieczne jest orzekanie winy, zmuszające rozwodzących się partnerów do wyjawiania jak najbardziej przekonujących sąd niewygodnych faktów z małżeństwa.

Już na pierwszą sprawę rozwodową Andrzej stawił się w objęciach o wiele młodszej partnerki, która nie kryła szczęścia, że posiada wreszcie na własność mężczyznę, którym przez ostatnie pół roku musiała dzielić się z inną kobietą sumiennie wypełniającą obowiązki żony i matki dwóch synów. Basia z kolei stała pod ścianą ze spuszczoną głową, skrycie przeżywając dramat, jakim był dla niej rozpad rodziny. Postanowiła jednak jak lwica bronić dzieci i majątku, który w większości składał się z darowizny, jaką otrzymała od nieżyjącego już ojca.

Na pytanie sędziny, dlaczego uważa, że dzieci powinny zostać u jej boku przytaczała na pęczki historie, jak wielokrotnie Andrzej zapominał odebrać młodszego syna z przedszkola, wszystkie decyzje odnośnie wyjazdów szkolnych czy spotkań ze znajomymi musiała podejmować sama, kiedy on zapominał nawet o urodzinach pociech. Wiecznie zmęczony i domagający się chwili dla siebie odprawiał synów z przysłowiowym kwitkiem, kiedy stęsknione lgnęły do niego, gdy po całym dniu pracy wracał i zasiadał przed komputerem. Całkowicie wyłączył się z wychowywania dzieci, twierdząc, że jest to obowiązkiem kobiety. Pytanie, czy umie wymienić imię choć jednego kolegi syna, przemilczał.

Bez ogródek zaczęła opowiadać, że często wracał późno w nocy i kładł się obok niej nie biorąc prysznica, rzucając tylko obok łóżka zdjęte przepocone ubrania, które rano ona musiała sprzątać. Zdarzały się sytuacje, że sześcioletni syn przybiegał do niej i prosił, by umyła po tatusiu muszlę klozetową, bo nie chce zrobić siusiu do brudnej. Pomimo próśb, by dbał o higienę toalety, chociażby przez wzgląd na dzieci, nigdy nie nauczył się dobrych przyzwyczajeń. Najuciążliwszy był dla niej brak higieny, choć ostatnio zauważyła znaczną poprawę. Wciąż jednak nie hamował się w puszczaniu bąków i bekaniu, co rozbawiało synów i jednocześnie wpajało im złe maniery. Ona uważała to za niesmaczne, on za naturalne, ponieważ nie będzie się ograniczał we własnym domu.

Mówiła jak w ósmym miesiącu ciąży musiała sama dźwigać do domu torby z zakupami na święta, ponieważ on w tym czasie miał ważne rozgrywki w kręgle z kolegami i jako przywódca drużyny nie mógł ich opuścić. Przygotowania do świąt przepłaciła tygodniowym pobytem w szpitalu, podczas którego ani razu nie zajrzał do niej, bo wszystko, czego potrzebowała, mogła przecież przywieźć jej siostra mieszkająca znacznie bliżej.

Nie miała w nim wsparcia, od dawna nie rozmawiali ze sobą ot tak po prostu, żeby porozmawiać, wymieniali między sobą wyłącznie komunikaty, dotyczące menu na obiad lub zaległych rachunków. Mimo to kochała go i robiła wszystko, by na jego twarzy pojawiały się choć minimalne oznaki radości. Robiła wszystko, by po powrocie z pracy na stole czekał ciepły obiad, by dzieci nie przeszkadzały kiedy relaksował się przed telewizorem czy komputerem. W sypialni również to ona zazwyczaj inicjowała zbliżenia, które w ostatnim czasie zdarzały się coraz rzadziej. Wychodziła jednak z założenia, że z natury jest oziębłym człowiekiem, choć przed ślubem nie zauważyła zwiastujących tego symptomów.

Z każdym kolejnym zdaniem oczyszczała się coraz bardziej. Coraz łatwiej przychodziły jej kolejne historie, które uświadamiały, że tak naprawdę wcale nie była szczęśliwa. Urodziła dwoje dzieci, a przez cały okres małżeństwa wychowywała troje.

