Synciu, gdzie masz pracę domową?

8248_wywiadowka-kiedys-i-dzis

Byłam ostatnio na wywiadówce. Zebranie trwało równo sto minut, a my -mamy, byłyśmy mocno zaskoczone (niektóre wstrząśnięte, inne rozbawione) kreatywnością naszych ośmioletnich dzieci. Jednak nie to spowodowało, że zebranie trwające zwykle 20-30 minut wydłużyło się do stu.

8248_wywiadowka-kiedys-i-dzis

Powodem była wymiana zdań jednej mamy z wychowawczynią. Być może wcześniej przerwałybyśmy kłótnie oznajmiając „że są to indywidualne sprawy, których nie trzeba poruszać na forum klasy”, jednak ciekawość nakazała nam słuchać, oceniać i wyciągać wnioski.

Oburzona mama oznajmiła, że wychowawczyni niesłusznie i bezpodstawnie zatrzymała zeszyt jej synowi na trzy tygodnie, przez co dziecko nie miało w czym notować i z czego się uczyć. Rację należałoby przyznać mamie. Logiczne.

Jednak co się okazało. Chłopiec z włoskami do ramion i widocznymi chochlikami w oczach chcąc rozbawić kolegę z klasy, zamiast „w domu” zapisał w zeszycie „w dupie”. Kreatywnie.

Pani zauważyła. Zabrała zeszyt, napisała uwagę w dzienniczku typu: „X. użył w zeszycie przedmiotowym wulgarnego słowa. Proszę o osobiste odebranie zeszytu” i poprosiła chłopca o przekazanie mamie informacji.

Pani dodała, że wyraźnie było napisane, że zeszyt zostaje zatrzymany, do momentu odbioru przez rodzica, a nie na 3 tygodnie. Mama jednak stawiła się po trzech tygodniach po zeszyt zbulwersowana, że dziecko od prawie miesiąca nie ma w czym pisać.

Tutaj padł komentarz z końca sali „gdyby chodziło o zatrzymaną komórkę, pewnie na drugi dzień ktoś by przyszedł ją odebrać”, jednak bojowo nastawiona mama, nawet się nie oglądając powiedziała „proszę się nie wtrącać!” i ciągnęła dalej.

Twierdziła, że powiadomiła w dzienniczku w odpowiedzi na pani uwagę o braku czasu i niemożliwości osobistego wstawiennictwa. Dziecko jednak informacji nie przekazało, a zeszyt dalej czekał na rodzica.

Mama wybuchła.

Co złego jest w słowie dupa? Jest to potoczne określenie pośladków. Dzieci w wieku ośmiu lat powinny być zaznajomione ze słowami dupa czy penis. To nie jest wulgarne słowo. Wulgarnych słów uczą się na boisku obserwując jak gimnazjaliści grają w piłkę. To naturalne, że poszerza się zasób słów dzieci”.

Według niej zeszyt został bezpodstawnie zatrzymany. Dziecko użalało się, że nie ma w czym pisać, po czym pani poinformowała, że w dniu incydentu chłopiec pisał na ostatniej stronie, co tak czy inaczej wymagało zakupienia nowego. O tym dziecko zapomniało wspomnieć w domu.

Co więcej chłopiec widząc wsparcie ze strony rodziców i zapewne wysłuchując popołudniami niepochlebnych uwag pod adresem nauczyciela, nabrał jeszcze większej pewności siebie.

Po całym wydarzeniu z zeszytem i niewulgarną dupą, pewnego dnia chłopiec stwierdził, że nie będzie w ogóle notował. Na pytanie czemu? Odpowiedział, że mu się nie chce i nie boi się pani.

Do czego doprowadziła cała sytuacja?

Chłopiec w wieku ośmiu lat nauczył się manipulować mamą, tak, by zawsze stawała w jego obronie, bo cokolwiek by się działo, to on tutaj jest pokrzywdzony. Nauczył się również, że nauczyciela nie trzeba szanować ani się go bać, bo każda kara narzucona przez niego i tak będzie odpierana przez mamę. Nauczył się, że polecenia wydawane przez nauczyciela mogą być ignorowane, bez większych konsekwencji, bo wszelkie konsekwencje mama i tak skrytykuje. Poszerzył słownictwo o potoczne określenia części ciała. Rodzice powinni być dumni z osiągnięć dziecka w drugiej klasie szkoły podstawowej. Nie wiem jednak, czy mają świadomość z jakimi problemami mogą spotkać się już za 3-4 lata?

Ja również czasami nie zgadzam się z zarządzeniami wychowawczyni, czasami zeznania córki są sprzeczne z tym, o czym informuje pani, jednak nigdy nie poruszam tematu w obecności dziecka, dla którego autorytetem powinien być nauczyciel.

Czy nie tacy rodzice jak mama chłopca przyczyniają się do tego, że w późniejszych latach, kiedy postawienie dziecka w kącie, przestaje być karą, a nauczycielowi, będącemu pośmiewiskiem w klasie ląduje na głowie kosz na śmieci?

foto: obrazki.jeja.pl

68 przemyśleń na temat “Synciu, gdzie masz pracę domową?”

