Po raz kolejny przemierzając bezkresne ścieżki Internetu postanowiłam zgłębiać tajniki ludzkiej natury i tym razem inspiracją do napisania kolejnego wpisu stało się bezustanne dążenie do łatwego i szybkiego zarobku. Niekiedy pogoń za uzyskaniem dodatkowych dochodów przesłania nam oczy i nie dostrzegamy bezsensowności oferty pracy, czasami jednak owa oferta jest sformułowana w taki sposób, ze zwyczajnie dajemy się nabić w butelkę.

Wszędzie, gdzie tylko umieszczane są oferty pracy można natknąć się na tzw. chałupnictwo, bądź pracę chałupniczą. Funkcjonująca również pod mniej znaną nazwą system nakładczy, forma organizacji pracy popularna była już u schyłku średniowiecza. Jak twierdzi Wikipedia, a ja jej wierzę, „forma ta dotyczyła zazwyczaj biednych rzemieślników, nie zrzeszonych w cechach, którzy zazwyczaj nie posiadali własnych narzędzi i surowców, ani środków na ich zakup. Te były im dostarczane przez bogatych kupców, którzy następnie odkupowali gotowe produkty po odpowiednio niższej cenie. Pozwalało to ominąć wysokie ceny cechów i ograniczyć liczbę pośredników, co zwiększało zysk zbywającego towar kupca – zwanego też nakładcą.”

Czasy się jednak trochę zmieniły i dzisiaj chałupnictwo kojarzone jest z matactwem, choć trafia się jeszcze ogromna liczba osób, która daje się nabrać na wciąż pojawiające się w masowych ilościach oferty. Niestety jednak sumiennie wertując strony Internetu nie udało mi się odnaleźć żadnej pozytywnej opinii dotyczącej zarabiania bez wychodzenia z domu.

Do najpopularniejszych ofert należy składanie długopisów, adresowanie kopert, pakowanie płyt CD/DVD do pudełek, skręcanie zabawek czy pakowanie plastikowych sztućców. Oczywiście wszystkie oferty są bardzo łatwo dostępne, ponieważ pojawiają się wszędzie tam gdzie potencjalny bezrobotny poszukuje pracy, a więc w różnego rodzaju ogłoszeniach, gazetach i stronach internetowych. Podając swój adres mailowy bądź dzwoniąc pod wskazany numer telefonu na wstępie dowiadujemy się, że w celu rozpoczęcia współpracy konieczne jest uiszczenie kaucji. I tu wysokość kaucji jest bardzo zróżnicowana w zależności od oferty, którą jesteśmy zainteresowani, zazwyczaj jest to jak podają internauci 10-15zł. Konsultant bądź konsultantka wyjaśniają nam, że kaucja jest konieczna ponieważ wysyłając nam dużą partię towaru muszą, jako firma mieć pewnego rodzaju jego zabezpieczenie. Podając adres mailowy bądź domowy otrzymujemy jasne zasady zarobku, dane firmy z REGON-em, NIP-em i KRS-em, numer konta na który należy dokonać wpłaty kaucji oraz bardzo obszerny regulamin. Wszystko wydaje się uczciwe. Do czasu, aż mijają kolejne dni, a przesyłki z towarem wciąż nie ma. Po upływie mniej więcej tygodnia, kiedy nasza cierpliwość zaczyna sięgać granic powracamy do oferty, z którą tym razem uważniej się zapoznajemy. Szukając informacji w Internecie dowiadujemy się, że nikt nigdy nie słyszał o wskazanej firmie, a wszystkie  jej dane, które uśpiły naszą czujność były zwyczajnie wymyślone. Co więc robimy? Zgłaszamy fakt policji? Było kilka takich osób, z których wypowiedziami się zapoznałam, usłyszeli jednak „że oszustwo jest na zbyt małą skalę, by wszczynać postępowanie, bo przecież to tylko 10-15zł”. Jesteśmy więc bezsilni i musimy pogodzić się z faktem, że zostaliśmy nabici w butelkę. Możemy jednak zrobić mały eksperyment i sami ogłosić się, że oferujemy pracę chałupniczą, szybko przekonamy się, że w ciągu jednego dnia na nasz adres mailowy napłynie ok. 100-150 zapytań od osób zainteresowanych pracą. Czy faktycznie oszustwo jest na małą skalę, skoro dziennie prawdopodobnie kaucję wpłaca ponad 100 osób? Tylko nieliczni zgłaszają fakt policji, większość pewnie godzi się z faktem utraty nie aż tak wysokiej kwoty i cała sytuacja pozostaje dla nich tylko nauczką na przyszłość.

Trafiłam jednak na historię opisaną przez pewną kobietę, która opiekując się osobą niepełnosprawną nie miała możliwości podjęcia normalnej pracy, mogła jednak poświęcić sporo czasu na pracę dorywczą wykonywaną w domu. Zaoferowano jej naklejanie kodów kreskowych na zapalniczki. Za 500 oklejonych zapalniczek miała otrzymać wynagrodzenie 300zł. Przed podjęciem współpracy musiała jednak wpłacić zwrotną kaucję w wysokości wynagrodzenia, która miała być oddana wraz z pierwszą wypłatą. Po otrzymaniu towaru i wykonaniu usługi, kobieta dowiedziała się, że całkowity dochód ze sprzedaży zapalniczek pozostanie jej własnością, pod warunkiem, że uda jej się je sprzedać. A więc okazało się, że płacąc 300zł kaucji nabyła 500 zapaliczek i jej całkowitym zarobkiem będzie ilość sprzedanych sztuk.

Mnie również ciekawość pchnęła do zainteresowania się jedną z zamieszczonych w gazecie z ogłoszeniami o pracę ofert. Dzwoniąc pod wskazany numer dowiedziałam się, że w pierwszej kolejności jest mi niezbędny katalog za jedyne 99,- zawierający szczegółowy opis wszystkich ofert, spośród których będę mogła wybrać najdogodniejszą dla siebie. Po otrzymaniu katalogu będę mogła ponownie skontaktować się z firmą w celu poinformowania, którą ofertą jestem zainteresowana, mimo, że już dzwoniąc mogłabym podać, że chcę np. naklejać znaczki na koperty.

Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że nabierać się dają osoby, które naprawdę potrzebują dodatkowego wsparcia finansowego. Są to zazwyczaj emeryci, renciści, osoby zajmujące się niepełnosprawnymi członkami rodziny i matki opiekujące się dziećmi. Pomimo przestróg i tak ślepo wierzymy w uczciwość ogłaszających się firm. Polak jednak mądry po szkodzie…