Płacę? Wymagam!

Producenci żywności nauczyli nas przezorności, dzięki której spacerując między sklepowymi półkami staramy się zwracać uwagę na skład kupowanych produktów, w duchu mając nadzieję, że pasztet indyczy naprawdę jest z indyka, a konserwa zawiera chociaż (daj Boże) 20% mięsa. Z kolei markety i sklepiki wpoiły nam ostrożność dotyczącą terminów przydatności, które sprzedawcom wydają się być za krótkie i niekiedy ledwie ustawiwszy produkt na półce zapominają  po kilku miesiącach je zdjąć, bądź liczą, że klient gubiąc paragon w drodze do domu, nie będzie mógł zwrócić towaru w momencie kiedy zorientuje się, że data ważności zakupionego produktu już dawno minęła. Na pewno wszyscy niejednokrotnie staliśmy się ofiarami nienadającej się do spożycia żywności. A skoro wszyscy to i ja oczywiście.

Miałam wczoraj ochotę na przepyszną sałatkę z makrelą wędzoną. Pomaszerowałam więc do osiedlowego sklepu skoro świt i zaopatrzyłam się w rybę, bo tylko ona była składnikiem, którego nie posiadałam w lodówce. Szczerze, to nawet nie wierzyłam, że sklep będzie zaopatrzony w taki rarytas jak ryba wędzona, a jednak!

Po powrocie do domu od razu zabrałam się za sałatkę. Pozbywając rybę ości nałożyłam dość spory fragment mięsa i łapczywie zjadłam. Dopiero przełykając zdałam sobie sprawę, że smak makreli wcale nie przypomina smaku ryby, ani nawet niczego innego, co można by zjeść. W tym samym momencie w całej kuchni dało się już wyczuć przeraźliwy smród. Pijąc ogromne ilości wody zastanawiałam się jak jedząc mogłam nie tego poczuć i nie zauważyć, że ryba jest zepsuta. Nawet konsystencja mięsa była całkowicie zmieniona. Oczywiście wróciłam do sklepu demonstracyjnie głośno i wyraźnie, tak by wszyscy klienci słyszeli wyraziłam swoje niezadowolenie, po czym oddano mi pieniądze, a po makrele do sałatki musiałam gnać do sklepu dalej. Do końca dnia źle się czułam, nie wiem, czy z powodu nieświeżej ryby, czy samej świadomości, że odrobinę jej zjadłam.

Nie ulegając uprzedzeniom dziś wróciłam do sklepu, zwiększając swoją czujność przy doborze wędliny. Wybrałam najświeższą, a może świeżo umytą polędwicę, a obsługiwała mnie ta sama ekspedientka, która wczoraj zmuszona była zwrócić mi pieniądze. W domu po rozpakowaniu z folii i papieru wędliny zobaczyłam fragment palca gumowej rękawiczki, na szczęście bez elementów ludzkiego ciała i nawet śladów krwi, więc jest szansa, że ekspedientka wyszła z tego nie lada wyzwania jakim jest sprzedaż dziesięciu plasterków wędliny, bez szwanku. Niestety nie będę miała okazji tego sprawdzić, ponieważ do tego sklepu już nie wrócę, ale zastanawiam się tylko co mi to da?

Pójdę do innego, gdzie również nie pierwszej świeżości kurczaki będą myte i sprzedawane pod zaszczytną dla nich nazwą świeży kurczak. Dokładnie tak musiała robić moja koleżanka, która przez 3 miesiące pracowała w sklepie spożywczym. Mycie surowego mięsa było tam na porządku dziennym. Nie dość, że przez ten czas zniechęciła się do tego stopnia, że więcej nie planuje pracować na podobnym stanowisku, to jeszcze nabrała odrazy do „świeżych” produktów, które można nabyć.