  1. ~sezonowa pisze:

    Nauczyciel musi być autorytetem, bo inaczej edukacja straci sens, a dla dzieci zamiast nauczyciela autorytetem będzie internet, nie zauważą i nie docenią roli nauczyciela – jego zaangażowania i poświęcenia. Moim zdaniem ta nauczycielka z opisanej przez Ciebie historii źle zrobiła – bo sama, dziecku zabierając zeszyt, dała „labę”, dla dziecka to nie była kara , że nie musiało notować a nagroda, sama wybiła go z rytmu systematycznej pracy. Swoją drogą poprawiłaś mi humor tą historią, taka afera o jedną „dupę”….. świetne

    1. ssHaDee pisze:

      Gdyby mojemu dziecku pani zatrzymała zeszyt następnego dnia byłabym w szkole. Pani zapewne też zakładała, że mama, tata, babcia, ktokolwiek dorosły pojawi się w ciągu najbliższych dni. Dzieci piszą ołówkiem. Wytłumaczyła, że chłopiec mógł zetrzeć słowo i wyprzeć się wszystkiego, bo ośmiolatki są juz do tego zdolne.

      1. ~Imię (wymagane) pisze:

        zakładając, że jeszcze tego samego dnia, byś o tym dowiedziała. Codziennie sprawdzasz, czy wszystkie zeszyty wróciły ze szkoły do domu??

        1. ssHaDee pisze:

          codziennie sprawdzam dzienniczek. Zeszyty czy ćwiczeniówki rzeczywiście nie codziennie wracają, ponieważ dzieci korzystają z szafek szkolnych. Do dzienniczka trafiają nie tylko uwagi o złym zachowaniu, ale też informacje o składkach, zebraniach, wycieczkach itp. dlatego jest codziennie sprawdzany.

        2. ~Gosia pisze:

          Tak, ja codziennie sprawdzam plecak mojego dziecka, czy wszystko ma, co robili na lekcjach i co mają zadane

      2. ~Imię (wymagane) pisze:

        tu mosz racja

    2. ~Internautka pisze:

      Takich mamy nauczycieli, nie wiem jak Pani pedagog zapewne z wieloletnim stażem powie o tej części ciała? Zapewne pośladki a dupa to dupa i żadne tam przekleństwo.Brak normalnego podejścia zarówno ze strony nauczycieli jak i rodziców. Jedni nie nadają się na nauczycieli Ci drudzy mam wątpliwości czy na rodziców ? Jak powiadają ” nie trudno urodzić , trudno wychować „

      1. ~... pisze:

        Do dziecka mówi się o tej części ciała ‚pupa’, jest to słowo delikatne i niewulgarne

      2. ~Marlena pisze:

        Może i dupa nie jest dla niektórych wulgarna, zwłaszcza dziś kiedy ludzie mówiący ładnie i poprawnie są uważani za sztywnych i staromodnych. Jednak użycie wyrażenia ” w dupie” lub w domyśle „mieć kogoś w dupie” to jest bez wątpienia wulgarne. Liczy się nie tylko słowo, ale i kontekst. Gdy powiem „morda mojego psa” jest ok, ale gdybym do twojego dziecka powiedziała :”zamknij mordę” to ciekawe czy nadal uważałbyś, że jest to tylko nieszkodliwe i zwyczajne słowo. Tak, dzieciom wolno wszystko, a nauczyciel ma im klaskać i chwalić za kreatywność, bo inaczej albo „robi aferę z niczego” albo „jest niesprawiedliwy”, albo jeszcze się „uwziął”. Dopiero po latach, gdy stara matka zechce by synalek/córusia zawieźli ją np. do lekarza, usłyszy zapewne, że „mam cię w dupie”, skoro dotąd było to tylko nieszkodliwe słóweczko określające, niewątpliwie adekwatnie, pewną część ciała.

      3. ~madamme pisze:

        a jakby nie zareagowała, to zaraz by była jeszcze większa jazda, że nauczyciel pozwala używać dziecku wulgarnych słów, że to demoralizuje klasę.
        takie – excusez le mot – z d*py wyjęte historie to codzienność w naszej szkole z racji tego, że mamuśki w rzeczonej części ciała mają uczciwość i sprawiedliwość, natomiast na piedestale – swoje „dzieciątko”
        skończy się tak jak w Niemczech – oni też doprowadzili do takiej sytuacji w oświacie i musza teraz szukać nauczycieli gdzie się tylko da, najczęściej z łapanki, byle kto, byle za tę niewielką kasę chciał się z dzieciakami i ich mamuśkami użerać

      4. ~andy pisze:

        Czyli jeśli określę Cie mianem”baba”(innych przez przyzwoitość nie przytoczę)- nie będzie to dla Ciebie powód do obrazy?A co do wychowania- masz rację, ale to co zaprezentowała ta mama potwierdza Twoje słowa, Trudno wychować. I ta mama tego nie potrafi. Jej metody sprawdzałyby się we wspólnocie plemiennej.

