Kiedyś myślałam, że zdrady, intrygi i romanse zdarzają się tylko w „Modzie na sukces” a nie w prawdziwym życiu, a już na pewno nie wśród moich znajomych. Do czasu. Kilka lat temu miałam przyjemność poznać męża mojej najlepszej przyjaciółki z czasów liceum, nie osobiście, rozmawialiśmy tylko na gadu-gadu, ale to, o czym od niego usłyszałam całkowicie mną wstrząsnęło. Nie spodziewałam się również, że to właśnie mnie poprosi o pomoc.

Po kilku latach od matury udało mi się odświeżyć kontakty z dawną przyjaciółką, postanowiłyśmy, że nie zerwiemy już znajomości na tak długo. Wymieniłyśmy się numerami telefonów i gadu-gadu. Wieczory spędzałyśmy na wymianie opowieści z okresu, kiedy nie miałyśmy ze sobą kontaktu i wspominaniu szkolnych lat.

Pewnego wieczoru spytałam, co porabia, myśląc, że Iza siedzi przy komputerze? Otrzymałam odpowiedź od jej męża, że nie ma jej w domu. Mówił, że wiele dobrego słyszał o mnie i choć nie chciał zdradzić w jakich okolicznościach się poznali, dużo opowiadał o ich wspólnych planach na przyszłość. Z wypowiedzi emanowało dojrzałe uczucie jakim mężczyzna darzył moją przyjaciółkę, choć pobrali się po zaledwie półtora roku znajomości.

Z czasem rozmowy z Izą były coraz rzadsze, tłumaczyła, że więcej pracuje, że na nic nie ma czasu i obiecywała, że w końcu pokona dzielące nas kilometry i przyjedzie zobaczyć moją nowonarodzoną pociechę. Cierpliwie czekałam na jej wiadomości, nie odzywając się pierwsza, by znów nie natknąć się na jej męża.

Pewnego dnia otrzymałam od niej wiadomość „potrzebuję twojej pomocy”. Zaniepokojona spytałam, co się stało. To nie była wiadomość od Izy, tylko od jej męża, który przedstawił mi historię:

Kilka miesięcy temu Iza zaproponowała, by spędzili wspólny weekend w Zakopanem z jej kolegą z pracy i jego żoną. Otwarty na nowe znajomości zgodził się bez zastanowienia. Mężczyzna okazał się być o 15 lat starszym od nich muskularnym miłośnikiem zapasów, a jego żona atrakcyjną kokietką. Na miejscu wynajęli dwa znajdujące się blisko siebie pokoje. Wieczorem, po spożyciu być może nadmiernej ilości alkoholu, Iza za namową kolegi z pracy zaproponowała, by na jedną noc zamienić się współmałżonkami. Rozbawienie i spożyty alkohol sprawiły, że żadne z czwórki weekendowiczów nie miało nic przeciwko, jednak kolejnej nocy również nie chciała wrócić do swojej sypialni.

Po powrocie do domu stała się zamyślona, oziębła i niezainteresowana wspólnym spędzaniem czasu z mężem. Tego dnia, kiedy jej mąż opowiadał mi o planach na przyszłość, ona nie wróciła na noc. Kolejnego dnia również. Nie odbierała telefonu i nie reagowała na jego smsy. Po dwóch dniach nieobecności wróciła tłumacząc, że musiała wszystko przemyśleć, choć on zupełnie nie rozumiał jakie „wszystko” mogła mieć na myśli, ponieważ poza jej oziębłością wydawali się być zgodnym i udanym małżeństwem.

Jakiś czas później pakując swoje rzeczy zakomunikowała mężowi, że odchodzi, ponieważ kocha Grzegorza- mężczyznę z wyprawy do Zakopanego, i z nim pragnie ułożyć sobie życie. Pierwsze o czym pomyślał to poinformowanie o wszystkim żony sprawcy rozpadu swojego małżeństwa. Ta ze spokojem powiedziała, że mąż nigdy jej nie zostawi, a Iza jest głupia skoro myśli, że z nim będzie. To nie był podobno pierwszy jego wybryk, ale zawsze wracał potulnie do żony, która wybaczała zdrady i przyjmowała go z otwartymi ramionami.

Podczas wysłuchiwania całej tej historii zastanawiałam się, jak miałaby wyglądać moja pomoc i czemu akurat to mnie o nią prosi.

Opowieść kończyła się tak, że Grzegorz rzeczywiście nie odszedł od żony, a Iza pogrążona w rozpaczy po stracie kochanka, męża, stabilizacji i mieszkania, z którego przecież sama się wyprowadziła, całkowicie urwała kontakty ze wszystkimi znajomymi. Jej mąż złożył pozew o rozwód, a kilka miesięcy później nie byli już małżeństwem, jednak dla niego to wciąż było za mało. Pragnął rozwodu kościelnego.

I w tej właśnie sprawie skontaktował się ze mną. Chciał abym opowiedziała mu jak najwięcej szczegółów z licealnego życia Izy, które pomogłyby mu w uzyskaniu rozwodu. Choć dawniej przespała się z chłopakiem, z którym się spotykałam, co na jakiś czas zaważyło nad naszą przyjaźnią i zawsze była otwarta na znajomości bez żadnych zasad, wydało mi się to zabawne. Wiedziałam kiedyś wszystko o Izie, ale kiedy byłyśmy nastolatkami. Nie wiedziałam jaką była żoną i ile z usłyszanej historii jest prawdą, choć byłam skłonna uwierzyć, że wszystko.

Kiedy powiedziałam, że niestety nie jestem w stanie pomóc stwierdził tylko, że przypuszczał, że będę po jej stronie i grzecznie się pożegnał. To była nasza ostatnia rozmowa. Nawet nie wiem, czy udało mu się uzyskać ten rozwód.

Małżeństwem byli 2 lata, być może gdyby nie nowatorskie zabawy małżeńskie nadal, by nim byli. Choć osobiście uważam, że jej romans rozpoczął się jeszcze przed wyjazdem. Wielokrotnie zastanawiałam się, co nią kierowało i jak mogła uwierzyć w zapewnienia o wiele starszego od siebie mężczyzny? Jak mogła porzucić całe swoje dotychczasowe życie dla kilku obietnic? Często też myślę, czy jest szczęśliwa, bo mimo wszystko w swoim przepełnionym dyskotekami, zabawami i mężczyznami życiu, wydaje mi się, że tak naprawdę nigdy szczęśliwa nie była. Byłyśmy takie do siebie podobne, a tak bardzo różne. Nasze losy potoczyły się zupełnie inaczej, mam tylko nadzieję, że dzisiaj jest tak samo szczęśliwa jak ja. Tego jej życzę.