Opuszczając salę zauważyła, że wychodzącej z Andrzejem kobiecie znacznie opadł entuzjazm. Była przerażona, widocznie nie takiego Andrzeja znała. Na kolejnej rozprawie pojawił się sam. Jeszcze przed otrzymaniem rozwodu dowiedziała się, że już nie są razem. Młodej kobiecie wystarczyły cztery miesiące, by przekonać się, że nie jest to jednak mężczyzna jej marzeń, a może zeznania Basi sprawiły, że ujrzała swoją przyszłość w jej barwach…

27 przemyśleń na temat “Niewygodne fakty małżeńskie”

  1. ~brutaltruth pisze:

    jeśli wciąż zastanawiasz się gdzie jesteś w tym związku, może najwyższy czas ruszyć w przeciwnym kierunku.

  2. ~rozwiedziony pisze:

    niby na jakiej podstawie po rozprawie kobiecie wychądzącej z A. opadł entuzjazm? Rozprawy rozwodowe są niejawne i nie dopuszcza się udziału osób trzecich. Obecność na sali jedynie jako świadek, który juz złożył zeznania.

    1. ~demaskator pisze:

      Bo cały ten artykuł został wyssany z palca.

      Tygodniki dla kobiet są pełne takich pseudoprawdziwych historii. Czytają je po to, aby się dowartościować.

  3. ~qweq pisze:

    Ach jakie te wszystkie kobiety, kochane, wierne, tyrające jak woły, podczas gdy mężowie banagowicze dobę dzielą na rwanie panienek i wypoczywanie po rwaniu panienek.

  4. ~Barbara pisze:

    żyłam z takim przez 20 lat, na rozprawę również przyprowadził sobie kochankę, która zeznała, że ich spotkania traktowali jako terapię, bo on musiała się komuś wyżalić i opowiedzieć jaka to ja jestem dla niego niedobra. 20 lat wyręczania go we wszystkich obowiązkach! ojojoj ale biedni ci nasi mężowie!

  5. ~Boruta pisze:

    rozwiedziony autorka probuje sie dowartosciowac piszac glupoty.Jej facet jest szczesliwy a ona jest sama wiec jakos mosi se poprawic humor/ego.
    W POLSCE na rozprawie rozwodowej na sali rozpraw moga byc pelnomocnicy/adwokaci i strony.Swiadkowie sa wzywani i zadaje im sie pytania.W zadnym wypadku osoba postronna nie znajdzie sie na sali rozpraw. I najwazniejsze:jak facio by sie zjawil z kochanka/nowa laska na 1 rozprawie to rozwod z orzeczeniem winy ma przegrany na 100% ale watpie w to zeby on byl idiota i tego nie wiedzial.
    Prawda jest taka ze kocmolucha trzeba czesto wymieniac na nowy model zwlaszcza takiego co ma bujna fantazje.

    1. ~ala pisze:

      Jesteś ścierwem. Twoja była żona ma szczęście, że pozbyła się takiego chwieja. Kiedy będziesz na starość sam, nieraz wspomnisz „kocmołucha”, który mógłby podać ci przysłowiową szklankę wody. Widzę to jasno, będziesz zdychał w samotności, bo kochanka znajdzie sobie następną ofiarę, nie będzie zajmować się starym capem. Z całego serca tego ci życzę. Moje słowa zawsze się sprawdzają. Zapamiętaj to, a kiedy będziesz w kryzysowej sytuacji przypomnij sobie ten tekst.

  6. ~marek pisze:

    bravo,niech sie chlopy tez naucza pewnych rzeczy a moze po prostu wydoroslejemy i zaczniemy traktowac powaznie swoje obowiazki.

  7. ~rozwiedziona pisze:

    co wy w ogóle opowiadacie? na mojej rozprawie sądowej zasiedli wszyscy świadkowie, którzy uprzednio składali pisemne zeznania.
    poza tym nie widzę, żeby choć w jednym zdaniu było ujęte, że autorka tekstu opowiada własną historię. typowi faceci.