    3. ~matka pisze:

      sezonowa, nie doczytałaś dobrze, uczeń skończył zeszyt, więc i i tak nie mógłby pisać w zeszycie zabranym jako dowód

  2. ~Aga pisze:

    SuperMama i rezolutny chlopczyk mieszkają „w dupie” wg niego. Ciekawe. :))) Gratuluję SuperMamie.
    Niestety takich ludzi jest coraz więcej.
    Najbardziej boję się, że spotkam ich na drodze za kółkiem.

    1. ~Nanu pisze:

      Tak bo ludzie używający slowa dupa to jak wiadomo świry i potencjalni mordercy.

      1. ~Irena pisze:

        Nie ludzie używający słowa dupa, lecz smarkacze, którym się wydaje, że zawsze i wszędzie mogą wszystko i są bezkarni. Taka mała różnica.

  3. ~CRW pisze:

    Jeżeli zabiera się dziecku zeszyt należy dać mu co innego do notowania. Jeżeli dziecko odwala rożne głupoty to nie pisze się w dzienniczku tylko dzwoni się bezpośrednio do rodzica i prosi o natychmiastowe stawienie się do placówki.

    1. ~krzysztof / nie nauczyciel / pisze:

      Jesteś pretensjonalnym durniem/idiotką .

    2. ~Baśka pisze:

      „Nasz klient, nasz pan”,
      Ja pierniczę, …

    3. ~Marlena pisze:

      No pewnie, a rodzic z radością biegnie do szkoły wysłuchać bury :) Super! Oby więcej takich rodziców. A, i kto płaci za telefon. Dzieciak narozrabiał, a nauczyciel ma mu kupić dodatkowy zeszyt i jeszcze dzwonić z własnego telefonu, bo rodzic nie wie, że ma dziecko i ciężko mu przeczytać uwagę, tak? Jak uczyć dzieci systematyczności, jeśli rodzicowi trudno jest przejrzeć zeszyt uwag raz, dwa razy w tygodniu?

  4. ~nauczycielka pisze:

    rodzice myślą ze szkoła/przedszkole to przechowywania dzieci… rodzice myślą tylko o karierze pieniądzach a o dzieciach już nie.. nauczycielka dobrze zrobiła że zabrała zeszyt bo to dla rodzica powinien być już jakiś sygnał ze coś się dzieje niedobrego z ich dzieckiem! ale widać że mamusia nie była tym w ogólę zainteresowana.. jest to bardzo przykre..

    1. ~mama pisze:

      święta prawda. dla mnie nie dopomyślenia ,że rodzic (tu) mama 8 letniego dziecka przez TRZY TYGODNIE(!!!!!!!!!) nie miała chęci zerknąć, zaniteresować się tym co było w szkole, jakie prace domowe! szok,szok,szok!

  5. ~Ryszard pisze:

    Wulgarność jest dzisiaj standartem wśród dzieci, nie rozpoznają co jest kulturalne co nie jest.Są bardzo kreatywne i przy malutkim rozumie wygląda to fatalnie.Wniosek prosty – przyczyna jest w domu rodzinnym.

  6. ~wiki pisze:

    Zauważyłam, że coraz więcej niekompetentnych, bezkompromisowych i lekceważących nauczycieli uczy w szkołach. Zaobserwowałam również, że więcej zapału mają młodzi nauczyciele, debiutujący dopiero na stanowisku nauczyciela. Wiadomo jednak, że im dłużej pracuje człowiek w szkole, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że go zwolnią. Tak zupełnie odrywając się od tego co napisałaś powyżej, podam przykład sytuacji, która kilka lat temu miała miejsce w mojej szkole. Jako prymuska z języka dostałam na koniec klasy ocenę bardzo dobrą, chodziłam na dodatkowe zajęcia, przykładałam się do przedmiotu, uczęszczałam na wszystkie lekcje. Reszta klasy buntowała się wobec wymagań nauczycielki, śmiali się z niej i pyskowali podczas lekcji. Ogólnie rzecz biorąc na każdej lekcji był wielki chaos, a pani nie radziła sobie z liczną klasą gimnazjalistów. Kiedy nadszedł czas wystawiania ocen, moi rówieśnicy błagali nauczycielkę o ocenę wyższą, a uzasadniali to w ten sposób, że „brakuje im jednego stopnia wyżej do czerwonego paska”. Pani dała się nabrać i zupełnie niesprawiedliwie wstawiła na koniec gimnazjum oceny dobre i bardzo dobre osobom, które zasługiwały jedynie na ocenę dopuszczalną i dostateczną. Bardzo mnie to wówczas zbulwersowało, bo gdybym poszła ich śladem, również mogłabym liczyć na ocenę wyższą, a w tym przypadku celującą. Stwierdziłam jednak, że wolę mieć zasłużoną ocenę, aniżeli brać nauczycielkę na litość i prosić o wyższą ocenę niż mi się należy. Wszystko to przedstawia bardzo niesprawiedliwy system oceniania, bardzo niekonsekwentne podejście i brak dyscypliny. Nie mówi się o tym głośno, a szkoda… Jedni nie wzbudzają autorytetu w ogóle, inni próbują to zrobić na siłę, stając się tyranami, przez których prawie każde dziecko stresuje się na każdej lekcji. Taki przykład też znam z liceum kiedy to bałam się chodzić do szkoły… Przykładów jest wiele, zastanawiam się jak będę do tego podchodziła kiedy pierwszy raz wyślę swoje dziecko do szkoły. Na pewno bardzo ostrożnie… Pozdrawiam

