Z aborcją w cztery oczy

9f97fad3-d438-414b-9ff6-ae478319dd9f.file

Kiedy kilka dni temu musiałam przygotować artykuł do pracy o tabletkach poronnych, przemierzałam Internet w poszukiwaniu odpowiednich materiałów. Udało mi się ustalić, że samo słowo aborcja w ciągu miesiąca jest wyszukiwane ponad 12 tys. razy, a tabletek poronnych szuka niespełna 10 tys. osób miesięcznie. Usuwaniem ciąży jest zainteresowanych niecałe 1000 osób a kosztami związanymi z aborcją ok. 400 osób w skali miesiąca.

http://static.polskieradio.pl/files/9f97fad3-d438-414b-9ff6-ae478319dd9f.file

źródło: polskieradio.pl

Trafiłam w końcu na osobę, która z początkiem stycznia przerwała ciążę. Zgodziła się odpowiedzieć na kilka moich pytań.

ssHaDee: Czy to była Twoja pierwsza ciąża?

R: Nie, mam już dwoje dzieci, młodsze ma dwa lata. Obydwa porody i wszystko, co działo się po nich bardzo źle wspominam. Z trudem dochodziłam do siebie.

ssHaDee: Czy po raz pierwszy przerwałaś ciążę?

R: Tak, nigdy przedtem nie przeszło mi to przez myśl, nawet nie sądziłam, że jestem do tego zdolna.

ssHaDee: Co czułaś gdy patrzyłaś na wynik testu?

R: Zrobiło mi się ciemno przed oczami. Zaschło mi w gardle i pierwsze co pomyślałam, to, że tak muszą czuć się kobiety, które są w niechcianej ciąży. Za chwile dopadły mnie wyrzuty sumienia, ponieważ dokładnie dwa lata temu płakałam z radości widząc test, a teraz mojemu dziecku równie kochanemu jak to, które urodziłam nie pozwolę przyjść na świat tylko dlatego, że to zły czas, nieodpowiedni moment.

Już od pierwszej chwili wiedziałam, że nie mogę urodzić i nawet nie dopuszczałam tego do świadomości. Tak wytrwałam dwa dni. Później zaczęłam przyłapywać się na tym, że myślę o tym dziecku jak o chłopcu, i staram się wyobrazić sobie, jakby to było, gdyby jednak się pojawił. Myślałam, że jak powiem o tym mężowi, on mnie skrytykuje, wykluczy możliwość usunięcia ciąży i zapewni, że jakoś to będzie. Niestety był tego samego zdania, co ja.

ssHaDee: Jak zareagował?

R: By oczyścić moje i być może własne sumienie wciąż powtarzał, że to jedyne wyjście, że nie możemy sobie teraz pozwolić na kolejne dziecko. Przyjęłam jego słowa za decydujący argument choć prawdziwy powód był zupełnie inny. Bałam się. Bałam się, że nie dam rady znów przez to przejść. Że decydując się na donoszenie tej ciąży narażę wszystko co mam na rozpad. Że nie podołam i ucierpią na tym ci, którzy są ze mną, a zwłaszcza najmłodsza. Obwiniałam się ze przez tę ciążę nie poświecę jej tyle czasu ile dwulatek potrzebuje od matki. To dla niej nie wróciłam do pracy, chciałam z nią być bez przerwy i poświęcać tyle czasu ile potrzebuje. Nie chciałam być mamą która nie może jej podnieść na ręce z powodu brzuch, ani taką która nie potrafi rozdzielić czasu miedzy noworodkiem a zbuntowanym dwulatkiem. Najbardziej jednak zabolały mnie słowa mojego męża, że mógł to być syn. Tak bardzo o nim marzył. Wierzy, że jeszcze kiedyś go urodzę.

ssHaDee: Co było potem?

