I stało się. 17 dni od premiery nowej książki Kominka, Internet huczy, sam autor udostępnia słodziutkie recenzję znajomych z branży, spośród, których nikt nie odważyłby się powiedzieć złego słowa pod adresem swojego guru, mentora i Boga, dzięki któremu ich blogi osiągnęły ponad 100 tys. UU miesięcznie, a oni stali się najlepiej zarabiającymi blogerami, a ssHaDee postanawia napisać recenzję o tym wiekopomnym dziele. Kominek zapewne pomyśli, jak i większość internautów who the fuck is ssHaDee? Ale jednak! Kupiłam książkę, zapłaciłam za nią, przeczytałam, poświęciłam swój czas i dzięki temu dałam sobie pełne prawo do komentarza.

Śledzę kominkowego bloga, przeczytałam Blogera, byłam na szkoleniu PR i reklama w blogosferze, strzeliłam sweet focie z dziubkiem u boku Kominka, aż w końcu w dzień premiery kupiłam Blog. Pisz, Kreuj, Zarabiaj.

Bez lukru przyznam, że książka zawiera mnóstwo wartościowych informacji, cennych porad i wskazówek. Całość zaprezentowana, lekkim, przyjemnym, blogowym językiem, typowym dla Kominka. Rozdziały kończone tak, by od razu chciało się przeczytać kolejny, dzięki czemu pewnie nie tylko ja książkę pochłonęłam na jednym oddechu i żadnym mrugnięciu powiek.

ALE!

Momentami czułam się jakbym ponownie czytała Blogera. Momentami czułam się jakbym ponownie brała udział w szkoleniu. Te same historie, te same cytaty, tych samych blogerów z wyższej półki, bo zupełnie nie zdziwiła mnie obecność w książce Fashionelki czy Andrzeja Tucholskiego.

Kominek podzielił blogerów na dwie kategorie, chyba zgodnie z zasadą, albo jest coś czarne, albo białe. Więc, albo prowadzisz bloga, piszesz minimum 3 teksty tygodniowo, masz charyzmę, pasję, i robisz to dotąd, aż zaczną się do ciebie zwalać firmy, ale nie byle jakie, tylko te z którymi warto gadać, z ofertami współpracy, albo aktualizujesz wpisy raz na miesiąc, nie masz charyzmy, nie jesteś kreatywny, a twój blog umiera śmiercią naturalną w ciągu pół roku od jego założenia, bo nie masz pomysłu na siebie.

Całkowicie zapomniał o blogerach, którzy choć w porównaniu z tymi z pierwszej dziesiątki Najbardziej Wpływowych Blogerów nawet nie raczkują, nie są charyzmatyczni, nie mają siły przebicia, nie mają czasu, by pisać kilka razy w tygodniu, ale mają coś, dzięki czemu istnieją w blogosferze. PASJĘ. Wcale nie mniejszą niż ci wpływowi blogerzy. Całkowicie zapomniał o blogerach, którzy piszą od kilku lat, ktoś ich czyta, ktoś komentuje, ktoś sprawia, że mają ochotę pisać dalej. Całkowicie zapomniał o mnie!

Blogowi zawdzięczam możliwość wypowiedzenia się, czy opowiedzenia w nudny sposób jeszcze bardziej nudną historię. Nie marzę o udziale w programach telewizyjnych, czy prowadzeniu kampanii, mimo to dzięki blogowi realizuję się na wielu płaszczyznach.

Blog. Pisz, Kreuj Zarabiaj to doskonała lektura, szkoda tylko, że została poświęcona w moim odczuciu, tym którzy i tak osiągnęliby sukces. Książka jest raczej zbiorem wskazówek, dla tych, którym udało się już wybić, a dzięki poradom Kominka, mogą szerzej rozwijać skrzydła.

Troszkę więcej uwagi powinno być poświęcone blogerom, którzy potrzebują motywacji, zamiast wrzucać ich do worka z blogami zawierającymi jeden powitalny wpis. Więcej uwagi powinno być poświęcone blogerom, którym brak jednak tej charyzmy, mimo to, chcą żyć w sieci. Czemu ja ciągle o tej charyzmie? Bo sama jej nie posiadam, a po przeczytaniu  na początku książki, że jeśli brak mi jej, nic nie osiągnę, miałam ochotę skończyć lekturę.

Po przeczytaniu Blogera napisałam wiadomość do Kominka, w odpowiedzi otrzymałam: Informuję zatem, że przeczytałem twoją wiadomość. Dopiero dziś, bo zwykle te dłuższe zostawiam sobie na później. Jeśli pisałaś i ktoś zauważał, że robiłaś to dobrze, to nie powinnaś porzucać tego, bo prędzej czy później pożałujesz, że zmarnowałaś talent. I te kilka zdań przemówiło do mnie głębiej niż prawie 400 stron skierowanych nie do mnie.