    1. ~mirek pisze:

      masz 100% racji. A potem taki się dziwi że skończył studia a pracy znaleźć nie może, tylko że z tych studiów nie wyniósł żadnej użytecznej wiedzy ani umiejętności

    2. ~Darek pisze:

      Masz rację ale : Ci młodzi za parę lat będą postępować tak samo jak ci starzy nauczyciele i nie dlatego ze się wypalili tylko dla świętego spokoju, po kilku awanturach, skargach gdzie się da, oskarżeń i pomówień albo się zwolnią albo ulegną.

    3. ~daura pisze:

      A ty uczyłaś się dla tej oceny na świadectwie czy żeby coś umieć?

  7. ~alicja pisze:

    Artykuł dokładnie pokazuje jak bardzo interesują się rodzice swoimi dziećmi.Nie jest to niestety przypadek odosobniony.
    Dziwi mnie wystąpienie mamy na zebraniu(sprawa dotyczyła dziecka ,a nie całej klasy).Uczeń powinien ponieść karę za swoje zachowanie.Kultura słowo proste ,ale w realizacji trudne obowiązuje wszystkich.

  8. ~aga pisze:

    nauczycielom współczuję kontaktów z coraz głupszymi mamusiami

  9. ~Michał pisze:

    Dużo mówi się/pisze o naszej młodzieży,o zachowaniu,sposobie myślenia,ambicjach itd.Ostatnio nawet na onecie pojawił się artykuł,w którym pewien pan profesor ”zjechał” ową młodzież.Wszystko fajnie,tylko czemu się nie mówi o rodzicach wychowujących te ”wspaniałe” dzieciaki?

  10. ~Jolene pisze:

    Jestem wychowawcą w świetlicy w stołecznej szkole i to, co dzieci wyprawiają i jak reagują rodzice, przestaje już dziwić, a raczej budzi uśmiech politowania. Pracuję z grupą 8-9latków. Historie takie, jak wydłubywanie ołówkami dziur w ścianie, zrywanie okleiny z nowych mebli, pokazywanie „faków” nauczycielowi, wykonywanie kopulacyjnych ruchów w kierunku każdej poruszajacej się po sali osoby, wynoszenie cudzych ubrań z szatni i obsikiwanie ich w toalecie, załatwianie potrzeb fizjologicznych na podłodze w toalecie, zamiast do sedesu, stosowanie pakietu słów naprawde wulgarnych… i rodzice nie widzą problemu. Ba, oni sa gotowi skarżyć się Dyrekcji, że nauczyciel się uwziął na ich grzecznego i zdolnego synka/córkę. Oni sa gotowi wykrzyczeć wychowawcy że płacą (symboliczna opłata za świetlicę, opłaty na Radę Rodziców, a i przeciez podatki) – płacą i mają prawo wymagać od nauczyciela, by przy 600 dzieciach korzystających z zajęć świetlicowych, w sposób wyjątkowy i indywidualny zajął się ich dzieckiem. Ręce opadają. Moja koleżanka zawsze mawia w takich sytuacjach „jeżeli to jest przyszłość Narodu, to ten Naród nie ma przyszłości”. Smutne…

    1. ~Marta pisze:

      Tragedia !!

      1. ~violinka pisze:

        To nie tragedia, w szkole podstawowej to NORMALKA :)

  11. ~Barbara pisze:

    Błąd taktyczny nauczycielki, co osiągnęła ta akcja? Nic! Dzieciak nauczył sie ze nauczyciela można olać a rodzic na zawsze już pozostanie jej wrogiem. Takie akcje można robić jak sie wie ze rodzic jest odpowiedzialny i stanie po jej stronie. Ojejku jejku rodzice są nie kulturalni! A pani sadziła ze tylko kulturalni maja dzieci? Wystarczy przejść sie dookoła żeby zobaczyć ile jest chamstwa. Jesli już chciała interweniować powinna oddzielnie porozmawiać z chłopcem a potem zadzwonić i najspokojniej wytłumaczyć mamie o co poszło. Przy czym ryzykowalaby ze mama jednak może nie zrozumieć ponieważ z pośród używanych przez nią na codzień słów dupa naprawdę jest dość nie winna.