O ile mamy pewność, że produkty z terminem ważności nadają się do spożycia o tyle kupując surowe mięso pewności nie mamy czy jest świeże, czy zostało przebadane i w jakich warunkach było przechowywane.

Pamięta ktoś jeszcze aferę w Krakowie, gdzie wyszło na jaw, że pracownicy hurtowni otrzymali zastępcze naklejki z dłuższym terminem ważności, które miały być naklejane w miejscach starych na przeterminowanych wędlinach, a mięso było godzinami moczone w wodzie, co miało służyć zabiciu fetoru? 300 kilogramów kiełbasy podwawelskiej „kąpanej” w tejże hurtowni trafiło do sprzedaży. Jak więc zaufać sklepikarzom, którym zależy wyłącznie na pozbyciu się towaru?

81 przemyśleń na temat “Płacę? Wymagam!”

  1. ~ewela pisze:

    Szanowna Pani, kupujący to klient,a oczerniony przez Panią „sklepikarz” to sprzedawca. Nie będzie klienta, nie będzie i sprzedawcy. Muszę wziąć tu pod obronę te niewinne osiedlowe sklepiki. Moja mama pprowadzi jeden z nich i musiałaby się spalić ze wstydu, gdyby miała sprzedać ludziom, których zna od x lat stary towar. Klient to pięniądz, a więc się o niego dba. Jak Pani tak narzeka na te osiedlowe skepiki, to może Pani spokojnie robić zakupy w supermarketach, tam wszystko wygląda super, szkopuł w tym, że nie smakuje. Ciekawe dlaczego?

    1. ssHaDee pisze:

      Szanowna Pani, znam terminologię, ale czy to znaczy, że muszę jej używać? od czegoś przecież mamy synonimy, prawda? nie oceniam wszystkich sklepów, przedstawiłam konkretną sytuację, a to, że Pani mama nie mogłaby sprzedać starego towaru nie znaczy, że nie otrzymuje takiego z hurtowni, bo o nich również wspomniałam. pozdrawiam serdecznie.

    2. ~Anna pisze:

      Jestem mieszkanką niedużej wsi niedaleko Poznania.Są tu 2 sklepiki -jeden „rodzinny” – towar nieświeży, droższy od miasteczkowego o 10-15%, panie liczą na papierku i „mylą” się często na swoją korzyść, przebijana data ważności, warzywa podwiędnięte, czasem towar z sieciówek po swojej cenie. Zalety? Nie trzeba jechać do miasteczka – kiepski dojazd PKS-em, duży asortyment, panie miłe, długo otwarty również w niedziele i święta. Drugi sklep z szyldem „abc” – niemiły personel, mało towaru i też drogo. Na szczęście mam samochód i mogę robić zakupy w miasteczku.

      1. ~anonim pisze:

        No i co z tego , że sklep otwarty w niedzielę. „Pamiętaj abyś dzień święty święcił” mówi to Pani coś …

        1. ~sylwia pisze:

          jesli sie jest wierzacym, a ja nie jestem

    3. ~lga pisze:

      Piszesz ; szanowna pani,dbamy o klienta,moja mama,jak się pani nie podoba ! A tobie podobało by się to jak byś kupiła śmierdziela i słono za to zapłaciła ! Do zwykłych sklepików idzie się po to jak komuś coś brakuje a nie leci do marketu-ech szkoda na ciebie słów.Zapamiętaj sobie jedno powiedzenie „klient nasz pan”

    4. ~Marta, mieszkanka Wesołej pisze:

      Kupiłam ostatnio pierogi z mięsem, w sklepie sieci K&M (Warszawa-Wesoła). Otworzyłam torebkę i nie mogłam wytrzymać z fetoru, jaki błyskawicznie rozprzestrzenił się po całym mieszkaniu!
      Przeraźliwy smród, wywoływał u mnie odruch wymiotny.
      Gdyby nie fakt, że kiedy dojechałam do domu, było już ok.22, a sklep czynny do 21:30, to odwiozłabym te „świeże pierożki” (jak zapewniała zakłamana ekspedientka!!!)
      Natychmiast wywaliłam je do kosza, po czym, błyskawicznie wyniosłam wszystko do kontenera, bo ‚zapach’ był odrażający.
      Później żałowałam, że nie sprawdziłam, czy czasem w tym zepsutym mięsie (?), nie zalęgły się robale! TFU!!!!!!

