Kiedy dzieje się źle w związku decydujemy się na rozstanie bądź z lepszym lub gorszym skutkiem staramy się go ratować, przekonałam się jednak ostatnio, że również pary doskonale się ze sobą dogadujące nie są do końca spełnione w związku. Wysłuchałam historii, która potwierdza, że ludzką naturą jest szukanie dziury w całym i chyba jednak nie jesteśmy nauczeni czerpania garściami szczęścia, które zostało nam dane.

Agnieszka i Marek byli ze sobą od sześciu lat, znali się jednak niemalże od kołyski. Mieszkali razem od półtora roku i wszyscy z ich znajomych zgodnie twierdzili, że para posiada dar telepatycznego porozumiewania się i zgodnego podejmowania decyzji. Niestety chyba wszyscy wychodzimy z założenia, że kiedy nic się nie dzieje złego, zaczyna się robić nudno…

Agnieszka wpadła na pomysł, by podjąć pewną zabawę, która miałaby na celu utwierdzić parę w przekonaniu, że znają się na wylot i są dla siebie stworzeni. Zabawa polegała na założeniu kont w serwisie oferującym spotkania towarzysko erotyczne, nie zdradzenie sobie własnych nicków i poprzez zadawanie kilku pytań zarejestrowanym użytkownikom odszukiwanie siebie nawzajem. Wygrać miała osoba, która pierwsza odgadnie pod jakim pseudonimem ukrywa się przeciwnik. Dziewczyna była oczywiście pewna, że na tyle zna swojego partnera, że jako pierwsza odkryje jego tożsamość, on zaś niechętnie podchodząc do całej zabawy, dał się namówić wyłącznie ze względu na rywalizację i chęć udowodnienia Agnieszce, że to on zna ją lepiej.

Poszukiwania wśród tysięcy użytkowników okazały się jednak nie takie proste, a na pewno czasochłonne. Dziennie Agnieszka wysyłała po kilkanaście maili z życzliwymi i jednocześnie podchwytliwymi zaczepkami, które miałyby wykluczyć bądź ewentualnie rozpoznać w mężczyźnie jej partnera; otrzymywała nawet po kilkadziesiąt ofert, z którymi również musiała się sumiennie zapoznać, by upewnić się, że jedną z piszących do niej osób nie jest Marek.

Po niespełna trzech tygodniach, kiedy zabawa powoli zaczynała być nurząca, Agnieszka postanowiła drobnym oszustwem zakończyć ją. Podczas nieobecności Marka w domu, skorzystała z jego komputera, a doskonale wiedząc, że zawsze używa tego samego hasła, podając również dobrze znany adres mailowy, bez problemu zalogowała się na jego profilu. Jej euforia z wygranej nie trwała jednak długo, ponieważ wchodząc w wiadomości okazało się, że Marek od dłuższego czasu zaprzestał już poszukiwań, a utrzymuje kontakt tylko z jedną użytkowniczką o bardzo zmysłowym nicku. Zarówno wysłane jak i otrzymane wiadomości przesiąknięte były erotyzmem, opisami niespełnionych fantazji i scenariuszy dotyczących mającego nadejść niebawem spotkania. Wiadomości były tak intymne, że czytając je było jej wstyd, jakby podglądała parę kochanków w sypialni, nie potrafiła jednak przestać otwierać kolejnych maili i zapanować nad wzbierającą w niej złością i zarazem bezsilnością. Mimo, że żadna z wiadomości nie wskazywała na to, że Marek ją zdradził, to i tak czuła się zdradzona. Była przerażona z jaką otwartością chłopak pisze o rzeczach, o których z nią nawet nigdy nie rozmawiał.

Poczekała na niego nie wyłączając jego komputera. Tłumaczył, że był pewien, że ją odnalazł i dlatego ciągnął tę korespondencję, jednak z treści wiadomości doskonale można było wywnioskować, że kobietą, z którą Marek utrzymywał kontakt nie jest Agnieszka.

To był dzień ich rozstania. Dziś pewnie obydwoje żałują, że nie docenili harmonii w związku i podjęli się gry, dzięki której mieli coś zyskać, a utracili wszystko.

Portale oferujące spotkania towarzyskie przepełnione są osobami w stałych związkach, szukających rozrywki. Internet jest najprostszym narzędziem popychającym do zdrady. To właśnie tutaj bez wychodzenia z domu możemy zasmakować zupełnie innego życia. Propozycje, których nigdy nie odważylibyśmy się złożyć w rzeczywistości, wysyłamy jednym kliknięciem.

By osobiście się przekonać, założyłam konto na jednym z takich portali. W ciągu jednego dnia otrzymałam ponad 30 ofert spotkania w dokładnie wyznaczonym celu, z czego 19 z nich otwarcie zawierały informację, że nadawcą wiadomości jest żonaty mężczyzna. Przerażona usunęłam konto. Jak w dzisiejszym świecie uzależnionym od dostępu do internetu zaufać partnerowi? Skąd mieć pewność, że spędzony przez niego czas w sieci nie jest spożytkowany na zawieraniu nowych znajomości? I przede wszystkim: jak przy tym nie zwariować?