R: Oczywiście zaczęłam przeczesywać Internet w poszukiwaniu pomocy. Szybko trafiłam na stronę oferującą w cenie 400zł tabletki Mifepristone i Misoprostol, a więc leki, które stanowią farmakologiczną metodę przerywania ciąży do 10 tygodnia. Wówczas byłam w 4, może 5 tygodniu. Jednak uznałam, że skoro aborcja w naszym kraju wciąż jest nielegalna, znaleziona strona raczej nie może zajmować się oficjalną sprzedażą tabletek poronnych.

Później trafiłam na adres kliniki ginekologicznej znajdującej się tuż przy polskiej granicy na Słowacji, gdzie aborcja jest legalna. W cenie coś ok. 380 euro klinika zapewnia przerywanie ciąży do 12 tygodnia. Dyskretnie, bezpiecznie i bez pytania o powód, każda kobieta po uprzednim wyznaczeniu terminu może pojawić się w klinice. Uznałam, że jest to znacznie lepsze rozwiązanie niż kupowanie tabletek niewiadomego pochodzenia. Jednak wcześniej chciałam potwierdzić samą informację o ciąży i porozmawiać z ginekologiem, który towarzyszył mi podczas poprzedniej ciąży i przy porodzie.

Powiedziałam wprost z jakim problemem przyszłam i choć strasznie mu się rozkleiłam w gabinecie i z trudem wypowiadałam kolejne słowa, wysłuchał mnie cierpliwie, ze współczuciem. Powiedział, że w żaden sposób mnie nie ocenia, widzi, że jest to trudna dla mnie decyzja, ale zbyt wiele lat pracował z kobietami, które nie mogły zajść w ciążę, by móc mi pomóc. Nie pozwala mu na to sumienie. Zaproponował, że jeżeli moja decyzja spowodowana jest kwestiami finansowymi, on chętnie zrezygnuje z honorarium, by poprowadzić moją ciążę. Coraz trudniejsza stawała się rozmowa z nim. Zwłaszcza gdy poprosiłam o potwierdzenie ciąży, a on wyłączył monitor nade mną, bym nie musiała patrzeć na obraz badania USG.

Badanie wykazało 6mm pęcherzyk ciążowy, zarodek był jeszcze niewidoczny.

Lekarz powiedział, żebym przemyślała swoją decyzję, jeśli jednak nie zmienię zdania dał wskazówki jakich ogłoszeń powinnam szukać. W pewnym sensie odetchnęłam z ulgą, że mi nie pomógł. Uważam go za naprawdę wspaniałego człowieka i być może straciłby na przyszłość w moich oczach, a może kiedyś miałabym o to do niego pretensje, że mi pomógł.

ssHaDee: W jaki więc sposób udało ci się przerwać ciążę?

R: Trwało to chyba tydzień. Trudny to był dla mnie czas, ponieważ do podświadomości zaczęła docierać wiadomość o ciąży, pojawiły się nudności, zachcianki, zwłaszcza na śledzie i kapustę kiszoną. Nie chciałam mieć żadnych dolegliwości, by nie myśleć o tym, że rozwija się we mnie ktoś, kogo będę musiała zabić. Musiałam więc pospieszyć się w poszukiwaniach. Choć lekarz doradził, bym szukała ogłoszeń typu: ginekolog pełny zakres usług, lub przywracanie miesiączki, ewentualnie farmakologiczne przywracanie miesiączki, okazało się, że nie jest to wcale takie proste. Czułam się jakbym trafiła do jakiegoś półświatka. Ukrywałam się z tym, że szukam usług, ze świadczeniem których usługodawcy również muszą się ukrywać. Na jednej stronie znajdowałam ofertę, na innej informacje o oszustwach dotyczące tej oferty. O lekarzach podających swoje nazwiska w ogłoszeniach nie słyszał cały Internet, a ceny opierały się nawet o 2 tys. zł. Zostało mi zaryzykować. Zaczęłam dzwonić po lokalnych ogłoszeniach. W większości przypadków telefony były wyłączone, bądź nikt nie odbierał. Odebrał jeden mężczyzna. Powiedział, że w cenie 900zł spotka się ze mną na mieście, by przekazać mi tabletki. Nie zdecydowałam się.