    5. ~Aga pisze:

      chyba sobie Pani kpi, właśnie osiedlowe sklepiki wykorzystują fakt, że są „pod ręką” i często sprzedają nieświeży towar, a ile razy znalazłam przeterminowany o ładnych kilka dni nabiał ( stoisko akurat malutkie, łatwo je ogarnąć a ekspedientek zazwyczaj aż 3!!!);
      kiedyś zapytałam nawet o makrelę ( był piątek ok. 13.00), czy dzisiejsza, ale ekspedientka widać była bardzo uczciwa ( tym bardziej, że byłam już w zaawansowanej ciąży) i pokiwała przecząco głową ( żeby nikt nie usłyszał i przypadkiem nie doniósł na nią); bo zdaje sobie Pani sprawę, jakie mogłyby być konsekwencje zatrucia przez kobietę w ciąży?
      Co mnie obchodzi sklepik Pani matki?
      U moich rodziców w mieście, w sklepie pracowała mama mojej koleżanki. Po 3 tyg. zrezygnowała i wszystkim opowiedziała, dlaczego… Kazali jej myć nieświeże wędliny, mięso i przebijać daty ważności na etykietach. A że kobieta ta z zawodu jest kucharką, zbuntowała się i musiała odejść.
      Więc niech Pani nie pisze bzdur o oczernianiu. Sklepikarze sami sobie pracują na taką opinię, a jeśli Pani matka nie oszukuje klientów, to ich nie straci. Jak się ktoś zatruje jej asortymentem, no to może się bać.
      Pani się tak może boi, bo tam też są praktykowane takie oszustwa?

    6. ~m pisze:

      Kupiłam kiedyś puszkę sardynek marokańskich w sklepiku przydomowym oddalonym od mojego domu na o.70m gdy wyszłam ze sklepu coś mnie tknęło i przeczytałam date na puszce i okazało się że jest m-c po terminie ważności..wróciłam od razu z reklamacją, ekspedientka nawet bez słowa protestu dała mi w zamian inną puszkę której datę od razu sprawdziłam i była już ok..Od tamtej pory dokładnie oglądam to co kupuję w sklepach przydomowych,i faktem jest że w markecie na przeterminowany towar jeszcze nie trafiłam…
      A i żeby nie było, tego sklepu już nie ma, na jego miejsce pojawił się już inny właściciel i personel i towar ,nic dziwnego pewnie inni klienci też się nacięli..

  2. ~kimek pisze:

    Przecież nikt nikogo nie oczernia. Po prostu opisana jest sytuacja, z którą chyba każdy z nas kiedyś się spotkał. I nie ma znaczenia wcale, czy to mały osiedlowy sklepik czy supermarket. Dla niektórych jednak ważniejsze jest pozbycie się starego towaru niż utrzymanie klienta.

  3. ~Krzysztof pisze:

    A kto szanownemu Panu powiedział, że produkty z supermarketów nie smakują ? Smakują lepiej niż te przeterminowane z osiedlowych sklepików, gdzie „uczciwi” sprzedawcy oferują je klienteli.

    1. ~Aga pisze:

      A pewnie że smakują – jak ktoś lubi lekki posmak chemii :))))

  4. ~Zenobiusz pisze:

    O fajny tekścik, napisany pod zamówienie:):) tylko której sieci hiper, super, mikro marketów. Kąpanie mięsa i drobiu w marketach to codzienna praktyka. Wszędzie oszukują i tyle.