  12. ~Bartix pisze:

    Za moich czasów(nie wiedziałem że tak szybko to napisze bo nie czuje się stary) za taki wybryk jakiego dokonał ten małolat to w szkolę by się już nim odpowiednio zajęli. Podstawówkę kończyłem w PRLu a liceum już w III RP. Nie było zmiłuj jak dzisiaj czyli bezstresowego wychowania. Dzisiaj czytam że ucznia nie można wywalić za drzwi jak rozrabia na lekcji. W moich czasach:):): była to naturalna rzecz w takiej sytuacji. a w domu nie było się czym chwalić bo tam na pewno by kara czekała. Baa człowiek kombinował aby sprawa nie ujrzała światła dziennego. Skarga u dyrektora też nie wchodziła w rachubę-tam co najwyżej można było zarobić dodatkową karę. Dzisiaj za wywalenie za drzwi nauczycielowi grozi odpowiedzialność karna. To jest chore. Jeszcze się będzie jakaś super niania mądrzyć że to niewychowawcze i w ogóle się krzywda dzieje. Nikomu korona z głowy nie spadła mimo iż niekiedy musiał delikwent (np. Ja):) przepisywać zeszyt bo pismo się nauczycielce nie podobało. W liceum też nie było bezstresowo. To że nauczyciel postawił 16 pał (na 32 osobową klasę) to była norma. Nikt nie mówił o żadnym znęcaniu czy mobingu jak to ma miejsce teraz. Nikt nie miał zamiaru też się wieszać. dzięki takim nauczycielom wyszło się na ludzi, a co najważniejsze ludzie dostawali się na studia i je kończyli (wówczas to nie było takie oczywiste jak dzisiaj) . Żeby nie było tak słodko-młodzież nie była idealna. Był alkohol na wycieczkach czy inne używki. Ale było jedno-umiar i dyscyplina a przede wszystkim brak chamstwa przy tym. Dzisiaj wszystko wszystkim się należy. Taka szkoła odeszła. Niestety. Dlaczego. Bo rodzicokracja i pajdokracja zagościły w niej na dobre

    1. ~Xsawery pisze:

      Zauważ tylko że dzisiaj ci, którzy uczyli się „starym” systemem – i mieli umiar i dyscyplinę – posyłają do szkół swoje dzieci. I to właśnie oni doprowadzają do takich patologii „napadając” bezpodstawnie na nauczycieli o wszystko i słuchając bezkrytycznie swoich dzieci. Ciekawe zatem jak to jest, że wszyscy mówią jak to dobrze było kiedyś, a sami… robią zupełnie przeciwnie.

      1. ~Bartix pisze:

        Winny jest przede wszystkim niż demograficzny i kwestie ekonomiczny z tym związane tzn.nauczyciele boją się o swoje posady. Za moich czyli w czasach wyżu demograficznego było uczeń w tą, uczeń w tamtą. Jak delikwenta/delikwentkę usunęło się ze szkoły nie było kłopotu. Dzisiaj klasy są na styk tzn. jak będzie za mało zaczną łączyć, co oznacza że automatycznie godzin mniej i zaczynają się chwiać etaty. W liceum pamiętam jak wychowawczyni głośno (co było celowe) do matki kolegi powiedziała-”jak sobie nie radzi to proszę mu zmienić szkołę”. Dzisiaj po takim tekście nauczyciel został by zapewne zaraz zwolniony

        1. ~Klara pisze:

          Nie … Nauczycielom to juz chyba wszystko jedno. Celowe są działania władz w kierunku likwidacji szkół . Młodzi nauczyciele to coraz częściej jak tylko mogą to uciekają ze szkół . Starzy niestety był taki czas , że zaufali systemowi – teraz godzą się z losem . Niestety coraz częściej można obserwować objawy wypalenia zawodowego. A co do gimnazjum to – czas stracony dla uczniów .

  13. ~Mia pisze:

    Nauczyciele tak wlasnie robią, za każda najmniejsza pierdołę biegną wzywać rodziców. Rodzic ma sie stawić osobiście, bo przez telefon przecież nie mozna powiedzieć ze dziecko ma juz 2 spóźnienia ( a 2 spóźnienia to jak wiadomo sprawa wagi państwowej). Rodzic ma sie stawić jak najszybciej, ale w godzinach kiedy nauczyciel pracuje, czyli 3 dni w tygodniu miedzy 10.30 a 13.10, najlepiej oczywiście na przerwie. Kiedy odbierzcie telefon ze musicie koniecznie przyjść do szkoły, bo sytuacja jest tak poważna ze nie ma mowy jej przedstawiać przez telefon,a sprawa jest pilna i trzeba sie stawić jak najszybciej, z metlikiem w głowie zwalniasz sie wczesniej z pracy (chociaż jesteś zawalony robota i pracujesz w NORMALNYM wymiarze godzin) i lecisz do szkoły. Musisz tam być przed 12, bo do tej godziny pracuje wychowawczyni. Wpadasz, znajdujesz babkę w sali i dowiadujesz sie ze… syn juz 2 razy zapomniał zeszytu i raz sie spóźnił. Stoisz w oslupieniu i zastanawiasz sie czy śmiać sie czy płakać. Po chwili masz ochotę wsadzić dumnej babie ta kredę w mózg.

