To uzależnienie odbiera mi radość z życia

311926_401661939889493_510752473_n

Wpadł mi dzisiaj w ręce artykuł poświęcony z pozoru szczęśliwym kobietom. Rodzina niezaprzeczalnie jest najważniejsza dla każdej kobiety i to właśnie wokół niej organizujemy sobie życie. Choć jesteśmy szczęśliwie i zadowolone, to na co dzień odczuwamy zmęczenie i stres. Okazuje się, według danych zamieszczonych w artykule, że aż 91% Polek chciałby, żeby pozostali członkowie rodziny przejęli część obowiązków, a 78% uważa, że kobiecie trudno jest wybić się zawodowo.

Każda z nas chciałaby być idealna pod każdym względem, mieć piękny zadbany dom z ogrodem, nieprzeciętną urodę, doskonały wygląd, zdolne dzieci, przystojnego, wiernego męża, kilka kont w banku wypchanych po brzegi oszczędnościami i świetnie radzić sobie ze wszystkimi obowiązkami zarówno zawodowymi jak i prywatnymi. Rzeczywistość jednak nie była aż tak życzliwa i nie zawsze potrafimy pogodzić obowiązki z przyjemnościami a życie prywatne z zawodowym.

Czytając każde kolejne zdanie artykułu, poznając typy kobiet, ich problemy i uzależnienia uświadomiłam sobie, że stałam się pracoholiczką. Już dawno praca stała się dla mnie formą radzenia z problemami. Pracoholizm jest zjawiskiem wdzierania się pracy w sferę prywatną, objawiającym się pracowitością graniczącą z obsesją. Zazwyczaj zaczyna się od kończenia pilnych spraw zawodowych, których stopniowo przybywa, a poświęcanie czasy pracy pozwala na zapominanie o problemach codzienności.

Uwielbiam swoją pracę, ale nie zawsze miałam stworzone warunki do oddania się jej w pełni, dlatego wolałam o wiele szybciej i wydajniej usiąść późnym wieczorem i zrobić w domu to, z czym zmagałabym się kilka godzin w pracy. Jako że moja praca polega na robieniu tego co kocham, błyskawicznie sprawiła, że z obowiązków zmieniła się w formę relaksu. Nawet kiedy podczas ciąży musiałam pomyśleć o własnym zdrowiu i zrezygnować z pracy, ciężko było mi spędzać dnie bez pisania. I właśnie wtedy powstał ten blog. Chciałam wciąż pisać, doskonalić umiejętności i nie rezygnować z czegoś, co od dłuższego czasu dawało mi jedyną przyjemność, bo ze wszystkich rzeczy, które kocham zostało mi tylko pisanie.

Teraz, choć czasami trudno pogodzić mi obowiązki z pracą w domu i dodatkowym pisaniem bloga, który daje najwięcej satysfakcji, przyznaję z bólem, że nie jest już to sama przyjemność, a bardziej konieczność pisania. Nie potrafię wyjść z domu nie zabierając ze sobą laptopa, ponieważ zawsze zakładam, że być może znajdzie się chwila, by przysiąść i spisać pomysły, które bez przerwy kłębią się w mojej głowie. A jeśli nie mam możliwości zabrania laptopa muszę przynajmniej mieć przy sobie notes i długopis. Gotując obiad, sprzątając czy biorąc kąpiel układam w głowie zdania, czasami całe akapity, które później okazują się być najlepszymi i najbardziej trafionymi tekstami. Choć często kończy się to przypalonym obiadem, użyciem płynu do płukania tkanin zamiast płynu do podłóg, to na szczęście mój mąż jest jeszcze na tyle wyrozumiały i cierpliwy, by mnie w tym wspierać.

Kiedy nie piszę, brakuje mi tego, a w ciągu dnia nie mogę doczekać się chwili, kiedy siądę spokojnie przy komputerze. Tylko i wyłącznie córki są ważniejsze od pracy, tylko one potrafią skutecznie odwrócić moją uwagę i przejąć w pełni kontrolę nad myślami, ale kiedy zasypiają, pierwsze, co robię to … nie, nie włączam komputer, bo on już dawno czeka na mnie włączony, kiedy zasypiają, pierwsze, co robię to loguję się w panelu administracyjnym i wówczas zaczynam odpoczywać. Jeśli nie uda mi się osiągnąć idealnego w moim mniemaniu efektu, nie zasnę dopóki nie wprowadzę zadowalających poprawek. Każdego dnia chodzę spać po godzinie 2 w nocy, jeśli jest taka konieczność pracuję znacznie dłużej. I chociaż robię to co lubię, odbiera mi to możliwość czerpania przyjemności z innych czynności. Kiedyś lubiłam przebywać na świeżym powietrzu, lubiłam wyprawy do lasu, spacery, dziś wszelkie plany sprowadzają się automatycznie do dramatu jakim byłby brak dostępu do internetu.

Najgorszy jednak jest fakt, że nie potrafię radzić sobie z problemami, bo ucieczka od nich do wirtualnych obowiązków niestety ich nie rozwiązuje. A jak mówi sam Jarosław Strzelec, psychiatra i ordynator Kliniki Inventiva w Tuszynie k. Łodzi (którą miałam przyjemność widzieć osobiście, ale to zupełnie inna jeszcze dłuższa historia, którą być może odważę się kiedyś podzielić) -Wiele kobiet zmaga się z uzależnieniami behawioralnymi. Są to uzależnienia nie od substancji, a od konkretnych czynności, takich jak praca, korzystanie z Internetu, zakupy czy jedzenie. Zachowany jest jednak sam mechanizm uzależnienia – staje się ono sposobem na odreagowanie, uporanie się ze zmartwieniem. Ulga jest tylko chwilowa, a konsekwencje – poważne. Wśród objawów można zaobserwować brak kontroli nad własnym zachowaniem, ukrywanie obsesji, wyrzuty sumienia, a niekiedy gniew lub agresję. Przemęczony organizm pracuje mniej efektywnie, spada poziom zadowolenia z życia, mogą pojawiać się stany depresyjne.

Czy potrzebuję już pomocy? Nie wiem. Cóż, cieszyć się chyba trzeba, że moje uzależnienie jest dochodowe, a nie rozchodowe, jak w przypadku zakupoholiczek.

Cyt. zaczerpnięty z serwisu kobieta.dziennik.pl

 

Jedno przemyślenie na temat “To uzależnienie odbiera mi radość z życia”

  1. Twój blog jest naprawdę dobry. Można sobie poczytać :). Dużo osób ma zboczenie pisania, ja również do nich należę. Nie sądzę, żeby to można uznawać za chorobę, chociaż podobno naukowcy się już nad tym ostro zastanawiają :). Pozdrawiam Opiniotwórczy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>