    1. ssHaDee pisze:

      gdyby to był „tekścik na zamówienie” raczej musiałby zawierać nazwę marketu, który polecałabym prawda?

      1. ~Lilith pisze:

        nie
        podstawowa zasada pr’u ‚stwórz potrzebę’, oczernij największą konkurencję ale nie reklamuj bezpośrednio nas bo to zniechęca- a lepszy jest wzrost zysków nawet pomniejszony o dochody innych sieci ale jednak wzrost niż spadek bądź stagnacja

        1. ~Aga pisze:

          Prawda jest niestety taka, że wszędzie możemy dać się nabić w butelkę i kupić dziadostwo – i w małym sklepiku i w markecie i na targu… W jednym z marketów kupiłam ostatnio mięsko, żeby zrobić rosół – wyglądało i pachniało ok. I pierwszy raz zamiast rosołu wyszła mi… tłusta woda :) Zero jakichkolwiek wartości w mięsie, nie mam pojęcia jak oni to robią :) Oczywiście w tym markecie już nie kupię, ale 100 innych osób tak… C’est la vie!

  5. ~Jolka pisze:

    Takich sytuacji są tysiące, ale to nie jest problem rodzaju sklepu czy to hipermarket czy zwykły mały osiedlowy, w jednym w i drugim potrafią oszukać człowieka. Po głośnej aferze mycia wędlin i mięsa w hipermarketach myślałam że już będą musieli się pilnować, nic bardziej mylnego kupiłam świeże skrzydełka z kurczaka które były gotowe same latać:) w sklepiku osiedlowym kupiłem zgniłego ananasa, mandarynki sprzedawane w skrzynkach gdzie tylko górna warstwa jest ładna a już druga podgniła. Różnica pomiędzy małymi a dużymi sklepikami jest taka że te małe jak chcą mogą się poprawić, zmienić pracowników itd. Duże mają za zadanie zarabiać forsę i nie dbają o to za bardzo. Pozdrawiam i zapraszam na domową kuchnię. na http://maniasmakowania.pl

  6. ~Bożena pisze:

    ja pracowałam w tesco i choć praca tam nie jest szczytem marzeń , surowe mięso o dziwo jest dość świeże i nie kąpane. Czasami trzeba uważać na kiełbasę ale od razu można poznać że nie jest świeża bo widać nalot. Taki los jeżeli ma się ciągle klientów i nie mam czasu żeby przejżeć stan kiełbas zwłaszcza jeżeli market jest czynny całą dobę a klienci wykorzystują to do bólu. Ja ich całkowicie rozumiem bo nie zawsze jest czas. W marketach o tyle się zdarzają przeterminowane towary bo jest bardzo mało pracowników a pracy dużo – natomiast w małych sklepikach jest to nagminne bo taki towar to dla nich bardzo duże straty i wolą żeby ktoś to kupił – w markecie to pikuś w porównaniu do strat spowodowanych przez klientów (rozbite butelki, zjedzone batony lub ukradzione sprzęty)

  7. ~ala pisze:

    coraz czesciej widuje splesniale wedliny lezace w lodowkach… nic dziwnego, spoleczenstwo ubozeje – prosze spojrzec na miedzynarodowe statystyki a nie GUS, kto ma te wszystkie wedliny kupowac??? wiec leza juz nawet nie tygodniami a miesiacami… zieleniejac… lub bierze sie je na odzysk przemieli przegotuje doprawi i zrobi inny produkt, mieszkam za granica i zasze kupowalismy wedliny w Polsce…ale od dluszszego czasu juz niekupujemy…niech sia sami truja…a wam radze wyjechac zanim zamkna granice – w tym kraju juz nic sie nie zmieni…a napewno nie na lepsze, jestescie warci wiecej niz te obietnice bez pokrycia…te zielone wyspy i drugie Japonie…

    1. ~asia pisze:

      to wszystko jest prawda kiedy kupilam wedline w jednych ze sklepow w Londynie pani powiedziala mi ze towar dostali wczoraj z Polsik i wedlinty sa swieze i tez wygladaly swiezo no to sie skusilam .Po powrocie do domu odpakowalam i poczulam smrud wiec odnioslam wedline i powiedzialam ze prosze o zwrot pieniedzy bo ja jesc tego nie bede !!! A ona powiedziala ze nie wruci mi pieniedzy bo wedlina jest swieza .No i widzicie paniswo nie tylko w Polsce sa przekrety i chamstwo kat to juz jest .

