Powoli zaczyna ogarniać nas gorączka zakupów i dopadać odwieczny problem, co komu sprawić pod choinkę. Możemy pójść na łatwiznę i przepakować zeszłoroczne prezenty, które otrzymaliśmy, a nie mieliśmy okazji z nich skorzystać i ofiarować, komuś komu być może się przydadzą uważając, by nie powróciły do właścicieli. Oczywiście osobiście uważam, że nie ma nietrafionych prezentów, istnieją wyłącznie egoiści bez gustu, którzy nie potrafią owych podarunków docenić i zrobić z nich użytku niekoniecznie zgodnie z ich przeznaczeniem. Do takich egoistów zaliczam się również i ja!

Nie doceniłam kwiatów, które kiedyś dostałam od Jeszcze-Nie-Małża w ramach przeprosin za kolejną kłótnie, w której miał czy nie miał i tak nie miał racji, i zawisły na drzewku wiśni, bo do jabłoni dolecieć nie zdołały. Nie doceniłam!

Nie doceniłam pięknej, zdobionej, porcelanowej popielniczki, którą otrzymałam, mimo, że nigdy w życiu żadnego papierosa nie wypaliłam. Nie doceniłam!

Nie doceniłam opakowania budyniu waniliowego czy wanilinowego, sama nie wiem, bo po odkryciu cukru wanilinowego już nie wiem, czy wszystko, co waniliowe stało się wanilinowe. Nie doceniłam i kiedy chciałam wreszcie go użyć i wyciągnęłam z koperty okazało się, że jest 5 lat po terminie ważności. Nie doceniłam!

Nie doceniłam puzzli z tysiąca elementów przedstawiających w 80% czarne jak noc listopadowa tło, a w 20% same twarze bohaterów Sagi Zmierzch. Nie ułożyłam, próby nawet nie podjęłam. Nie doceniłam!

Nie doceniłam dwóch patelni urodzinowych, które dostałam pięć dni przed narodzinami pierworodnej córki i w szale hormonów i wybuchu szlochu usłyszałam tylko tłumaczenie Małża przecież mówiłaś, że musimy kupić nowe! No mówiłam, a nie doceniłam!

Były oczywiście prezenty, które doceniłam, bo nawet najgorsi egoiści mają chyba czasami przebłyski człowieczeństwa. Doceniłam gwiazdkę wykonaną z papieru, którą mam do dzisiaj i doceniłam rymowankę ułożoną dla mnie przez Jeszcze-Nie-Małża i jeszcze wiele innych, bo większą wartość mają upominki wykonane z myślą o mnie.

Pamiętam, jak pewnej zimy, choć zimą to było trudno nazwać, bo śnieg widocznie zapomniał, że spaść powinien, mój Jeszcze-Nie-Małż wiedząc jak nie mogę się śniegu doczekać, a był już okres mikołajkowy ofiarował mi niebieskie pudełko. Po jego otwarciu zobaczyłam styropian pokruszony w drobny mak wypełniający go po brzegi. Usłyszałam tak jak chciałaś daję ci śnieg. Pomyślałam no jaja se chyba robi, że mam się jarać styropianem, ale nie tracąc nadziei delikatnie, by też czasem nie pomyślał, że szukam czegoś więcej, zaczęłam palcem odgarniać elektryzujące się do dłoni drobinki. Pudełko wydawało się być puste, ale nie traciłam nadziei, przeszukując jego dno, gdy nagle wyczułam pod palcami krawędzie. Oczom uwierzyć nie mogłam wyciągając podwójną płytę Starego Dobrego Małżeństwa. Cudowny to był prezent w cudownej oprawie.

Innym prezentem również gwiazdkowym rok później, może dwa lata, były ciapy które kupiliśmy sobie nawzajem, bez wcześniejszej konsultacji. Jeszcze-Nie-Małż otrzymał wielkie futrzaste stopy z pazurami, a ja cieplutkie reniferki z mikołajowymi czapeczkami i wybałuszonymi zezowatymi oczami. Zasiedliśmy wygodnie obok siebie w bamboszach na stopach i zgodnie stwierdziliśmy, że idealnie do siebie pasujemy! I tak spędziliśmy razem wiele kolejnych zimowych wieczorów.

By kupić odpowiedni prezent, dla osoby, którą chcemy obdarować, wystarczy, że będziemy jej słuchać. Jeśli wiemy, co lubi, o czym marzy, czego potrzebuje, wybór prezentu będzie najmniejszym problemem.

Małż Mój Jedyny oglądał Szybkich i wściekłych, czy Za szybkich, za wściekłych, czy Szybszych i wścieklejszych, nie wiem, ale rozmarzył się głośno, że przejażdżka Nissanem Skylinem to musiałoby być coś, więc ja-Kochająca Żona na najbliższą gwiazdkę kupiłam Małżowi Jedynemu mojemu kurs driftingu tymże autem. Zachwyt był nieopisany, nagle ubyło mu te 20 i trochę lat i cieszył się jak dziecko.

Koleżanka mówiła, że chciałaby kiedyś swoją lalę zatankować do pełna, więc ja- Najwspanialsza Przyjaciółka obiecałam, że gdy wygram w totolotka (choć grać jeszcze nie zaczęłam), to zmniejszę jej bak, by zawsze mogła tankować do pełna. Można? Można!

Każdy z nas dostał kiedyś prezent, który mu się nie podobał, który nigdy mu się nie przydał, którego nie dałby nawet swojemu wrogowi. Prezenty dzielą się na pożyteczne (książka), bezużyteczne (popielniczka dla niepalącej osoby), symboliczne (mikołaj z czekolady), niezapomniane (kurs driftingu), ekstremalne (patelnia) i wiele innych, ale każdy z nich łączy to, że nawet jeśli rozpakowując go nie potrafimy ukryć rozczarowania, to i tak był kupiony z myślą o nas i to powinno zostać docenione.

Życzę wszystkim, by w tym roku wybrali trafione prezenty, nie byli egoistami i docenili to, co otrzymają, a jeśli nie, to przynajmniej, by nietrafione prezenty można było łatwo zutylizować, a przede wszystkim życzę, by każdy miał kogoś, kto będzie o nim pamiętał. Wesołych Świąt!