Oj bardzo długo nie korzystałam z komunikacji miejskiej, a dziś urządzając sobie wycieczkę przez pół miasta doszłam do wniosku, że poza ceną biletów, która wzrosła o 60 groszy na jednym bilecie (co dla osób stale korzystających z tej formy podróży, było zapewne zachwycającą informacją) zupełnie nie uległ zmianie schemat, który zaobserwowałam wiele lat temu, jeszcze jeżdżąc do szkoły, i który utrzymywał się przez lata moich codziennych podróży, dopóki nie znalazł się najodważniejszy instruktor prawa jazdy, a może zwyczajny wariat, który podjął się próby nauczenia mnie korzystania z komfortu, jaki daje podróż własnym autem.

Przyjemność podróżowania nieklimatyzowanym środkiem transportu rozpoczęłam z przystanku końcowego, bądź początkowego tejże linii, mając możliwość wybrania sobie dogodnego miejsca, szybko jednak autobus przepełnił się babciami dźwigającymi ogromne torby, nastolatkami przesadnie wystrojonymi jak na dzień powszedni, luzakami, których nie stać na słuchawki do telefonu i niezależnie od tego czy współtowarzysze podróży mają na to ochotę czy nie, dzielących się z nimi swoją listą ściągniętych hitów mp3; par, które nie ukrywają swojego uczucia i mimo upału i braku klimatyzacji sklejeni ze sobą ćwierkają sobie coś do uszek i wybuchają śmiechem, bardzo dojrzałych kobiet, które nie wiedzieć czemu w pewnym wieku dochodzą do wniosku, że bordowa szminka i czarne kreski wyrysowane szerokim łukiem zamiast brwi są bardzo stylowe, no i oczywiście mój ulubiony typ, na który zawsze, ale to zawsze trafiam: przepici, przepoceni mężczyźni, którzy lądują właśnie z uniesioną ręką, trzymającą się drążka tuż nad moją głową.

Autobus bardzo szybko przepełnia się wonią nadmiaru perfum, potu oraz potu zmieszanego z perfumami. Przerywając swoje myśli powrotami do rzeczywistości rejestrowałam urwane zdania typu:

Babcia: „nie, nie dziękuję, nie mogę jeździć tyłem.” lub „niech pani siedzi, zaraz wysiadam”

Zblazowana nastolatka: „no i był wczoraj na gg, ale się nie odezwał, napisałam mu smsa, czy chodzi z nią w końcu czy nie, bo słyszałam od Kaśki, że się z nią lizał u Bartka na grillu” lub „widziałaś jakie zdjęcie dojeb..a sobie na fejsie?”

Luzak: „stary, mówię ci jak się najeba…m, ” lub „taki mu wpierd..l zrobiliśmy, że się tu więcej nie pokaże”.

Dojrzała pani z mocnym makijażem: „no mówię pani, młoda kobieta, 76 lat i umarła, a byłam ostatnio na pogrzebie u tej z Wałowej, co jej syn do Stanów 10 lat temu poleciał i się nią nie interesował, sama sobie kobicina musiała radzić”

Przepity pan: „”j..j..ja bardzo p..p.aaanią przepraszam, ale mogę ccccośśś p…p..ani powiedzieć? Niech sssię p…p…ani nieee gniewa, ja nieee j…j..jestem pijany, ale mogę cccośśś p..p…ani powiedzieć?

Należy jeszcze wspomnieć oczywiście o kobietach skąpo ubranych, z idealną fryzurą i makijażem, całą drogę wiszącą na telefonie i prowadzącą poważną konwersację typu „no coś ty?… poważnie?… no nie wierzę… co ty?… o jeny!”

Nie pomijajmy również matek z dziećmi, które całą drogę kopią w siedzenie z przodu, płaczą, przedrzeźniają się i w rezultacie pokazują język, gdy starsza kobieta z ograniczoną cierpliwością mówi: ja to cię chyba zabiorę.

I jeszcze pozostaje jeden typ, bardzo cichy i dyskretny, nie potrzebuje rozmów a obserwacji, typ który sprawił, że dwukrotnie zniknął mi telefon z torebki.

Sama podróż autobusem oczywiście nie wystarczy. Konieczne są jeszcze podróże podczas podróży. Zawsze w każdym autobusie trafi się jedna taka osoba, bądź nawet więcej, zazwyczaj są to kobiety, które nie przesiedzą całej trasy w jednym fotelu, a urządzają sobie przechadzki po całym autobusie zajmując coraz to nowe miejsca, które tylko się zwalniają na kolejnych przystankach. Bo raz lepiej przy kierowcy, za chwilę od okna, później lepiej przy drzwiach, ale jak mówią kobieta zmienną jest, choć według własnych wieloletnich spostrzeżeń mężczyźni również są bardzo wybredni, co do zajętych miejsc.

Wysiadając doceniłam ogromny trud jaki włożył w lekcje mój odważny instruktor prawa jazdy, a może zwyczajny wariat.