Każdy ma swojego trutnia

staruszki

Truteń to osoba, która sama znudzona własnym życiem, wyżuta, wymemłana i wypluta rutyną i szarówką codzienności, żyje tworzonymi przez siebie sztucznymi sensacjami upatrzonej przez siebie ofiary. I nie ma znaczenia czy dajesz jej powody do mówienia o tobie i preparowania sensacji czy też nie – ona i tak będzie miała tysiące powodów, by postawić cię w świetle własnych reflektorów. Zawsze wszystko widzi, wie najlepiej i przebieglejsza jest i mądrzejsza o tysiąckroć od ciebie, bo zanim jeszcze pomyślisz, gdzie pójść i co zrobić – ona już o tym zdążyła mówić.

Całe życie byłam podporządkowana trutniom i wszystko, co robiłam i czego zrobić nie mogłam zawsze uzależnione było od tego, co powiedzą ludzie, czego zrobić nie wypada i jak postępować, by powodów do mówienia im nie dawać.

I tak żyć się starałam, ale im bardziej starań dokładałam, tym bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że nie ważne, co zrobię i tak truteń jeden z drugim powód do gadania znajdzie tysiące. Bo nawet siedzenie w domu i nie dawanie trutniowi powodów do gadania jest doskonałym powodem, by gadać zaczął, bo przecież skoro w domu siedzi i ludziom się nie pokazuje to pewnie w sekcie jest jakiejś, mafii narkotykowej, przed policją się ukrywa, albo pobita przez męża, bo od samego początku na podejrzanego wyglądał. A jak starasz się żyć normalnie, wychodzić do ludzi i na trutnie uwagi nie zwracać, to zaraz się dowiesz, że za wcześnie, za późno do domu wróciłaś i teorii od razu tysiące wysnute. Przytyć też ani grama nie wolno, bo ciążę od razu zdiagnozuje ultrasonografem umieszczonym w oczach. A jak brzuch rosnąć nie zacznie to od razu o poronienie albo usunięcie posądzą, bo truteń nigdy się przecież nie myli.

Jest na mapie miasteczko, w którym pół życia przeżyłam, gdzie trutni więcej niż w niejednym ulu. Patrzyli z politowaniem i świetlanej przyszłości nikt nie wróżył, od razu spisana przez wszystkich na straty byłam. A im więcej osiągałam, im więcej szczęścia za ogon łapałam, tym bardziej z zawiścią i kapiącą z ust zazdrością przemieszaną z jadem opowiadały, że i tak już lepszego nic mnie w życiu nie spotka.

I tak pewnie by jadem całe życie kąsały, aż sama bym się na starość takim trutniem stała, gdybym nie spakowała manatków i uciekła z miasta, bo przecież mafia narkotykowa mnie ścigała, policja cała i sam szatan nawet, bo truteń wie najlepiej jaki był powód ucieczki.

I dopiero teraz, mieszkając wśród żyjących tylko i wyłącznie własnym życiem ludzi, pojęłam ogrom trutniowej zarazy. Bo tak naprawdę to trutni nuda i zazdrość zżerała, że już dawno swoje życie zmarnowały i przeleciało im przez palce na braku ambicji i realizowaniu własnych marzeń, bo w mieście w którym tkwiłam, byli dokładnie tacy ludzie, jak Radomska swoim znacznie giętszym niż mój, językiem ujęła. Bo człowiek jest po to, by pracować, zarabiać na chleb powszedni, a nie tracić czas i energię nie niedochodowe przyjemności.

Najgorsze jednak było to, że swojego trutnia każdy ma na co dzień na wyciągnięcie ręki, niemalże żyje twoim życiem i chodzi w twoich majtkach, udając życzliwego, bo łatwiej wyciągnąć informacje od przyjaciela niż wroga. I jak kiedyś każdą opowiastką na mój temat, chodziłam struta z niedowierzaniem, jak tak ktoś w ogóle mógł powiedzieć, pomyśleć, tak teraz śmiać się w głos mogę wszystkim tym żałosnym trutniom, którzy sensacji w moim życiu szukają albo sami je tworzą i cieszyć się, że inspiracją do hitchcockowych i harlequinowych opowieści byłam.

A teraz wybacz, na przekór trutniom żyć swoim życiem idę i spełniać marzenia.

Jedno przemyślenie na temat “Każdy ma swojego trutnia”

  1. ~Pollyanna pisze:

    Masz racje!! Jak najdalej od trutni!! Ale niestety są wszędzie. Myślę o trutniach ze współczuciem i litością. Pewnie nie chcieli by być trutniami, ale inaczej nie potrafią.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>