Ciąża to bez wątpienia najwspanialszy okres dla każdej kobiety. Już od chwili, kiedy dowiadujemy się o niej do samego porodu, przygotowujemy się do przyjścia na świat poczętego dziecka, a nasze ciało przechodzi cały szereg zmian. Gazety dla przyszłych mam i serwisy internetowe opowiadają nam jakie jesteśmy szczęśliwie, jak bardzo ciąża zbliża pary spodziewające się dziecka oraz jak piękniejemy w oczach, ale ile w tym wszystkim prawdy i jakich niewygodnych informacji chcą zaoszczędzić nam wspomniane źródła?

Oczywiście pierwsze dolegliwości kryją się bardziej w naszej psychice niż ciele, dlatego też poranne wymioty i nudności przedłużające się od wczesnego świtu do późnej nocy, zdarzające się u niewielkiego procentu ciężarnych, do którego akurat się zaliczamy, pojawiają się już tego samego dnia lub kolejnego po otrzymaniu wieści o ciąży. Oczywiście obok wymiotów i nudności, skoro już spędzamy większość czasu w WC, muszą pojawić się zaparcia, wywołujące krępujące i z czasem uciążliwe hemoroidy, których leczenia można podjąć się natychmiast, bądź poczekać do porodu, bo i tak przecież powrócą. Nie może również zabraknąć niespodziewanych wzdęć i niekontrolowanych gazów odbierających nam chęci spędzania czasu ze znajomymi, a znajomych z nami. Kolejną dolegliwością kręcącą się wokół muszli klozetowej jest oczywiście towarzyszące całą ciąże parcie na pęcherz, odbierające nam pewność, że jesteśmy w stanie wytrzymać jeszcze 5 czy 10 min drogi do domu, co i tak kończy się nietrzymaniem moczu. Wspomnieć także należy o wzroście rachunku za wodę spowodowanym ciągłym spuszczaniem wody po co pięciominutowym bieganiem do toalety, by spędzić na sedesie 10 min wyobrażając sobie wodospad lub wiosenny deszcz przyspieszający oddanie trzech kropli moczu.

U połowy ciężarnych kobiet występuje anemia, która jest naturalnym następstwem rosnącego w naszym ciele dziecka, potrzebującego i chłonącego z nas niczym pasożyt wszelkie witaminy i pierwiastki, w tym właśnie żelazo, które nasz lekarza prowadzący zaleca nam zażywać, nie wspominając, że powoduje ono osłabienie zębów i ich przebarwienia.

Z każdym kolejnym tygodniem stajemy się coraz bardziej ociężałe, niedołężne, problemy zaczynają nam sprawiać zupełnie błahe dotychczas czynności jak np. założenie butów, wyjście z wanny, czy nałożenie bielizny, której i tak nawiasem mówiąc nie widzimy i dla pewności spędzając czas w roznegliżowaniu upewniamy się, że na pewno ją na sobie mamy. Skoro nie widzimy bielizny, nie widzimy również, okolic intymnych, które wypadałoby już nawet nie dla męża, a przed wizytą u ginekologa pozbawić nadmiaru owłosienia, co w naszym przypadku graniczy z cudem, skoro cały widok przesłania nam uniemożliwiający takie ekstrawagancje jak depilacja, brzuch.

Nikt również nie wspomina jak spędzamy noce. Słyszymy tylko w kółko o nieprzespanych nocach po porodzie, a nikt nie mówi o tym, jak ciężko jest zasnąć jeszcze przed porodem. Oczywiście marzymy, by przyłożyć głowę do poduszki i zasnąć, co bezsprzecznie sprawia przyjemność przez pierwsze 10 min, później jednak czując ból w jednym boku, musimy przekręcić się na drugi. Żadna filozofia dla osób, które nie doświadczyły nigdy takiego wysiłku jak przetarganie bojlera na drugą stronę, przyjmując cały jego ciężar na własne ciało. Kiedy jesteśmy już na drugim boku i po wielu mniejszych i większych poprawkach udało nam się znaleźć wygodną pozycję, okazuje się, że dziecko, lubujące się w dokazywaniu podczas naszego odpoczynku robiąc z żołądka worek treningowy wywołało zgagę. Kołyszemy się więc jak łódki na jeziorze, wierząc, że rozhuśtanie ciała ułatwi nam przywrócenie sobie pozycji pionowej i resztkami sił podążamy do kuchni. Bez kapci, bez szlafroka, byle do lodówki, byle napić się mleka i znów wrócić do wygodnej pozycji leżącej. Wracamy na łóżko, jednak po kilku minutach zimna podłoga i mleko robią swoje i zmuszają nas do ponownego opuszczenia łóżka, by spędzić 10 minut na sedesie wyciskając przy tym może nawet 5 kropli moczu. Wreszcie spokojnie możemy zasnąć, ale nie na całą noc, na godzinę, półtorej, może dwie, by znów powtórzyć rytuał. W międzyczasie oczywiście obudzić nas może ból sprawiający uczucie pokrytych ołowiem nóg, lub zwyczajne skurcze wyginające nam stopy na podobieństwo chińskich liter.

Tak cudownie spędzoną noc kończymy wrzuceniem do pralki świeżo upranej i założonej poprzedniego wieczora pidżamy, na której noc odznaczyła dwa zaschnięte kółka na wysokości piersi, wywołane rozpoczynającą się produkcją mleka.

Ostatnim przychodzącym mi do głowy urokiem ciąży są rzeki fioletowych żył pokrywające stopniowo najpierw nabrzmiałe piersi, później brzuch, aż w końcu całe ciało i ból krocza, podobny zapewne do tego co musiałyby czuć drzwi, gdyby kiedykolwiek mogły czuć, w momencie przepychania przez dziurkę od klucza najpierw trąby słonia, a później usiłowania przeciągnięcia go całego.

Ciąża ma zapewne jeszcze więcej uroków niż udało mi się wymienić, ale właśnie dzięki wszystkim dolegliwościom, o których jednak powinnyśmy być informowane, poród to najpiękniejsza chwila w naszym życiu. Wówczas każda z nas, trzymając malusieńką rączkę dziecka myśli sobie: to był ostatni raz!