Zadzwoniłam pod numer najczęściej powtarzający się w ogłoszeniach. Odebrał sympatyczny, ciepły głos. Kobieta udzieliła mi wyczerpujących odpowiedzi, a nawet przekazała informację, o których nie zdążyłam doczytać. Chcąc umówić się na wizytę, dowiedziałam się, że jej ogłoszenie w moim mieście pojawiło się z automatu, a w rzeczywistości przyjmuje w Warszawie. Zawsze to bliżej niż Słowacja. Umówiłam się na konkretny dzień i godzinę. Jednak w dzień spotkania wszystko zaczęło się komplikować, ponieważ podczas rozmowy potwierdzającej spotkanie poinformowała mnie, że niestety ma dyżur i jeśli mogę to, żebym przyjechała pod szpital. Podała adres. Sprawdziłam, że szpital, o którym mówiła nie posiada oddziału ginekologicznego. Nie możliwie więc, by miała tam dyżur, bądź nie możliwie, by była ginekologiem. Jej nazwiska również nie znał Internet. Jednak nie miałam wyjścia. Czas mnie naglił, obiecałam sobie, że nie kupię tych tabletek, za które miałam zapłacić 1100zł jeśli cokolwiek wzbudzi we mnie cień niepewności.

Kobieta spóźniła się trochę na spotkanie. Jednak już od pierwszej chwili zaczęła tłumaczyć opowiadać i rozwiewać moje obawy. Dostałam małą kopertkę zawierającą 2 podłużne tabletki i 10 okrągłych. Dwie miałam zażyć razem, kolejne miałam stosować po 24 godzinach po 2 co dwie godziny przez 10 minut trzymając pod językiem. Domyśliłam się więc, że dwie pierwsze tabletki zabijają dziecko, kolejne pomagają mu się wydostać na zewnątrz.

ssHaDee: Jak przebiegał u ciebie cały zabieg?

R: Podłużne tabletki, czyli właściwie pierwsze 24 godziny działały bezobjawowo, choć ciągle molem mi w głowie tkwiła świadomość, że moje dziecko właśnie walczy z substancjami, które zażyłam, by się go pozbyć. Walczy i powoli przegrywa. Zastanawiałam się, czy jest już po wszystkim, patrzyłam na zegarek i odliczałam ile godzin temu je zażyłam i jak długo trwa już walka.

Następnego dnia musiałam zacząć stosować tabletki pod język. Już po pierwszej dawce pojawiło się delikatne plamienie. Po kolejnej dawce było znacznie gorzej. Pojawiło się bardzo obfite krwawienie, po przyjęciu 4 dawek miałam dostać krwawienia jak podczas okresu, w rzeczywistości jednak, po 2 dawkach po prostu lało się ze mnie całe ogromne skrzepy krwi, w których doszukiwałam się czegokolwiek, co przypominałoby dziecko. Na szczęście nic nie dostrzegłam. Z każdą kolejną falą dostawałam coraz większego bólu brzucha. Ból był silniejszy niż podczas zwykłego okresu, ale mniejszy niż podczas skurczy przepowiadających poród. Za każdym razem, by złagodzić ból brałam prysznic. Chyba najbardziej bolało to, że ja w łazience przeżywam na własne życzenie żałobę, a za drzwiami niczego nieświadome dzieci biegają, śmieją się, spędzają każdy kolejny zwyczajny dzień. Nie dla mnie zwyczajny, bo te chwile zapamiętam do końca życia.

ssHaDee: Wiesz, że krytyka czytelników może pogorszyć twoje samopoczucie, bo na pewno znajdą się tacy. którzy nie poprą tego co zrobiłaś?

R: To nie ma znaczenia. Gdyby ta rozmowa odbyła się przed zabiegiem, być może czyjeś opinie w wpłynęłyby na moją decyzje. Teraz i tak nic tego nie zmieni. Nie oceniam innych w żadnej kwestii, bo nigdy nie wiem, co kim kieruje, dlatego również nie chciałabym być oceniana. Zwłaszcza przez osoby, które zupełnie mnie nie znają.

ssHaDee: Jaki był Twój stosunek do aborcji zanim sama się jej poddałaś?