  8. ~ANia pisze:

    zwrot „świeży kurczak” wcale nie oznacza, że jest świeży tzn dopiero co z ubojni. To chodzi TYLKO o odróżnienie go od mrożonego… Niestety. Też kiedyś tego nie wiedziałam, ale zostałam uświadomiona przez rzeźnika.

  9. ~sandixei pisze:

    Jak przestaniemy więzić, zabijać i zjadać zwierzęta, problem rozwiąże się sam.

    1. ~CZARNA pisze:

      drodzy weganie, skoro tak sie przejmujecie dobrem zwierzat , to dlaczego zjadacie im jedzenie?

      1. ~Daras pisze:

        Niby co? Trawę im zjadamy? Nie byłoby mięsiarzy, nie byłoby zwierząt hodowlanych i tyle w temacie. Nie będzie mordowania zwierząt, logiczne jest że nikt nie będzie hodował zwierząt dla przyjemności.

        1. ~io pisze:

          ja nie moge tego czytac! roslinozercy sa straszni! moja kolezanka potrafi jesc truskawki, maliny i inne owoce PROSTO Z GRZADKI! na oczach ich rodzenstwa!

        2. ~gloria55 pisze:

          Daras, Ty masz racje. Miesozerni sa tez agresywni. Obserwuje sie to szczegolnie gdy sie im mieso odradza. Reaguja jak psy, ktorym sie odbiera ochlapa. Wiadomo, ze mieso powoduje choroby, szczegolnie raka jelita grubego ale Ci agresywni ignoruja bo spozywanie miesa jest nalogiem. Nalogowcom narkotykow tez nie mozna do rozsadku przemowic. Wierz mi, ze szkoda slow….oni nie chca prawdy wiec niech sie zatruwaja.

          1. ~kristofer pisze:

            Takich bzdur swiat nie chce czytac.
            Ale ten pokrecony sposob myslenia,to wplyw braku bialka zwierzecego ,ktore reguluje pewne procesy niczym dzdzownica.
            Facet jedz siano,ale nie atakuj innych swymi wypocinami.

    2. ~marta pisze:

      jak drodzy weganie tak dbacie o zwierzęta to czemu jecie sojowe produkty, które są produkowane z soi która rośnie na wykarczowanych lasach deszczowych czyli krotko ujmując my jemy mięso a wy zabieracie naturalne tereny zwierzętom przez co one i tak giną

    3. ~alice pisze:

      Trochę nie rozumiem wegan, zwierzęta także zjadają siebie nawzajem i jakoś to nikomu nie przeszkadza, a rzeczą naturalną dla człowieka jest zjadanie mięsa tak samo jak dla świni. Jedyną różnicą jest to, że jesteśmy lepiej rozwinięci. Przeciwstawiam się złemu traktowaniu zwierząt, ale weganizm jest nienaturalny dla naszego gatunku.

    4. ~s pisze:

      Nie tak całkiem, bo pożrecie wszystkie wszystkie żyjące przecież rośliny, one też czują w pewien sposób. Nauka to udowodniła. Jak szacunek dla życia, to dla każdego, a nie taka hipokryzja.