    1. ~p pisze:

      Trochę prawdy, ludzie pracują po 12 godzin dziennie, a z powodu głupiego spóźnienia, czy braku zeszytu wzywa osoba, która pracuje tylko 18 godzin tygodniowo nas, ja rozumiem, byłoby coś poważnego, ale z powodu spóźnienia o 10 min wzywać ludzi? Człowiek leci z biura projektowego z wywieszonym językiem, z niedokończonym projektem, świeżo po kłótni z zwierzchnikiem by go zwolnił, a wychowawca mówi, pana syn ma dwa spóźnienia, albo że nie zrobił zadania, czy zapomniał zeszytu, i tu jest ten impuls, wydzierasz się bo wiesz, że przez inteligencję wychowawcy mogą cię wyrzucić z pracy, a ona jeszcze ma pretensję. Niech pójdzie do normalnej pracy, a nie, że pracuje przez cztery godziny dziennie i jeszcze pretensje, ja pracuję 8, a ponadto w domu, jeszcze trzeba się do pracy przygotować i poświęcić jakieś 3 h, a nauczyciele non stop pretensje.

      1. ~Xenia pisze:

        Jeśli uważasz, ze „wzywa osoba, która pracuje tylko 18 godzin tygodniowo ” nie masz pojęcia o pracy nauczyciela . Skoro tak dużo pracujesz – nic do stracenia – zacznij pracować w szkole- POWODZENIA!!! A jeśli problemem jest dla Ciebie wysłuchanie informacji n / t Twojego dziecka to tylko świadczy o Tobie. Dzieci w szkole jak piszesz przebywają tylko 18 godzin tygodniowo a pozostały czas to opieka rodziców

    2. ~Ola pisze:

      Trzy dni w tygodniu po 2h 40min, czyli 3 lekcje i 3 przerwy, kiedy nauczyciel też pracuje (pilnując, żeby Twoje dziecko nie wymyśliło czegoś nadzwyczaj mądrego), a nie leży to nie jest Kochana ETAT dla nauczyciela. Etat to 18 lekcji do przeprowadzenia (proszę nie mylić z osiemnastogodzinnym tygodniem pracy), a na tym się nie kończy.
      Moja babcia zawsze mówiła: „lepiej kamienie tłuc, niż cudze dzieci uczyć”.

    3. ~piotr pisze:

      Odpowiem jako nauczyciel. Masz rację, ze z pierdołami się wzywać nie powinno, masz rację, że alarm z powodu byle głupoty to pewne nadużycie. Tylko problemem jest definicja tej „byle głupoty” Moje doświadczenie mówi jednak, że prawda jest dokładnie pośrodku. Jeśli rodzic nie stawia się na żadne POPOŁUDNIOWE zebranie, to jak inaczej go poinformować o sytuacji. A co byście powiedzieli, gdyby w ciągu tych byle 10 min. dzieciakowi coś się stało, czy wtedy też byłaby to pierdoła o której nie trzeba informować. Dzisiaj 10 min, a jutro dwie lekcje, bo skoro nie ma konsekwencji… Przeważnie nie wzywam rodziców, których dziecko spóźniło się raz za kiedyś, jednak jeśli spóźnia się ciągle, to nie zgadzam się, aby na to przyzwalać… Piszecie o projektowaniu. Jakbyście się czuli, gdyby podczas projektowania ktoś ciągle wchodził do pokoju i przerywał. Uczę języka obcego, ile razy mam od początku włączać płytę, bo ciągle ktoś wchodzi szura, przerywa tok lekcji? Spóźnił się 2, 3, 5, 7 i 15 min. No przecież to tylko chwila… Dzieci należy uczyć szacunku do ludzkiej pracy, a nie uczyć usprawiedliwiania się, bo to tylko 10 min., bo to tylko raz, itd. Jakbyście się spóźniali do pracy tylko tyle, to pewnie szef dałby wam premię co? I powiem tak, jeśli nauczyciel wpisuje uwagi, a ani rodzic ani uczeń nie wyciągają z tego konsekwencji to wzywa rodzica i dobrze, bo inaczej problemy narastają. Bo jeśli wpisałem uwagę do zeszytu to rodzic sam powinien zadzwonić albo może chociaż podpisać…?

    4. ~Iskra pisze:

      Trzeba było nie płodzić bachorów jak nie masz ochoty się nimi interesować!

  14. ~Mag pisze:

    Najgorzej jest w gimnazjum i liceum. Tam nauczyciel nie ma absolutnie żadnej kotroli nad uczniem. Nauczyciel jest obdzierany z godności za wygląd, ubiór, sylwetkę, jak mówi, jaką ma fryzurę, pod jego adresem padają często niewybredne wulgaryzmy. Moja nauczycielk sprzed laty, która potrafiła pacnąć linijką jedynie za wygłupy, sama nią jakiś czas temu nią dostała, gdy tylko powiedziała do ucznia, że zaraz dostaniesz po lapach. Rosły uczeń wstał, wyrwał linijkę, po czym rzucił teskt do nauczycielki – Najpierw ty, s…ko, poczujesz ten smak i zdzielił ją linijką. Oczywiście klasa stanęła w obronie kolegi, a nauczycielka poszła na zwolninie lekarskie, a do zawodu w tej szkole już poźniej nie wrócila. Miała depresję, ale wyszła z tego. Pracuje gdzie indziej i daje korepetycje.