R: Uważam i uważałam, że bycie matką jest przywilejem a nie obowiązkiem. Prawo nie może nam narzucać tego, że mamy kochać swoje dzieci i zapewnić im należyte wychowanie, zwłaszcza, że państwo nie zapewnia nam do tego środków. Aborcja powinna być indywidualną kwestią własnego sumienia, jak we wszystkich cywilizowanych krajach, a nie narzuconymi odgórnie ustawami. Mniej, by wtedy było słychać o tragediach typu mała Madzia z Sosnowca.

ssHaDee: Jak teraz się czujesz, kiedy jest już po wszystkim?

R: Nie wiem jak będę żyła ze świadomością, że przerwałam ciążę, wszystko jest jeszcze we mnie na świeżo, nigdy się pewnie z tym nie pogodzę, nigdy nie zapomnę tego przez co przechodziłam przez ostatnich kilka tygodni.

Samo zażywanie tabletek raczej nie wywołało większych emocji, myślałam, że będzie ciężko wsadzić je do ust, połknąć. Jednak potraktowałam to jak tabletkę przeciwbólową. Emocje pojawiły się dopiero, kiedy zobaczyłam krew.

Ciężko sypiam. Dopiero 3-4 Ibupromy pozwalają mi zasnąć na kilka godzin. Boję się ciemności, tak jakbym miały się zmaterializować moje wyrzuty sumienia. Boję się, że coś zobaczę, że może to być twarz dziecka.

Nie mam ochoty rozmawiać z ludźmi o przyziemnych problemach, ponieważ przeżywam swój o wiele większy dramat, o którym nie mają pojęcia. Nie mam ochoty wychodzić z domu, ale myślę, że cała sytuacja zbliżyła mnie jeszcze bardziej do dzieci. Zaczęłam doceniać każdą chwilę spędzoną z nimi i zachęcać do wspólnych zabaw. Zawsze to mnie trzeba było namawiać, ponieważ obowiązki i praca były ważniejsze. Teraz się to zmieniło.

Boję się tylko jednego. Boję się, że teraz jeśli stanie się cokolwiek któremuś z nich, będę obwiniała siebie, że to wszystko za karę. Że to wszystko przez to, że nie pozwoliłam żyć, temu kolejnemu dziecku, jak tym, które już mam i kocham z całych sił.

ssHaDee: Jakiej rady udzieliłabyś kobietom, które myślą o usunięciu ciąży?

R: Nie jestem autorytetem, by udzielać rad. Jest to naprawdę trudna decyzja odciskająca trwałe piętno na późniejszym życiu. Przede wszystkim powinny spróbować odnaleźć jak najwięcej plusów macierzyństwa, większość problemów można rozwiązać, a zbliżający się poród może zmotywować do działania. Jednak jeśli klamka już zapadła i decyzja została podjęta, ważne by zastosować metodę, która będzie bezpieczna dla zdrowia  i ze sprawdzonego źródła. Czytałam na forach wypowiedzi zdesperowanych dziewczyn, które udawały się po środek podawany zwierzętom jako antykoncepcyjny, a działający poronnie na kobiety. To szaleństwo.

——————————————————————-

Aborcja wciąż pozostaje tematem tabu. Wciąż pozostają bez opieki kobiety, które „w podziemiach” muszą poddać się zabiegom. Bez opieki medycznej i psychologicznej. Pomimo XXI wieku pozostajemy w średniowieczu.

Bardzo proszę o kontakt mailowy na adres sshadee.w.sieci@gmail.com kobiety, które również dokonały podobnej decyzji i chciałyby podzielić się swoją historią. Dziękuję.

12 przemyśleń na temat “Z aborcją w cztery oczy”

  1. ~Katy pisze:

    Moim zdaniem to kwestia sumienia i psychiki… Mówiąc za siebie, nie byłabym w stanie dokonać takiego zabiegu, gdyż moja psychika zostałaby zniszczona. Jednak nie potępiam osób które to robią, w końcu każdy postępuje według własnego poczucia moralności ;) nie można przecież zmuszać do niczego.

