Nie chcemy pomocy! Chcemy kasy!

helping hands charity choice

Od dłuższego czasu zbierałam się w sobie, żeby o tym napisać, uważałam jednak, że jest to dość krępujący temat, by mówić o nim głośno, bo krępujący to chyba odpowiednie słowo. Dopiero dzisiejsza rozmowa ze znajomą skłoniła mnie, by jednak temat poruszyć, bo jak się okazało, nie jestem jedynym przypadkiem, któremu się to przytrafiło.

Być może dziwne zaczęłam, niemniej jednak wpis będzie dotyczył wszelkich fundacji, odwołujących się do naszych serc i naszego sumienia. Na każdym kroku można spotkać prośby o oddanie 1% podatku na przeróżne cele, choć zazwyczaj są to chore dzieci wymagające drogiego leczenia i rehabilitacji.

Zanim jednak opowiem o dzieciach, rehabilitacjach, naszym sumieniu i podatku, chciałabym przedstawić pokrótce historię, którą opowiedziała mi wspomniana znajoma.

Chciała się dziewczyna zaangażować w pomoc schronisku w naszym mieście. W ramach wolontariatu utworzyć bloga, promować adopcję zwierząt, przypominać o potrzebujących zwierzakach w schroniskach, zwłaszcza w okresie zimy i rozsławić w sieci nasze bezdomne okoliczne psiaki.

Wybrała się więc do schroniska, przedstawiła swoje plany, zamiary, cele po czym szybko jej entuzjazm został ugaszony chłodnym: to nie nasze schronisko tylko Urzędu Miasta i to urząd podejmuje wszelkie decyzje. Poprosiła więc o decyzję w tej sprawie i jak najszybszą odpowiedź, bo pomysły na bloga przepełniały jej głowę. Po dwóch tygodniach czekania przypomniała o sobie, jednak „wciąż nie było żadnej odpowiedzi w sprawie” i nakazano czekać dalej. Minęły już kolejne tygodnie, a informacji jak nie było tak nie ma…

Ja z kolei trafiłam raz na stronę dziewczynki, której leczenie wynosi 400zł dziennie. Jej historia była bardzo ujmująca i nawoływania o pomoc w zbiórce pieniędzy aż chwytały za serce. Napisałam wiadomość, na podany na stronie adres mailowy, że nie jestem w stanie zasponsorować właściwie nawet połowy dziennego zapotrzebowania, jednak współpracuję z kilkoma poczytnymi portalami, na których można zamieścić ten sam baner, który znajdował się na stronie dziewczynki. Dzięki temu większa liczba osób pozna jej historie i zapewne znajdzie się ktoś, kto pomoże. Zawsze to więcej niż moja jednorazowa niewiele znacząca wpłata. To było chyba w maju ubiegłego roku. Do dziś nie otrzymałam odpowiedzi, nawet odmownej. Nic. Przy czym od grudnia na fanpage’u zaczęły pojawiać się przemawiające do naszego sumienia nawoływania 1% podatnku, bo każdy grosz się liczy.

Podobną sytuację miałam ok. 3 tygodni temu. Kiedy trafiłam na stronę chłopca, prowadzoną przez jego rodziców, którzy zbierają głównie nakrętki, choć darowizny i 1% podatku również mile widziane. Napisałam podobną wiadomość jak powyżej, jednak proponującą przesłanie dość sporej ilości nakrętek, które nie tylko ja zbieram, ale także większe grono moich znajomych, którzy chętnie przyłączyliby się do akcji. Poprosiłam więc o adres, na który mogłabym przesłać nakrętki. Przez 3 tygodnie nie otrzymałam odpowiedzi. Kiedy dziś wysłałam zapytanie z innego adresu mailowego, z prośbą o numer rachunku bankowego „ponieważ nie mogę odnaleźć go na stronie”. Odpowiedź miałam w ciągu pół godziny.

