List od (nie)znajomej

Najdroższy, tęsknota za Tobą odbiera mi rozum, a serce przepełnia bezkresna pustka, gdy patrzysz na mnie i nie wiesz jak niezmiernie kocham. I choć nie wiem, czy tęsknotą można nazwać wypatrywanie Cię w miejscach, w których często Cię spotykałam, i choć nie wiem, czy miłością można nazwać uczucie wypełniające po brzegi ciepłem moje ciało, gdy Cię ujrzę, chociażby z daleka, to wiem jak nic nie znaczący jest dla mnie każdy dzień bez Twojego widoku…
Chyba każdy z nas napisał i wysłał, bądź przynajmniej planował wysłać podobną treść do kogoś, komu nie potrafił wyznać uczuć twarzą w twarz, tylko jaki cel miało pisanie anonimowych listów miłosnych? Większość z nas, i tu kieruję swoją uwagę do kobiet, bo zazwyczaj to one wpadały na tak doskonały pomysł jakim było wysłanie listu nie zawierającego informacji o nadawcy, liczyła raczej, że odbiorca urzeczony kipiącą uczuciem i namiętnością treścią domyśli się, kto go darzy bezkresną miłością i wykona pierwszy krok, a w najgorszym wypadku, jeśli nie jest zainteresowany, to przynajmniej uda, że nie domyśla się, kto wysłał list i nie dostrzega tych bez przerwy i na każdym kroku łypiących na niego przeszklonych zafascynowaniem oczu.

Pomysły na wysyłanie listów miłosnych zradzały się raczej w szkole podstawowej, rzadziej w liceum, często więc odbiorcą miał być kolega z naszej bądź równorzędnej klasy, a czasami najstarszy rocznikowo bożyszcze całej żeńskiej części szkoły.

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie skorzystała z okazji popełnienia gafy, więc i ja również w przypływie uczuć i buzujących hormonów spowodowanych okresem dojrzewania postanowiłam owy list napisać. Spędziłam kilka wieczorów, by idealnie dobrać w słowa uczucie, które dopadło mnie już pierwszego dnia, gdy wstąpiłam w progi nowej klasy. Jako nowa uczennica przyciągnęłam uwagę wszystkich rówieśników, uznałam więc to za doskonały moment, by zmotywować kolegę do uczynienia pierwszego kroku, a może po prostu chciałam, by wiedział, że jest ktoś, na kim wywarł piorunujące wrażenie. Oczywiście nieśmiałość, a może lęk przed ośmieszeniem nie pozwalały mi umieścić w liście swojego jakże nielubianego przeze mnie po dziś dzień imienia. W liście wspomniałam, o tym, że wzdycham z ukrycia, że kocham, spać po nocach nie mogę, a całość spisałam na jakże modnych wówczas przedstawiających wizerunki zakochanych par kartkach z segregatora, który miałam jako jedyna w klasie. List wrzuciłam do skrzynki na listy wiszącej tuż przy sali plastycznej i czekałam, aż sympatia go otrzyma. Czekałam jeden dzień, potem drugi, i trzeci. Najpierw myślałam, że szkolny listonosz chodzi raz w tygodniu, potem, że raz w miesiącu, aż w końcu dowiedziałam się, że tylko w Walentynki, po których były już 3 tygodnie, a kolejne dopiero za rok.

Po jakimś czasie uczucie do kolegi przestało być tak intensywne jak w pierwszych dniach w nowej szkole, a o liście przypomniałam sobie dopiero w momencie, gdy przed lekcją plastyki koledzy jak zwykle szarpali się na korytarzu i wpadli na skrzynkę po czym ta się otworzyła i wypadła z niej koperta zaadresowana do jednego z nich. Nie zdradzając żadnych emocji, choć targało mną ich mnóstwo, spomiędzy siedzących na ławce koleżanek uważnie przyglądałam się chłopakom wydzierającym sobie jeden przez drugiego list. Tłumnie osaczony odbiorca po kilku najdłuższych w moim życiu minutach wyłonił się mocno speszony i zarumieniony, a pozostali nie oszczędzali mu uszczypliwych żartów. Wówczas już dawno nie miałam segregatora i nie wodziłam już za nim maślanymi oczami, w żaden więc sposób nie trafiłam do kręgu podejrzanych. Był to jednak pierwszy i ostatni napisany przeze mnie anonimowy miłosny list.

Mam za to całe mnóstwo listów od męża i ja również wiele ich napisałam i dziś właśnie przy wieczornej herbatce odczytywałam wszystkie robiąc sobie z niego żarty…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>