  10. ~Ewelina pisze:

    Tesco – kawałki kurczaka na tacce śmierdziały na drugi dzień
    Carrefour – mięso mielone zawierało zmielone chrząstki, a może i kości.
    Sklepik osiedlowy – wędliny dość smaczne, ale po 4,5 dniach są nie do zjedzenia; ceny podskoczyły o 50% w ciągu kilku miesięcy, polędwica sopocka 30zł.
    Sklepikarze windują ceny, są pazerni. Nawet, jeśli mają dobre produkty, to są zawsze bardzo drogie. Jak otwarto blisko piekarnie, to kajzerka z 50gr (za sztukę kajzerki!!) nagle kosztuje 35gr. Proszę bardzo jaka pazerność była do tej pory.

    1. ~mia pisze:

      Pazerni??? takie są ceny w hurtowniach, trudno oczekiwać, że właściciele sklepow będą sprzedawać towary po cenie zakupu!! ogarnij się kobieto!!! a ceny w hurtowniach to nie fanabelia hurtowników tylko kwestia bardzo drogiego surowca… Dramat, jakie niektórzy z Was mają ograniczone myślenie…

      1. ~m pisze:

        Nie wmówisz mi że kajzerki w hurtowniach kupujecie..

    2. ~zeb pisze:

      To nie sklepikarze są pazerni lecz reżim ze swoimi pachołkami. Minęły czasy że wystarczyła marża 10 % aby utrzymać sklep, zapłacić wynagrodzenia dla pracowników i podatki. Wszelkie żale do Tuska i żydów w imieniu których rządzi Polską.

      1. ~izzi pisze:

        ~zeb proszę lecz się na nogi bo na głowę już za późno .

  11. ~sandixei pisze:

    O czym sie tu mówi i jak: wędliny, drób, polędwica itd. Bezduszny język konsumenta. Zero świadomości czy choćby refleksji, skąd ten stan patologii się wziął i jakie zdziwienie że nam nie służy. Konsument przecież żąda codziennych dostaw ton świeżo zabitych zwierząt, żeby jego podniebienie nie zostało skalane jakimkolwiek brakiem swieżości. Zasada jest prosta: chcesz zjeść zwierzę, miej odwagę sam je zabić. Też nie jestem bez winy, bo tylko walczę z zaprogramowaniem dietetycznym na przymus jedzenia mięsa i nie zawsze wygrywam. Ale wydaje mi się że warto.

  12. ~inż pisze:

    W czasie świat rząd bedzie rozpatrywal po cichu pakt fiskalny. Poczytajcie o tym. Jak kiedys byl ZSRR teraz jest Unia. Onet zajmuje się bzdurami, wiecie jakie zmiany szukają się w przepisach związanych z pracą? jak w tym kraju nie dojdzie do rewolucji będziemy miec te rzady dyktatury i ucisku kolejne lata , bez przyszlosci .

    1. ~Kajetan pisze:

      Rządy dyktatury ma tylko PiS i jego zwolennicy, bo walcząc o elektorat Rydzyka, są przez niego zniewoli bez własnego zdania i przekonań. Oczywiście związane jest to również z uciskiem i wyzyskiem na rzecz parafundacji do finansowania kompleksów rydzykomaniaków. A jeśli chodzi o sklepy, to wszędzie kantują, poza kilkoma, które dbają o klienta,bo są prowadzone przez wiele lat przez tę samą rodzinę, która woli mieć mniejszy zysk, ale móc sobie spojrzeć w twarz w lustrze i nie zaciąć się przy goleniu. Poza tym wiedza, że lepiej może mniej zarobić, ale zarabiać jeszcze przez kilka lat.

  13. ~eli pisze:

    Zawsze można przecież przestać kupować i jeść mięso, szczególnie te kiełbasy w których nie wiecie co jest i lepiej żebyście nie wiedzieli. Pyszne są kanapki z serem, jakąś rybką, ogórkiem, jajkiem, a jaka pyszna jest kanapka z selerem!