    1. ~Olka pisze:

      A ile dzieci wcześniej miało depresję przez to jej bicie po łapach?

  15. ~ina pisze:

    Wina jest po części nauczycielki.powinna skontaktować się przede wszystkim telefonicznie z rodzicem – to po pierwsze, po drugie dziecko może zapomnieć przekazać matce ze ma wpis do dzienniczka,a matka tez nie zawsze CODZIENNIE ma czas zagladac do dzienniczka, w tym momencie rzeczywiście dziecko zostało bez zeszytu a matka tez nie na gwizdek rzuci czy zwolni się z pracy i przy biegnie do szkoły, dlatego przydalby się kontakt telefoniczny. WNie rozumiem zebrań w obecności dzieci, bo u mnie w szkole takie nie istnieją. Przyjmuje takapraktyke dziecka przed panią bronie a dziecku w domu odpowiednio nagadam

    1. ~Imię (wymagane) pisze:

      Zaraz zaraz przez trzy tygodnie matka nie miała czasu się skontaktować z nauczycielką? Ok nie skontaktowała się, nie mogła. Przez trzy tygodnie nie kupić nowego zeszytu dziecku? Nic matki nie tłumaczy. Nie mówię, że postępowanie nauczycielki jest poprawne, ale zainteresowanie rodzica ZEROWE.

  16. ~Imię (wymagane) pisze:

    Niestety taka jest rzeczywistość

  17. ~Marzena pisze:

    Mojej córki wychowawczyni zabrała dzienniczek ucznia i nie oddała, ponieważ nie przyszłam na zebranie. Dziewczynka jest wzorową uczennicą. A gdy ukradli jej książkę w szkole, wychowawczyni powiedziała, że trzeba sobie pilnować. Nawet nie popatrzyła na monitoring, nie zapytała Pani sprzątającej żadnej reakcji…
    Do dobrego nauczyciela rodzic przychodzi z przyjemnością, jak widać Pani nauczycielka z artykułu nie miała poważania.

  18. ~Andrzej pisze:

    Ano właśnie takie matki. Dokładnie TAKIE.

  19. ~Marta pisze:

    Problem nie polega tylko na słowie „dupa”. Uczeń najwyraźniej chciał sprawdzić na ile mu wolno wymknąć się spod wyznaczonych przez nauczycielkę reguł i zasad panujących w klasie. Super Mamusia niestety nie stanęła na wysokości zadania, wręcz przyklasnęła impertynencji i niewłaściwemu zachowaniu, co upewniło synka, że ma „wsparcie” i może „działać” w podobny sposób dalej. Myślę, że zatrzymując zeszyt, nauczycielka miała na względzie ostrzeżenie dla takiego zachowania, zapewne też liczyła na to, że rodzice wykażą się zdrowym rozsądkiem i skarcą dziecko za niestosowne zachowanie. No cóż, kiedyś przyjdzie taki czas, że pobłażliwe traktowanie przez rodziców takiego zachowania przyniesie owoce…oby nie było za późno na refleksję.

  20. ~Imię (wymagane) pisze:

    Nauczyciel to nauczyciel!Dziecko ma sie go sluchac ..a mamuski niech sie zajma wychowywaniem dzieci a nie skargami .Potem wyrosnie paskuda jakas co niczego sie nie boi!!i przed nikim respektu nie ma!!! Rodzice sa sami sobie winni za to co dzieci wyprawiaja ,bo wola bajke wlaczyc jak dziecko ledwo siedzi i z glowy!!Potem pustostany otyle chodza i rozrabiaja bo zajecia brak !!! Bezstresowe wychowanie !!Bajka dla doroslych!!Dobrze nauczycielka zrobila !!A slowo DUPA JEST WULGARYZMEM!!!!!!AMEN

  21. Obowiązkiem rodzica jest interesować się swoim dzieckiem i go wychowywać. Niestety niektórzy uważają, że wystarczy dzieci mieć. Resztę ma załatwić za nich szkoła i wszelkie inne instytucje. Szkoła nie wychowa.Może jedynie wspomóc rodzica w tym procesie. Pozytywne skutki będą wtedy, gdy będzie spójność działań. Rodzic nieudolny wychowawczo i na dodatek wykłócający się ze wszystkimi o swoje zawsze genialne i wspaniałe dziecko robi mu tylko krzywdę. Nauczyciel z takowym gagatkiem przez trzy lata jakoś wytrzyma, rodzic będzie potem miał takiego „wspaniałego” przez całe życie. Polecam „Balladę o Januszku”. To tylko film, ale znam wiele takich przypadków z życia i wcale nie współczuję takim rodzicom, bo sami sobie zasłużyli na takie traktowanie przez swoje „pociechy”. Ślepa, bezkrytyczna miłość może narobić wiele szkód.