    1. ~rozwiedziony pisze:

      sama piszesz, że na sali usiedli wszyscy świadkowie którzy uprzednio składali pisemne zeznania. Wiec pokrywa sie to z tym co pisałem ja i Boruta. Nie bardzo rozumiem co chciałaś przekazać tą wypowiedzią.

  8. ~sceptyk pisze:

    Pomijając zauważone wcześniej nieścisłości, co do obecności nowej pani na rozprawie, mam jeszcze jedną refleksję. Ta Pani powinna skorzystać z pomocy psychologa, a nie zajmować czas sądowi opowiadaniem dupereli. Właśnie takie „oczyszczające” rozwody powodują, że czeka się na terminy rozpraw miesiącami. Wina drugiego małżonka jest potrzebna tylko wtedy, gdy chce się alimentów na siebie. Oczyszczać się powinno u psychologa. Szybciej i skuteczniej.

    1. ~ATORE pisze:

      ha ha ha sceptyku…….nie wiem z kąd twa teoria, to własnie sądy zmuszają do prania brudów, po mimo chodzącego dowodu zdrady mojego meża musiałam użyć wielu argumentów żeby uzyskać rozwód z orzekaniem o winie…teoretyku

    2. Anonim pisze:

      najlepszym ‚oczyszczeniem’ jest świadomość że andrzejek który żonę wyzywał notorycznie od idiotek sam mimo że jest taki inteligentny dał się wrobić w bękarta
      nawet jeżeli ta debilka będzie chciała się nim na stare lata opiekować, będzie chciała słuchać jego chamskich tekstów i być przez niego bluzganą na każdym kroku to będzie miała właśnie to na co sobie zasłużyła

      nota bene, was moje drogie suki nienawidzę tak samo jak ją bo patrzyłyście na to wszystko przez tyle lat i nie kiwnęłyście nawet palcem

      dlatego rozwód jeżeli będzie będzie trwał długo, długo…aż ten stary ramol zapije się albo wykończy tanim zarciem

      i nie zgrywajcie się teraz na ‚przyjaciółki’ bo sytuacja wygląda tak jak wygląda i waszych ‚chwalebnych zasług’ nie zmyje deszcz

  9. ~vvh pisze:

    Nie no, dobra historia, szczególnie ten fragment jak wpada Batman i…

    Ale znalazła się cierpniętnica, najpierw wybrała sobie chłopa jaki jej pasował. Potem nie próbowała podzielić się obowiązkami, nie próbowała rozwiązywać problemów, tylko w milczeniu niczym Wielka Matka Polka znosiła kolejne upokorzenia…

    Ba nawet prawdopodobnie nie sygnalizowała mu niczego, bo przecież jak każdy facet powinien się domyślić…

  10. ~guśka pisze:

    moja sąsiadka na pierwszej sprawie pojawiła się już z widoczną ciążą. ojcem dziecka nie był już mąż, a mężczyzna, który skłonił ją do przerwania farsy, którą było ich małżeństwo, również był obecny na wszystkich rozprawach.
    nikt jej za to głowy nie urwał. a to, że pojawiła się z kimś nowym sąd potraktował jako dowód na to, że małżeństwo od dawna już nie istnieje.
    biedni pokrzywdzeni mężczyźni, którzy usłyszeli kilka słów prawdy o swoim niechlujstwie, nic więcej!

  11. ~marta pisze:

    gdzie są kobiety? dlaczego widać tu tylko krytykę facetów i tylko nieliczne doświadczenia z rozwodów?

    faktycznie kobieta powinna podejść poważnie do tematu i nie obnażać takich szczegółów z życia tylko skorzystać z porady psychologa. widać jednak, ze tego nie zrobiła, a podczas zeznań trysnęła z niej cała złość. a może zrobiła to specjalnie wiedząc, że pocieszycielka męża słucha. nie wiem, czy nie postąpiłabym tak samo.