    1. ~Chelsea pisze:

      To prawda. Mozna tyle ciekawych, bezmięsnych i smacznych kanapek zrobić. Napewne są zdrowsze od typowej kanapki z kiełbachą.

  14. ~Imię (wymagane) pisze:

    Większej bzdury jak to ‚ubożenie’ społeczeństwa nie słyszałam, ta ubożeje szczególnie przed różnorakimi świętami kiedy idzie do wszelakich ‚galerii’ lizać przez szybę wiktuały, albo kiedy w wakacje musi opłacić sobie oszukańczą, ale tanią ‚last minut’, aha albo kiedy odmawiając sobie ostatniego ścierwa oddaje resztki latoroślom na I-Phony, I-Pody, tablety, telefony, smartphony i inne gadżety, wiadomo, w gimnazjum to trzeba bo nie przyjmą ‚do słoneczka’. A ścierwa można nie jeść, nie zaszkodzi.

    1. ~ala pisze:

      co ty mozesz wiedziec, wystaw nos poza swoje miasto, jedz na wioske lub do malego miasteczka, w ktorym pozamykano wszystkie zaklady pracy… czym sie podniecasz tymi starymi wrakami z odzysku na ulicach? tym, ze ktos kupi sobie iphona? czy tez cos innego?…czesto na raty…i za to musi sobie jak to piszesz „scierwo” od ust miesiacami odrywac..? nadal sie podniecasz? jedz w Polske i otworz oczy. Ludzie pracujacy ubieraja sie w Ciuchlandach…o emerytach nawet nie wspomne… ale najlatwiej powiedziec, ze sie o „ubozeniu” nie slyszej…przeciez pelne polki… w takim razie zryj te zielone kielbasy i nie narzekaj… zyj pelnia zycia i oddychaj pelna pojemnoscia pluc w smrodzie plastikowych butelek palonych w piecach grzewczych….z dobrobytu …oczywiscie :)

      1. ~ada pisze:

        Chyba ala inaczej zrozumiala komentowany post bezimienny niz ja, nie doceniajac jego ironii… Moze to ja go opacznie rozumiem, ale ludzie naprawde tak robia, zamiast obyc sie bez zupelnie zbednych rzeczy, na ktore naprawde ich nie stac, wielki problem maja z zakupem przyzwoitego jedzenia… swoja droga, to okropne, jaka jest „ta dzisiejsza mlodziez” i ciesze sie, ze nie mam z nia do czynienia, to byloby cos gorszego niz „standardowy” konflikt pokolen.

  15. ~DD pisze:

    Najgorszy zwyczaj sprzedawców – dmuchanie na woreczek foliowy w celu jego otwarcia. OBRZYDLIWE!

  16. ~Tomek pisze:

    Ludzie , przeciez jest na to taki prosty sposob. Przestancie jesc zwierzeta i wasze problemy sie skoncza. Czlowiek wcale nie potrzebuje miesa do zycia. Poza tym to co jecie z miesem za wiele wspolnego nie ma. Cos miesopodobnego i kupa chemii do tego.

    1. ~pendzel pisze:

      jedzenie trawy obsranej przez psy,nie poprawia sytuacji

  17. ~niax pisze:

    rodzinie powtarzam do znudzenia:”zacznę jeść mięso w momencie,kiedy będę mogla sama hodować i zabijać” [chciałabym drób i króliki]
    i,jak widać,mam rację-od prawie 10lat :D
    z mięsem jest tak,że za jego jakość odpowiadają nie osoby trzecie,ale czwarte,piąte…za dużo,żeby w sklepach było coś naprawdę dobrego.

  18. ~Kat30 pisze:

    I co Ci da takie biadolenie zawsze tak było i bedzie. Wszędzie oszczedności. Kupi Pani sobie kure i swinie wychoduje i ubije wdety może mięso bedzie ‚świeże” bez np. pasożytów.

