Magiczne słowa dźwignią handlu

osioł

Jedni są wysocy, drudzy niscy, inni grubi, szczupli, rudzi, piegowaci, starsi, młodsi, krótko ujmując wszyscy różnimy się od siebie. Jest jednak coś co niezaprzeczalnie nas łączy. Mania kupowania. Każdy z nas lubi nabywać nowe rzeczy i bez względu na wiek cieszy się z nich jak dziecko. Ale czy zastanawialiśmy się kiedyś, co tak naprawdę skłania nas do zakupów? Zwłaszcza kiedy chodzi o przedmioty, których w ogóle nie potrzebujemy? To z jakiej perspektywy przedstawione jest nam samo w sobie kupowanie, bo o wiele lepiej brzmi „kupiłam sobie kolejną parę ślicznych buciczków” niż „znowu wydałam pieniądze na buty”. I ten prosty przykład może nam pomóc odkopać w pamięci wiele sytuacji z życia kiedy jedno słowo sprawiło, że daliśmy się namówić na zakupy. Jakie to słowa?

ZA DARMO – tak, to bez wątpienia przyciągnie uwagę każdej, nawet najbardziej sceptycznie nastawionej do zakupów osoby. Pamiętam jak kiedyś idąc po Centrum Handlowym zaczepiła mnie kobieta stojąca przy stole wyłożonym kosmetykami. Było przed Walentynkami, więc spytała, czy mam już prezent dla drugiej połówki, bo ma akurat pięknie pachnące perfumy męskie w przystępnej cenie. Kiedy powiedziałam, że nie jestem zainteresowana, nie dała za wygraną i powiedziała, że w takim razie chce mi coś podarować ZA DARMO. No cóż, w takiej sytuacji grzechem byłoby odmówić. Podała mi reklamóweczkę z logo producenta i zaczęła profesjonalną prezentację, w trakcie której dookoła nas zaczęło się skupiać coraz większa liczba gapiów. Prezentowała mi kolejno balsam do ciała, żel pod prysznic, szampon for man, kremik na dzień, kremik na noc… i wciąż podkreślała, że wszystko otrzymuję za darmo. Kiedy uznałam, że nie zasłużyłam na więcej prezentów i powstrzymałam kobietę w transie od dalszego obdarowywania mnie, podziękowałam za podarunki i spytałam czy mogę już sobie iść, oczywiście mocno w dłoni dzierżąc dary, nagle ZA DARMO przestało już być tak magiczne jak jeszcze chwilę temu. Wówczas dowiedziałam się, że oczywiście zawartość reklamóweczki jest moja i oczywiście wszystko to, zgodnie w wcześniejszymi ustaleniami jest za darmo, ale pod jednym warunkiem! Że kupię za jedyne 199zł męskie perfumy, których nie chciałam na początku rozmowy. I czar prysł. Opuściłam stoisko mijając zgromadzonych gapiów bez moich prezentów i bez perfum.

GRATIS – drugie magiczne słowo, które zachęca nas do kupienia czegoś, na co prawdopodobnie w innej sytuacji nie wydalibyśmy pieniędzy. Stojąc przy półce w drogerii i zastanawiając się który balsam wybrać, oczywiście decyzję podjąć pomoże doklejone drugie, choć znacznie mniejsze opakowanie „czegokolwiek” z dobrze widocznym hasłem GRATIS. W ubiegłe lato decyzję o zakupie olejku do opalania pomógł mi podjąć gratisowy balsam podkreślający opaleniznę mocno sklejony z olejkiem. Dopiero w domu chcąc rozdzielić preparaty okazało się, że GRATIS dotyczył balsamu, którego data ważności skończyła się kilka miesięcy wcześniej, a przypadkowe łączenie obu produktów wypadło akurat tak, że data ważności była niewidoczna. GRATIS wylądował w koszu.

Kolejne magiczne słowa takie jak PROMOCJA, PRZECENA, ZNIŻKA, których urokowi bez trudu się poddajemy dotyczą zazwyczaj produktów z krótką datą ważności, uszkodzonych, poza sezonem, których sprzedawca zwyczajnie chce się pozbyć.