    1. Anonim pisze:

      Nie chcę oceniać decyzji tej Pani. Z jej wypowiedzi jasno wynika, że bardzo cierpi po decyzji jaką podjęła. Uważam, że życie człowieka wymaga ochrony-każde życie. Tym bardziej tych najbardziej bezbronnych. I żadny argument nie może pozwalać na zabicie dziecka. Jaka jest różnica miedzy mamą Madzi z Sosnowca, a kobietami dokonujacymi aborcji? W kazdym przypadku jest to życie. I należy mu się ochrona. Każdemu poczetemu czy urodzonemu życiu. Czy ma jeden dzień w łonie matki, czy pół roku, czy 95 lat!

  2. ~sezonowa pisze:

    W obliczu śmierci bliźniąt z Włocławka – uważam, że Twój wpis jest nie na miejscu

    1. ssHaDee pisze:

      wybacz, ale nie karmię się tragediami innych i w ogóle nie oglądam telewizji. O bliźniętach dowiedziałam się dopiero od Ciebie, nie uważam jednak, by w związku z tragedią, bo bez wątpienia jest to tragedia, cały internet miał teraz pomijać pewne tematy i uważać co jest na miejscu, a co nie. Od dłuższego czasu pracowałam nad tym materiałem i dodawałam go w pierwszej wolnej chwili.

      Twój, kilka dni później o tej samej tematyce, chyba również powinien być nie na miejscu?

      dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam.

  3. ~Jagna pisze:

    Podziwiam tę kobietę, z którą przeprowadziłaś wywiad. Gratuluję odważnej, odpowiedzialnej i na pewno trudnej decyzji, którą podjęła, ale jeszcze więcej mam podziwu za to, że zdecydowała się opowiedzieć o tym co ją spotkało, a tym samym wystawiła się na krytykę. Niezasłużoną – dodam.

    Nikt nie ma prawa zmuszać kobiety do urodzenia dziecka. Nikt nie ma prawa jej oceniać.

    Więcej na temat aborcji napisałam tu:
    http://ujagny.blog.pl/2013/12/16/aborcja-gdzie-szukac-pomocy/

    Wszystko, co złe z czasem mija. Tobie też przejdzie żałoba, jak tylko przestaną targać Tobą tak silne emocje. Miałaś swoje powody, podjęłaś decyzję najlepszą dla swojej rodziny. Nie masz się czego wstydzić.

    Pozdrawiam
    Jagna

  4. ~Wypaplani.pl pisze:

    Sporo w tym tekście rozsądku, ale zawsze dziwi mnie jedno – skoro ludzie tak bardzo nie chcą mieć dziecka to czemu się odpowiednio nie zabezpieczają? :/

    1. ~Jagna pisze:

      Nic nie zabezpiecza w 100%… no, chyba, że całkowita abstynencja.

  5. ~anchella pisze:

    Może nie antykoncepcja,ale kastracja napewno uchroni przed ciążą.

  6. coś pomiędzy ZA i PRZECIW, gratuluję odwagi i dzięki za podzielenie się wszystkim

  7. ~szyszka1990 pisze:

    Byłam w klinice w ten weekend. Pojechałam tam w 6 tygodniu ciąży. Wyjazd z Warszawy, elegancki i wygodny samochód, jechały ze mną jeszcze dwie Panie. Kierowca bardzo miły. Około północy wyjechaliśmy ze stolicy, a około 8 rano byliśmy na miejscu, koło 9 już było po wszytskim. Mimo różnic językowych bez problemu można zrozumiec pielęgniarki i lekarzy. O 12, wracaliśmy z powrotem do Warszawy. Cena bardzo przystępna, warunki doskonałe, sale 2 osobowe. polecam, bez strachu, że jedzie się w nieznane.

    1. ~Imię (wymagane) pisze:

      Witam,
      W której klinice Pani była? Na słowacji? Bo czytałam, ze tam dokonują zabiegów dopiero od siódmego miesiąca

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>