    Przy okazji zapraszam do siebie na chwilę relaksu przy limerykach, moskalikach, fraszkach.
    Pozdrawiam serdecznie

  22. ~logika pisze:

    Byłam nauczycielką 20 lat. Zrezygnowałam, bo miałam dosc GŁUPICH rodziców. Trudno wychowywać dzieci jesli ich rodzice są IDIOTAMI. Przepraszam tych NORMALNYCH. o takich indydentach jak autorka opisała mogłabym napisać książkę. Zastanawiam sie kiedy ktos z nauczycieli zechce opisać podobne sytuacje. Rodzice przychodzą do nauczyciela lub dyrekotora z tak absurdalnymi pretensjami, ze mozna z wrażenia z krzesła spaść. Przykład: Na indywidualnym spotkaniu ojciec ma do mnie pretensje, ze on nic nie wie na temat swojego syna. Odpowiadam, ze babcia jest codziennie informowana o tym czego chłopiec sie nie nauczył, co ma poprawic a czego nauczył sie w dobrym stopniu. Ojciec swoje, ale on nic nie wie, to pytam ile czasu w tygodniu spędza z synem, a on, ze rano wychodzi i wraca wieczorem a czasem nie ma go 2/3 dni bo jeżdzi na tirach. NIektórzy rodzice ABSOLUTNIE NIC nie wiedzą na temat swoich pociech. o tym, ze ich cudowne grzeczne dziewczynki potrafią wrzucic całą rolke papieru toaletowego lub klucz do mieszkania koleżanki do ubikacji uważają za wymysloną przez nauczyciela bajkę. Na pytanie po co miałabym wymyslać tak niestworzone historie nie potrafią odpowiedzieć. Wtedy najlepiej działało zapytajcie swoje dzieci. Kiedyś moja mądra pani dyrektor powiedziała, pamietajcie ze do szkół przyszło pokolenie rodziców wychowanych bezstresowo i miała rację, bo ci bezstresowi dorosli nie widzą problemu w BRAKU KULTURY u siebie czy swoich latorośli. Nauczycielka powinna dziecku zafundować zeszyt na koszt mamy i poinformowac ją o tym, ze z powodu BRAKU JEJ REAKCJI kupiła uczniowi zeszyt, bo poprzedni już zapisał i prosi o PILNY KONTAKT TELFONICZNY w sprawie wulgarnego zachowania syna. Proste i skuteczne. Niestety na studiach nie uczą zasad psychologii oraz jak sobie radzić w trudnych sytuacjach z idiotami, którzy nie mają czasu zainteresowac się sprawami własnego dziecka.

  23. ~Chris pisze:

    Pani, dajmy dziecku spokój.
    Żyjemy w takich czasach że dziecko ma prawo pisać w zeszycie co chce, czasu nie zatrzymasz.

  24. ~SŁAWOMIR pisze:

    Po raz kolejny czytam, że te nieroby nauczyciele pracują (tym razem nawet nie 18 godzin tygodniowo) 3x w tygodniu po 2 godz.45 minut???(sic!). Sam uczę informatyki, staram się aby była to nauka nie tylko obsługi programów lecz myślenia czyli programowania (chociaż skwapliwie usunięto elementy programowania z podstawy programowej). Zadaję NA KAŻDEJ LEKCJI!! A skoro zadaję MUSZĘ SPRAWDZIĆ!!! Proste liczonko: 400 uczniów (14 klas,część podzielona na grupy) x 3 minuty na jedno zadanie (to takie minimum) =1200 minut podzielone przez 60 = 20 godzin tygodniowo sprawdzania. Proste? O zachowaniu uczniów nie wspomnę bo „Takie będą…. jak młodzieży chowanie: Ta stara prawda obowiązuje również dzisiaj. Niedługo będzie wstyd żyć w tym kraju, i wstyd przyznawać się do polskości, a zaczyna się od drobiazgów takich jak opisane wyzej.

  25. ~... pisze:

    A wszystko mogła nauczycielka skończyć inaczej: powiadomić wydział rodzinny i nieletnich sądu rejonowego, pod którego polega z racji zamieszkania uczeń i jego matka o zagrożeniu demoralizacją nieletniego w wyniku niewydolności wychowawczej rodziców, braku należytego z ich strony kontaktu ze szkołą, co skutkuje u nieletniego używaniem wulgarnego słownictwa, co jest przez matkę akceptowane. Wcześniej powinna napisać notatkę służbową i dać do podpisania trzem rodzicom pozostałych dzieci z klasy, którzy byli świadkami zachowania podczas zebrania matki zdemoralizowanego nieletniego. Tak się kończy takie sytuacje w klasie. Rodzice zaraz zrobiliby się grzeczni po wezwaniu do referatu nieletnich najbliższego komisariatu i wizycie kuratora sądowego w celu sporządzenia wywiadu środowiskowego.

    1. ~Imię (wymagane) pisze:

      i tak sie to powinno załatwiac

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>