Często też można spotkać się ze słowem RABAT, który sprzedawcy oferują, chcąc zachęcić klientów do kolejnych zakupów. Rabaty zazwyczaj udzielane są przy którymś zakupie z rzędu, byśmy jak bumerangi wracali do tego a nie innego sklepu.

Balsamem dla duszy są także słowa OSZCZĘDZASZ i DOSTAJESZ, a najbardziej przez nas lubianym jest GWARANCJA 100% ZWROTU PIENIĘDZY, która w większości przypadków jest tak sformułowana, że o zwrocie i tak możemy zapomnieć.

Dowodem na magnetyzm tych słów jest wciąż rosnące zainteresowanie CupoNation. Czasami zastanawiam się, czy nie powinniśmy czuć się jak osły idące za marchewką przywiązaną do kija, bo tak właśnie zachowujemy się ślepo podążając za magicznymi słowami używanymi w marketingu.

5 przemyśleń na temat “Magiczne słowa dźwignią handlu”

  1. Jeszcze mogłaś dodać „ZA FREE” :P W sumie to to samo co „ZA DARMO” ale brzmi tak „inaczej”. Tak na prawdę „promocja” nie istnieje w supermarketach. To tylko bardzo dobry chwyt marketingowy, na który 90% klientów się nabiera. No i co tu dużo mówić, przecież o to chodzi :)

  2. ~kasanta1 pisze:

    Kiedyś spotkałam się z przeceną, która wcale nie była przeceną. Wypatrzyłam sobie spódniczkę i czekałam na promocję (przecenę), długo nie musiałam czekać i co się okazało?? Że przykleili cenę wyższą, przekreślili ją i zostawili tą która była jak ją wypatrzyłam. Oszuści jedni, przecena i rabat to chwyt marketingowy jak mówisz i nic więcej. Niestety jestem przykładem ludzi, którzy jak widzą rabat to lecą i kupują. Nie zawsze ale często zdarza mi się kupować rzeczy niepotrzebne

  3. ~Marcel Q. pisze:

    Kiedyś być może, ale teraz to u co bardziej świadomych konsumentów (czyt.: u mnie) takie „free gratisy za darmo” wzbudzają zwyczajną podejrzliwość, bo za frajer to się nawet – a raczej przede wszystkim – ksiądz nie modli.

    Sprawdzam więc cenę przed, bo sklep ma obowiązek poinformować o cenie przed promocją. Jeśli jej nie ma, to bye bye. Sprawdzam datę przydatności do spożycia lub użycia, bo nierzadko na przecenie jest to, co wkrótce samo ze sklepu wyjdzie. Przede wszystkim staram się jednak być na bieżąco z cenami różnych towarów i surowców, by wiedzieć, że np. prawdziwy ser nie ma prawa kosztować mniej niż 20 złotych za kilogram, gdyż same surowce są droższe (o kosztach ich obróbki nie wspominając).

    To powiedziałem ja, dziękuję za uwagę. :)

  4. ~Roman pisze:

    na remont blach dla Omegi nr kont. 45 1020 2847 0000 1002 0035 7087 Roman:)

  5. Na YouTube był film, w którym mówiono, że supermarkety podwyższają ceny aby zarobić więcej, a jak wywieszają promocja/ zniżka dają cenę , która powinna być na początku, także można rzec że to nie promocja ale z drugiej strony jednak cena się obniża i nie przepłacamy, nie płacimy mniej, ale tyle ile powinno na początku, chociaż nie było. Zresztą to samo mamy na np. turzynach – właściciele dają cenę np. 80 złoty i jak chcesz kupić mówią a to jak dla Pani 70zł 75zł a nawet czasem 60zł – po co? Po to żeby klient zapamiętał, że tutaj kupiłem coś tańszego – upuścili mi z ceny- to specjalnie dla mnie… a prawda taka, że towar miał kosztować tak naprawdę tyle ;) Kiedyś mnie to zachwycało ale teraz się przyzwyczajam, że jak pójdę na turzyn to dostane zniżkę …

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>