Zaczęło mnie trochę zastanawiać, trochę nawet smucić to, czym kierują się osoby prowadzące takie zbiórki. Bo gdybym ja potrzebowała pomocy, zwłaszcza dla swojego dziecka, to byłabym wdzięczna każdej osobie okazującej zainteresowanie i wykazującej choć minimalną chęć pomocy.

Nie domagałam się zapłaty, wdzięczności, ani rozpowszechniania informacji, która miałaby w jakiś sposób wpłynąć na promocję mojej osoby. Chciałam pomóc, zwyczajnie, po ludzku, z czystego serca, finansowo również, ale głównie chodziło mi o to, by trafić do jak największej liczby osób, które być może również chciałyby pomóc. Bo większa jest siła i większe możliwości w grupie, niż w jednej osobie. Dlaczego więc moje chęci zostały odrzucone, skoro te dzieci wciąż są potrzebujące?

fot. charitychoice.co.uk

3 przemyślenia na temat “Nie chcemy pomocy! Chcemy kasy!”

  1. To bardzo ważna informacja, szczególnie dla takich osób jak, ja. Jestem mama dwuletniej dziewczynki. Nie pracuje, żeby ją trochę „odchować”. Nie mam wiec własnych środków, które by nam „zbywały” (dosłownie, ani złotówki!), bo dokładnie wszystko, co zarobi „ojciec rodziny” idzie na rachunki i oszczędne życie (jedzenie,, ciuchy w secondhandach, także dla dziecka – a wiele matek zarzeka się, ze dla dziecka nie kupują w takich miejscach; ja muszę i za kilka złotych ubieram córkę na prawdę fajnie!)
    Do czego zmierzam? Nie stać mnie na pomoc finansową. Czasem koszt przelewu jest większy niż ta moja złotówka, która, nie wydana dziś, zostanie wydana jutro – dosłownie na chleb powszedni. Mogę udostępniać info o akcjach na swoim FB, bo póki co, moje blogi jeszcze nie zdobyły dużej liczby stałych Czytelników, ale to przecież także coś… teraz sto razy zastanowię się, co i dla kogo udostępniam, skoro pomoc w dotarciu z apelami do ludzi bywa u tak wielu „Potrzebujących” w tak dużej wzgardzie, że nie znajda pół minuty żeby odpisać coś stylu „to nas nie interesuje”

  2. ~NOSTRADAMUS pisze:

    Dziwię się tym wszystkim, którzy dopiero teraz uświadomili sobie jak bardzo są naiwni.
    Nigdy bezpośrednio ani pośrednio nie wspieram takich akcji. Nigdy nie dam złamanego grosza na jakąkolwiek zbiórkę w której palce macza jakakolwiek organizacja/grupa religijna, bo to jest wyrzucanie pieniędzy w błoto.
    5 zł raz w roku dostaje WOŚP, bo ich działania widać i można sprawdzić ich finanse, są uczciwi. a 1% podatku przeznaczam na syna kolegi, bo tutaj wiem do kogo trafią pieniądze.
    A te wszystkie internetowe akcje wspierania Kwazimoda bo ma nieuleczalnego garba i jest kuzynem chrzestnej brata sąsiadki byłej dziewczyny mojego dawnego kolegi ze szkoły podstawowej mnie nie interesują i nie wzruszają. Traktuję je jak ulicznych żebraków którzy mówią, że na jedzenie, a na słowa „może kanapkę?” albo ucieka albo rzuca wyzwiskami.

    Nie dawajcie darmozjadom pieniędzy!

  3. ~nieznajoma pisze:

    oburza mnie takie podejście osób do sprawy. Niby chcą pomocy a jak przyjdzie co do czego to tylko o kasę chodzi. Mam kuzynkę, która jest niepełnosprawna w jej przypadku oprócz 1% zbierane są nakrętki, rodzina składała się na nią (z tego co wiem to te pieniądze są na koncie aby były na rehabilitacje), organizowane były zbiórki w szkole. Mimo, że kogoś nie stać na pomoc to udostępnia prośbę o przekazanie jednego procentu i to już dużo daje. A największą radość daje fakt, że ta praca nie idzie na marne i widać postępy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>