-Pani! Nie takie rzeczy się tutaj działy! – usłyszałam od starszej kobiety, którą zapytałam na placu zabaw, czy również widzi to samo co ja w oknie budynku szkolnego – lepiej nie drążyć – dodała, po czym zawołała wnuka i opuściła teren należący do szkoły.

Od kilku dni była piękna pogoda, a my od kilku dni udawałyśmy się na długie popołudniowe spacery. Tym razem jednak naszym celem stał się plac zabaw, który po gruntownej renowacji, jest największą atrakcją osiedla wśród wszystkich dzieci. I tak jak podejrzewałam pomimo upału i skąpej ilości cienia gromadził mnóstwo rozradowanych dzieci i mniej więcej tyle samo choć mniej rozradowanych dorosłych.

Chociaż moja pociecha jeszcze zbyt mała, by korzystać ze wszystkich dobrodziejstw placu, czasami udajemy się tam, by przynajmniej przez kilka minut nacieszyć oczy rozdziawioną ze szczęścia mordką podczas odlotów i przylotów na huśtawce.

Ja już znudzona, choć mała japka jeszcze rozdziawiona, zaczęłam rozglądać się po placu. Obok mnie z takim samym znużeniem nie wiedziała gdzie posiać oczy starsza, poczciwa kobicinka, która wciąż wołała: Maksiu, pilnuj się babci.

Patrzyłam w okna szkoły i myślałam o tym, że jeszcze kilka dni temu korytarzami biegały dzieci, a teraz budynek omijany przez nie łukiem nie przyciąga najmniejszej uwagi. To co zauważyłam, momentalnie mnie zmroziło, choć temperatura nie spadła nawet o pół stopnia. Od razu przypomniały mi się moje historie opisywane w Uwierz w ducha czyli początki fixum dyrdum i Powrót ducha czyli zaawansowane fixum dyrdum. Teraz jednak miałam obok siebie osobę, która mogła zdiagnozować moje fixum dyrdum. Zapytałam więc poczciwej kobicinki, czy widzi coś w oknie, jej odpowiedź zmroziła mnie jeszcze bardziej.

-Pani! Nie takie rzeczy się tutaj działy! Lepiej nie drążyć!

Jedyne co przyszło mi do głowy, to zrobienie zdjęcia i szybkie ewakuowanie się z placu. Dwa kolejne wieczory spędziłam na szukaniu jakiejkolwiek ciekawej informacji w historii szkoły, lub miejscu, w którym stosunkowo niedawno ją postawili. Niestety nic nie znalazłam…

AKTUALIZACJA: Nie, to nie są ozdoby ani prace uczniów. Mam świadomość, że to zapewne odbicie w szybie czy cień rosnącego niedaleko drzewa itp. Ale „na żywo” wyglądało to przerażająco, szkoda, że fotografia do nikogo nie przemawia :)

Tak czy inaczej, dziękuję za uwagę.

Pozdrawiam