Czy zastanawiasz się czasami, jakie Twoje dziecko będzie za kilka czy kilkanaście lat? Jaki teraz masz wpływ na jego rozwój i charakter, a jaki będziesz miała za jakiś czas? A co jeśli z jakichś powodów nie będziesz mogła uczestniczyć w jego wychowaniu? A co jeśli choroba, wypadek a nawet śmierć ograniczy lub uniemożliwi ci kontakt z własnym dzieckiem i nie będziesz mogła uczestniczyć w jego życiu, a co gorsze, ono nigdy nie dowie się, jaka byłaś z niego dumna, gdy stawiało pierwsze kroki, siadało na nocnik lub gdy odbierało świadectwo szkolne? Myślałaś?

Ja myślałam wielokrotnie. Porywają mnie kosmici, przenoszę się do innego wymiaru, porywa mnie grupa Talibów, wpadam pod autobus, umieram. I co wtedy? Moje dzieci nigdy się nie dowiedzą, że kiedy byłam na nie zła, to nie przestawałam ich kochać? O czym myślałam, gdy zdmuchiwały świeczki na tortach, czego im życzyłam w duchu, a czego powiedzieć nie mogłam, bo były za małe, by zrozumieć.

To chyba lęk. Strach, że nie będę miała możliwości patrzeć jak dorastają, a im nie będzie dane mieć wsparcia w matce. Więc nawet jeśli nie będzie mi dane być przy nich, to znalazłam sposób, by wiedziały, co czułam kiedy jeszcze byłam.

Pierwszą ciążę opisałam całą dzień po dniu. Od chwili, gdy dowiedziałam się o ciąży do samego porodu. Pisałam o dolegliwościach, obawach, planach. Każdy poniedziałkowy wpis zawierał ogólne informacje o kolejnym tygodniu ciąży. Wagę i długość dziecka, etapy jego rozwoju. Niestety podczas drugiej ciąży nadmiar obowiązków uniemożliwił mi opisywanie każdego dnia, ale przynajmniej raz na jakiś czas, zwłaszcza w dość znaczących momentach (USG potwierdzające płeć dziecka, pierwsze ruchy, kopniaki, reakcje na dźwięk odsłuchiwanej w kółko co wieczór tej samej kołysanki) starałam się napisać kilka słów od siebie dla dziewczynek. Bezpośrednio do nich, zazwyczaj do każdej z osobna.

I robię to cały czas. Dzisiaj jestem dumna ze swojej kroniki i wiem, że gdyby kiedyś jednak porwali mnie ci kosmici, albo przegrałabym walkę z autobusem, moje dzieci będą wiedziały ile emocji wywoływało we mnie macierzyństwo. A przede wszystkim będą mnie znały. Będą wiedziały, jaki kolor lubiłam, przy jakich filmach się wzruszałam i co najbardziej denerwowało mnie w ich tacie. Jeśli nie będą tego pamiętały, to dowiedzą się z moich zapisków i będą mogły do nich wracać, kiedy tylko nadejdzie moment w ich życiu, w którym powinnam uczestniczyć.

A jeśli dożyję dorosłości córek z przyjemnością podaruję im całe ich dzieciństwo i dorastanie w momencie kiedy same będą miały zostać matkami, bo warto spisywać wspomnienia. Warto uwieczniać każdą emocję, bo nasza pamięć jest bardzo zdradliwa. Czasami rozmazuje i zniekształca to, co dla nas ważne.

Utwierdziłam się w przekonaniu, że dobrze robię spisując nasze wspomnienia po lekturze książki „Testament mamy”, którą szczerze polecam. A gdybym miała kiedyś zniknąć, umrzeć, być porwana przez kosmitów, to chyba najbardziej żal mi będzie nocnego okrywania kołdrą smacznie śpiące dzieci.

A Ty myślisz o przyszłości swojego dziecka, na którą możesz nie mieć wpływu?