Zmorą każdej mamy, zwłaszcza przy dziecku, które stawia pierwsze kroki i jest ciekawe całego świata, jak również tego, które powoli zaczyna dźwigać dupinkę i podążać za przedmiotami, które dotychczas były wyłącznie w zasięgu wzroku, jest oczywiście obawa, że maluszek natrafi na mały element, którym się zachłyśnie, wepchnie do noska, ucha, czy samo licho tylko wie gdzie jeszcze.

WOYWW-12

Być może w tym momencie przemawia przeze mnie brak wyobraźni czy rozsądku, ale według mnie o wiele skuteczniejszą metodą ochrony dziecka jest zapoznanie go z drobiazgami niż ukrywanie ich przed nim. Drobne monety, guziki, cekiny czy kamyczki oczywiście niosą pewne zagrożenie dla malca, nie oznacza to jednak, że mamy wyzbywać ich jak wrzeciona w Śpiącej Królewnie, ponieważ prędzej czy później i tak samo natrafi na jakiś niewielki przedmiot, który będzie chciało poznać. Nie jesteśmy w stanie temu zapobiec. Oberwany guziczek, czy element zabawki, zawsze znajdzie się w mieszkaniu coś, co umknie naszym oczom, a oczętom dziecka niestety już nie.

Dlatego też usadawiam się z Młodszą wygodnie na dywanie. Prezentuję jej małe elementy. Pod czujnym nadzorem pozwalam obejrzeć z każdej strony, ćwiczyć precyzyjne ruchy, kiedy delikatnie przekłada sobie element w paluszkach, poznać go, przyjrzeć się i wrzucić do pojemniczka. Potem wyjąć, znów obejrzeć i przerzucić do kolejnego pojemniczka. Przychodzi oczywiście moment, kiedy Młodsza stara się wepchnąć małe cudo do ust, by sprawdzić, czy ma smak, wówczas spokojnie, ale stanowczo tłumaczę : bo buźki nie, bo zabiorę, i przedmiot znów ląduje w pojemniku.

Podobnie bawimy się z monetami, guzikami, kostkami do gry i ziarnkami grochu. Pozostawiam element na dywanie, tak by Młodsza sama mogła go znaleźć, a ja sprawdzić jak się zachowa. Zawsze przynosi, zawsze pokazuje, że chce wrzucić do pojemniczka. Nawet okruszki, po jedzonych przez siebie herbatnikach zbiera i przynosi, by mi je oddać.

Broń Boże, nie twierdzę, że niebezpieczne elementy mogą być wystawione na wyciągnięcie ręki dziecka, nie można kusić losu i czekać na nieszczęście. Uważam jednak, że dziecko należy zapoznać także z ryzykiem. Świadomość jest znacznie lepsza niż ciekawość, a malec nawet kilkunastomiesięczny jest w stanie więcej zrozumieć niż nam się może wydawać.