Wyszła ze swojego pokoju i stanęła tuż przed lustrem, nie patrzyła w nie, miała spuszczoną głowę a opadające włosy zasłaniały jej twarz. Mamrotała coś półszeptem, na tyle cicho, że nie dobiegały do mnie słowa, lecz wystarczająco głośno, bym wiedziała, że coś mówi. Spytałam, co się stało? Uniosła głowę i skierowała twarz w moją stronę. Czułam, że zrobiła to mimowolnie starając się zlokalizować skąd dobiega głos, jednak jej tępe i nieprzytomne spojrzenie nie wychwyciło mnie w oświetlonym tylko nocną lampką salonie.

Odwróciła się i zaczęła zmierzać w stronę kuchni. Zamknęła za sobą oszklone drzwi, przez które zauważyłam, że nie włączyła światła. Gdy weszłam, by upewnić się, że wszystko w porządku, po ciemku szperała w szufladzie z nożami.

Odprowadziłam ją za rękę do pokoju i upewniłam się, że spokojnie kontynuowała sen.

Moja córka jest lunatykiem i często zapewnia mi tego typu rozrywki. Zaczęłam zgłębiać tajniki lunatykowania i dowiedziałam się, że dolegliwość związana jest z szybkim przechodzeniem z fazy głębokiego snu do fazy REM (faza snu, w której występują szybkie ruchy gałek ocznych) do fazy lekkiego snu, w którym między innymi towarzyszą marzenia senne. Podobno zmiana faz jest zaskakująca dla mózgu osoby śpiącej, zdarza się więc, że nie radzi on sobie z koniecznością tworzenia scen marzeń sennych i jednocześnie z kontrolowaniem blokowania ośrodka ruchu. W wyniku tego zostają przekazane pewne sygnały nerwowe do mięśni, które po otrzymaniu impulsu wprawiają ciało w ruch.

Dowiedziałam się też, że lunatyków nie należy budzić i tak też postępuję z dzieckiem. Delikatnie i spokojnie odprowadzam ją do łóżka. Rano niczego nie pamięta.

Przyznać muszę, że nocami wygląda jak nawiedzona, właściwie nawet jak każda opętana dziewczynka w nocnej koszuli ze wszystkich horrorów, które oglądałam. Tym bardziej cieszy mnie fakt, że istnieje racjonalne wytłumaczenie jej nietypowych zachowań, choć nie ukrywam, że nie raz napędziła mi stracha.