  19. ~Shrek pisze:

    niax a tyt myślisz, że mleczko jest zdrowe ? Serek zdrowy ?
    Jogurcik zdrowy ? Roślinki zdrowe ?
    Zapomnij, porozmawiaj z ludźmi z branży – zieleninka może Cię równie łatwo zatruć jak mięsko.
    Sorry, ale bardzo naiwny jesteś

  20. ~ola ola pisze:

    nie jem mięsa i produktów odzwierzęcych od 5 lat i nie mam takich problemów :-)

  21. ~kasia pisze:

    taaaaaaaaaaa, tylko nikt nie widzi ze i male i duze sklepy sa zaopatrywane z gield owocowo-warzywnych wiec to co niezdrowe jest dokladnie takie samo w malych sklepikach…

  22. ~larum pisze:

    dobrze, że to nie był palec środkowy

  23. ~Ass pisze:


    ~Ewelina:

    Sklepikarze windują ceny, są pazerni. Nawet, jeśli mają dobre produkty, to są zawsze bardzo drogie. Jak otwarto blisko piekarnie, to kajzerka z 50gr (za sztukę kajzerki!!) nagle kosztuje 35gr. Proszę bardzo jaka pazerność była do tej pory.

    Rozumiem, że Twoim zdaniem sklepikarz ma za darmo pracować? Kupić towar i może jeszcze dopłacić do niego, abyś miała blisko i tanio? Markety mają ceny hurtowe, sklepikarz kupuje w podobnych, musi utrzymać siebie, pracownika i z własnej kieszeni wyłożyć za towar, który się przeterminuje. Sklepikarz kupując 5 kg kiełbasy i sprzedając ją z marżą 20% w przypadku, gdy musi wyrzucić 1 kg to co zarobił wcześniej przeznacza na pokrycie strat. Oprócz tego musi zapłacić za lokal, prąd, ZUS, podatki, pensje, itd. Myślisz, że dużo mu zostaje? Jeszcze dopłaca do kajzerki, żeby przy okazji klient kupił coś innego.

  24. ~mirra pisze:

    ha ha ha , naiwność Państwa dot. hipermarketów jest rozbrajajaca. Wiecie jakie jest najskuteczniejsze mochenie miesa żeby nie cuchnęło? W roztworze proszku do prania. Potem płukanie w bardzo zimnej wodzie i…proszę, oto świeże miesko :))))) Innych hipermarketowych sposobów Wam nie zdradzę, he he h e…

    1. ~Dorota pisze:

      Dobre :) Nie ma jak to zaradna gospodyni domowa na wsi, swoje kury, kaczki, indyki, jajka, warzywka itd. Cóż jeszcze parę lat muszę pomęczyć się w mieście a gdy braknie zapasów też korzystam ze stoisk mięsnych najbliższych sklepików. Kiedyś mąż kupił kurczaka wysmarowanego smalcem, tego to jeszcze w kinie nie grali.

  25. ~Krzysztof pisze:

    Dlatego trzeba uciekać do Skandynawii. Jestem tu 4 miesiąc na wymianie studenckiej i to jest zupełnie inny świat. Tu nikt nikogo w konia nie robi, a regulacje dotyczące jakości żywności są tak wyśrubowane, że nie ma mowy o jakichkolwiek przekrętach. Wszystko smakuje wybornie, jeszcze nigdy się nie naciąłem. Nie trzeba patrzeć i wybierać godzinami, żeby znaleźć kawałek mięsa, który chociaż z wyglądu przypomina mięso. Zdecydowana większość mięsa jest dostępna w supermarketach i porcjowana, dokładnie widać, co się samemu wybiera. Jak się otworzy folię, to z każdej strony wygląda dobrze i nie ma żadnych śladów manipulacji. Niestety ceny są trochę wyższe, ale chociaż wiem, że się nie truję. Życie w Polsce z roku na rok staje się coraz gorszym pomysłem, pod każdym chyba względem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>