  12. ~Ania R. pisze:

    75 % kobiet zdradziło kiedyś swojego partnera, a 25% kobiet wychowuje dziecko nie swojego partnera. Może wyczuwają podświadomie naszą ułomność i że ich zdradzamy i stąd bierze się ich słomiany zapał do angażowania się we wspólne życie…?
    Ania

    1. Anonim pisze:

      „Może wyczuwają podświadomie naszą ułomność i że ich zdradzamy ” – mów Aniu R za siebie. Ja mam dzieci z mężem a nie z kochankami. I przestań się wysilać na te procenty. Wydaje mi się, że taka z Ciebie Ania bardziej Grodzka niż kobieca. Jesteś chyba facetem.

  13. ~Pat pisze:

    Na co komu żona która narzeka na swoje obowiązki.

  14. ~MAG pisze:

    Baby to jednak szmaty, same zdradzają, kłamią, ciągle są na wszystko obrażone, a potem się jeszcze wybielają przed sądem, ale na szczęście coraz więcej mężczyzn zaczyna gardzić tym podgatunkiem.

    1. ~anna pisze:

      Ależ ty nie jesteś mężczyzną. Jesteś tylko zawiedzionym pedałem. Inteligencja kobiet sprawie, że nawet w sądzie faceci to tylko bezmózgowcy.

      1. Anonim pisze:

        To wiele wyjaśnia: „Inteligencja kobiet sprawie, że nawet w sądzie faceci to tylko bezmózgowcy”, zatem kobiety są zawsze pokrzywdzone? to tak samo durne stwierdzenie, jak to, że po zdradzie można powiedzieć komuś, że mimo zdrady kocha się go. To był tylko seks, nic nie znaczyło. Jak się ma mózg ( a dotyczy to obu stron ) to się myśli nim, a nie narządem rozrodczym, jest się świadomym, nad popędem można zapanować. To kwestia bycia wobec siebie bezkompromisowym i znalezienia powodu swojego postępowania a nie usprawiedliwiania i szukania okoliczności łagodzących, kobiety zarzucają, że zdradzamy i nie myślimy, jaka jest pewność że moja wybranka mnie nie zdradza? – żadna i nie ma tu nic do gadania o zaufaniu – ” najlepszą formą zaufania jest kontrola”, nie zakładam ale biorę pod uwagę taką możliwość, .

  15. ~astra pisze:

    …późno w nocy i kładł się obok niej nie biorąc prysznica…, powalona laska chciałaby, aby facet do wyra prysznic zabierał.

  16. Rzeczywistość czarno-biała, anioł i diabeł, zbrodnia i kara…

    Ale marketingowo tekst jest doskonały: naiwny do tego stopnia, że gromadzi masę komentarzy, ba, wręcz skłania do awantury między dyskutantami. Za to duży plus (o ile Autorka zrobiła to świadomie).

  17. ~JK pisze:

    Niektorzy mowia ze czlowiek to nie monogamiczna istota.. Nie widze tutaj aby ta byla zona czepiala sie, robila awantury – w chwili zaistnienia sytuacji gdzie moglby zostac sam moze nabralby dobrych nawykow, chociaz kilka – bo przeciez wszyscy musimy pogodzic sie ze slabosciami partnerow, chociaz kilkoma..

  18. ~to zasmucajace pisze:

    Zastanowil mnie w ogole caly ten blog. Przeciez powstal on nie tyle z potrzeby tworzenia, ale raczej z checi podzielenia sie problemami okreslonej natury, a problematyka tu prezentowana jest dosc monotematyczna – dotyczy bowiem nieszczescia malzenskiego i przewazajacej w nim winy strony meskiej. Tak sie sklada, ze wine za niefunkcjonowanie malzenstwa ponosza obie strony. Ilez widzialem w zyciu tego przykladow. Zawsze malzenstwa, ktore cierpialy i wreszcie sie rozpadaly mialy wspolna jedna ze soba ceche… nie potrafily ze soba rozmawiac, byc dla siebie przyjaciolmi i dopiero dalej kochankami. Milosc znajduje sie bowiem po drugiej stronie przyjazni… trzeba umiec najpierw byc dla siebie przyjaciolmi, a dopiero dalej stowrzyc rodzine. Sama fascynacja cialem potencjalnego partnera i czymstam jeszcze to troche za malo aby zbudowac cos trwalego. Trzeba umiec kochac sposob w jaki to drugie mowi, jak mysli, jak potrafi nas rozbawic, jak nas rozczula i jak nas kocha… i to musi funkcjonowac w obie strony. Stad bierze sie naped dla sily uczucia a to jest potrzebne gdy przychodzi pokonac fale, ktore zdarzaja sie w kazdym zyciu. Kazde z nas wie doskonale kiedy krzywdzi to drugie, jesli nie potrafi sie do tego przyznac to po prostu nie doroslo do zycia z drugim wspolnie, jesli potrafi ale nie chce, to nie zasluguje na to drugie i dzielenie z nim wspolnie dni i nocy. Prawda o zyciu jest dosc prosta, trzeba byc uczciwym i nie wolno byc leniwym… proste? Zawsze trzeba umiec cos zrobic dla tego drugiego… pomyslec o nim, byc dla niego, wreszcie zgadnac i spelnic jego marzenia… ale jak mowilem to obowiazuje w obie strony. Tylko pary, ktore demonstrowaly te cechy i wzajemny bezwzgledny szacunek dla siebie utrzymaly w zyciu szczescie do poznych lat.
    Z jakichs powodow mlode pokolenia zaczely traktowac malzenstwo i w ogole to drugie w znajomosci coraz bardziej konsumpcyjnie. Niewatpliwie wine ponosi TV, kino i w ogole mass media robiace mlodziezy wode z mozgow promujac coraz bardziej karkolomne modele kolejnych bohaterow coraz bardziej sensacyjnych programow. Czy naprawde az tak brakuje nam zdrowego rozsadku zeby przestac zauwazac to drugie, zeby wepchnac sie przed nie i jego kosztem wiesc sobie lepsze zycie? Przeciez to nie ma sensu… zyc widzac zasmucona twarz tego drugiego to kompletny bezsens, ale jakze wielu tego w ogole nie kuma i im to zwisa… no coz… nie zasluguja wiec na uczucie. Przemyslcie to zanim powiecie „tak”, bo te slowa zobowiazuja … obie strony.
    A gd juz przychodzi do kwestii rozejscia sie walkowanej tu w kolko, to jest to przeciez tak smutny moment w zyciu – przyznania sie faceta, ze nawalil na calej linii i nie potrafil stworzyc trwalej i silnej rodziny, a to zaden facet – i kobiety, ze nie potrafila stowrzyc domu marzen swojego wybranego przez siebie sama, bo czasy feudalizmu i przypisywania zon juz dawno minely, i nie umiala utrzymac milosci swojego mezczyzny… oboje zawiedli na calej linii… a koszt tego poniosa dzieci bo juz na zawsze beda sie czuly gorsze, pozbawione czegos, kogos… a zatem w slowie koncowym… do wszystkiego trzeba dorosnac – w tym i do uczucia i do decyzji o malzenstwie. Podejmujcie ja z wlasciwych powodow i tylko z tym drugim, o ktorym wiecie, ze jest waszym najwiekszym przyjacielem, i to samo czujecie do niego, w malzenstwo jak i w milosc nie idzie sie dla tego zeby NAM bylo dobrze, ale po to aby dac szczescie temu drugiemu. Jesli tego sie nie rozumie, to nie zawracajcie sobie tym glowy, to znaczy, ze jeszcze nie pora na to… i moze nie nadejdzie ona nigdy… i moze to i lepiej… Malzenstwo jest jak pilotowanie samolotu… nie kazdy sie nadaje na pilota…a lepiej juz isc piechota niz leciec ze zlym pilotem…

    1. ssHaDee pisze:

      nie twierdzę, że wina zawsze leży po stronie mężczyzny, tylko zazwyczaj z takimi historiami się spotykam :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>