Jak żyć po gwałcie?

depression-2

Uwielbiam poznawać ludzi przez Internet. Każda poznana osoba dźwiga własny bagaż doświadczeń, którym łatwiej jest się podzielić z kimś po drugiej stronie monitora. Łatwiej się zwierzyć, wypłakać. Czasami nawet sądzę, że przyjaciół mamy od dzielenia radości, Internet – od smutków.

jak żyć po gwałcie

Po wpisie o aborcji otrzymałam maila. Tak poznałam Joannę, trzydziestodziewięcioletnią samotnie wychowującą  jedenastoletniego syna kobietę, która nie miała odwagi, by pod wpisem wyrazić własne zdanie, a chciała to zrobić prywatnie.

W jesienny wieczór 12 lat temu Joanna odprowadzała przyjaciółkę. Mieszkały na tym samym osiedlu od dzieciństwa. Osiedlu, które słynęło ze spokojnej i zamieszkiwanej właściwie przez samych emerytów okolicy. Wszyscy czuli się tam bezpiecznie. Do tego wieczoru.

- Kiedy czytałam, albo słyszałam o gwałtach dostawałam dreszczy. Wiedziałam, że to coś okropnego, że na pewno ciężko jest się po czymś takim otrząsnąć, ale nie wiedziałam, że aż tak. Myślałam, że wystarczy zacisnąć oczy i przetrwać te najokropniejsze chwilę, a potem tylko zapomnieć.

Wiedziałam, że nie mam z nim szans, chciałam się wyrwać, uciec, ale szybko zostałam przygnieciona wielkim silnym ciałem. Próbowałam krzyczeć, a kiedy zasłonił mi usta dłonią ugryzłam go z nadzieją, że jest jeszcze szansa, na ucieczkę. Nie było szansy. Dostałam mocno w twarz. Zamroczona i zrozpaczona bałam się dalszej walki, bałam się, że może stać mi się coś gorszego. Ale czy było coś gorszego?

To była dla mnie wieczność. Nie chciałam tego przeżyć. Zapragnęłam śmierci. Nagle szczekanie psa wystraszyło go i uciekł. To sąsiad wracał do domu, i to on mnie znalazł. Zapłakaną, zbrukaną, półnagą. Gdyby zjawił się 10 minut wcześniej, może 15. Nie wiem, ile to trwało. To on wezwał pogotowie i policję.

Wszystko co działo się wokół mnie było straszne. Nie chciałam tych ciągłych pytań. Chciałam o tym zapomnieć, a wciąż Policja wzywała mnie na kolejne przesłuchania.

Najbardziej zabolały plotki, że to wcale nie był gwałt. Że zostałam przyłapana na puszczaniu się i zrzuciłam winę na niewinnego chłopaka. Chłopaka, którego nikt nie potrafił odnaleźć. Nie widziałam jego twarzy, nie potrafiłam przypomnieć sobie czegokolwiek, co pomogłoby ustalić kim on był.

Przestałam wychodzić z domu, jedynym miejscem, do którego się udawałam (zawsze w czyimś towarzystwie) był psycholog. Czasami zrywałam się w nocy zlana potem, bo znów powracał ten koszmar.

Wyczekiwałam z utęsknieniem na moment, w którym spokojnie mogłabym powiedzieć, że to już przeszłość. Że jestem silna i potrafię o tym zapomnieć.

I nagle okazało się, że jestem w ciąży. Kolejny szok. Kolejny dramat. Mogłam usunąć, miałam do tego prawo i nawet chodziło mi to po głowie. Ale to dziecko niczemu nie było winne. Było tego drania, ale było niewinne.

Postanowiłam, że urodzę i zostanie oddane do adopcji. Ale każdy miesiąc ciąży pozwalał mi zapomnieć o tamtym dramacie, który przeżyłam, i który wracał do mnie za każdym razem kiedy miałam przejść obok tamtego miejsca. Myślałam teraz o drugiej osobie, musiałam o nią zadbać. Chorego dziecka nikt nie będzie chciał adoptować. Moje musiało być zdrowe. Tak, zaczęłam się przyłapywać, że myślę o tym dziecku jak o swoim, a nie tamtego zwyrodnialca.

Pierwsze jego ruchy sprawiły, że pierwszy raz od bardzo dawna poczułam, że nie jestem sama. Pokochałam każde kopnięcie, każdy ruch, każdą czkawkę.

Poród przebiegł siłami natury, kiedy podano mi Filipa i pozwolono przeciąć pępowinę, wiedziałam, że on mnie potrzebuje tak samo jak ja Jego.

Teraz jestem szczęśliwą mamą. Filip pomógł mi poradzić sobie z tamtym dramatem. Nie wiem, co by się ze mną stało, gdyby nie ciąża. Chodziły mi nawet po głowie myśli samobójcze, więc nie wiem, czy bym dzisiaj żyła. Być może nie. Dlatego nie popieram aborcji. Dziecko ma prawo żyć. Nawet to niechciane.

 

Podziwiam Joannę. Za siłę, którą nauczyła się czerpać z macierzyństwa. Ciężko jest słuchać podobnych historii. Ciężko nawet dobrać słowa, by dodać otuchy, cieszę się jednak, że ją poznałam i że opowiedziała mi o swojej strasznej przeszłości i trudnych decyzjach.

 

fot. lovejays.com

3 przemyślenia na temat “Jak żyć po gwałcie?”

  1. ~Bianka pisze:

    tez niemal zostalam zgwalcona u mnie na osiedlu – przez wieloletniego sasiada… teraz prawie nigdy nie wychodze sama z domu bo on caly czas mieszka obok i nie chce sie odwalic

  2. ~A. pisze:

    z tego nie da się otrząstnać :(

  3. Anonim pisze:

    6 lat temu zostalam brutalnie zgwalcona… Nieprzytomna trafilam do szpitala… Skladanie zeznan bylo jak przezywanie tego horroru raz jeszcze… niepotrzebnie… bo sprawcow nie ujeto… W wyniku gwaltu stracilam plodnosc, meza, prace… stracilam wszystko… Mimo, iz od tego koszmaru minelo tyle czasu, ja nadal nie zaufalam zadnemu mezczyznie na tyle, aby pojsc z nim do lozka… Trauma zostala na cale zycie… Stalam sie inna osoba… I gdybym tylko mogla, bez wahania sama wymierzylabym im sprawiedliwosc… Za to, co mi zrobili… Za to, jak mnie zniszczyli… 6 lat temu zostalam brutalnie zgwalcona… Nieprzytomna trafilam do szpitala… Skladanie zeznan bylo jak przezywanie tego horroru raz jeszcze… niepotrzebnie… bo sprawcow nie ujeto… W wyniku gwaltu stracilam plodnosc, meza, prace… stracilam wszystko… Mimo, iz od tego koszmaru minelo tyle czasu, ja nadal nie zaufalam zadnemu mezczyznie na tyle, aby pojsc z nim do lozka… Trauma zostala na cale zycie… Stalam sie inna osoba… I gdybym tylko mogla, bez wahania sama wymierzylabym im sprawiedliwosc… Za to, co mi zrobili… Za to, jak mnie zniszczyli…

Odpowiedz na „~A.Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>