Byłam tylko kryzysem w jego małżeństwie

Minęły dwa lata od pojawienia się na moim blogu wpisu Czy zdrada niszczy związek i czego boją się kochanki?  Od tamtej pory wciąż dostaję po kilka maili miesięcznie od kobiet zdadzonych lub zdradzających. Zdarzają się także wiadomości od mężczyzn, zwłaszcza zdradzonych. Ich maile zdecydowanie są bogatsze w epitety. Na większość z nich staram się odpowiadać, choć kim ja jestem, by udzielać jakichkolwiek rad? Jedną z takich wiadomości za pozwoleniem autorki postanowiłam się z Wami podzielić.

girl-254708_1280

To nie była przelotna znajomość, to był związek. Taki prawdziwy, oparty na rozmowach, zwierzeniach, wspólnych radościach i troskach. Nie przeszkadzało mi, że ma rodzinę, bo ja miałam swoją, obydwoje więc mieliśmy do kogo wracać. Choć obydwoje zakładaliśmy, że będą to zwykłe spotkania bez zobowiązań, szybko zorientowałam się, że jestem zwyczajnie zakochana. Chyba nawet dopadło mnie to jeszcze przed pierwszym pójściem do łóżka. Oczywiście nie wyjawiłam przed nim swoich uczuć, bałam się, że mnie zostawi, że wystraszy się i odejdzie. Niespodziewanie jednak zaczęłam dostrzegać malutkie oznaki jego zaangażowanie. Niedługo potem otwarcie mówiliśmy o naszych uczuciach, choć żadnemu z nas nawet nie przeszło przez myśl, by porzucić rodziny i być razem. 

Wiesz, co? Kocham męża. Bardzo, ale zupełnie inną miłością. Bezpieczną, stabilną, dojrzałą. Nie wyobrażam sobie życia bez niego, ale nie potrafiłam też zrezygnować z tego, co miałam gdzieś tam obok. To było zupełnie inne uczucie. Każda kobieta powinna jeden jedyny raz przeżyć coś takiego. Bez skrupułów i wyrzutów sumienia. Bo po tym, choć domyślam się jak banalnie to zabrzmi, moje małżeństwo stało się jeszcze ważniejsze. Czy w jakiś sposób siebie usprawiedliwiam? Może, ale nie żałuję ani jednej chwili spędzonej z tym drugim, choć mam wyrzuty sumienia, ale o tym za chwilę.

Ja żyłam w szczęśliwym małżeństwie, ale jemu powoli przestawało się układać. Nie powiem, było mi to na rękę, bo nie mogłam znieść świadomości, że on spędza czas z żoną, że dotyka ją tak jak mnie, całuje, czy chociażby leży wtulony w nią przed telewizorem. To były oczywiście uczucia, których nigdy mu nie wyjawiłam. On też był zazdrosny. Nie raz na jego twarzy pojawiał się mimowolny grymas, kiedy przy nim kończyłam rozmowę z mężem szybkim „Kocham Cię. Pa”. To było urocze.  

Im gorzej układało mu się z żoną, tym byłam ważniejsza dla niego. To ze mną dzielił się mniejszymi i większymi sukcesami. Snuł plany o wspólym wyjeździe chociaż na kilka dni, mówił jak spędzimy moje czy jego urodziny. Trochę bałam się tych jego planów, ale nic mnie tak nie cieszyło jak słuchanie o naszej wspólnej przyszłości. Niestety chwila jego nieuwagi sprawiła, że jego żona dowiedziała się o nas. Nie zostawiła go, ale postawiła warunek, że ma się więcej ze mną nie kontaktować. Nie docierało do mnie, że to już koniec, szybko jednak znalazł sposób, by skontaktować się ze mną i zapewnić, że nawet ta sytuacja nie jest w stanie ostudzić jego uczuć do mnie. Prosił o czas. Musiał poczekać aż ustabilizuje się sytuacja z jego żoną, a ja wierzyłam, że wszystko wróci do normy. Dzwonił i prosił o więcej czasu, dzwonił coraz rzadziej, a ja odchodziłam od zmysłów. Byłam wrakiem. Nie potrafiłam po 3 wspólnych latach odnaleźć się w nowej rzeczywistości. 

Po roku udało nam się spotkać. Wciąż pamiętam smak pierwszego pocałunku. Zanim jednak zdążyłam nacieszyć się jego powrotem okazało się, że jestem w ciąży. Oczywiście, że się cieszyłam, choć wiedziałam, co to znaczy dla naszego związku. Wielokrotnie podczas trzech lat spędzonych razem poruszaliśmy temat ciąży. Wiedział, że jestem młoda, że w końcu obudzi się we mnie instynkt macierzyński. Powtarzałam, że spotkania z nim są dla mnie ważniejsze. Ale jego nie było. Zniknął, a ja myślałam, że już nie wrócił. Marzyliśmy z mężem o dziecku. Nie wiedziałam jak powiedzieć mu o ciąży, wiedziałam, że jakich słów nie użyję i tak będzie to brzmiało jak pożegnanie. I było nim. 

Dziecko było chyba wybawieniem dla mnie. Nie wiem, jak dalej by się wszystko potoczyło. Przelałam wszystkie uczucia, których podczas jego nieobecności nie miałam gdzie ulokować w tą malutką istotkę, która wypełniła radością dom. Kiedyś przez przypadek, kiedy moje dziecko miało już 8 miesięcy udało nam się porozmawiać. Tak, przez przypadek. Wiesz, co mi powiedział? Że na początku było mu ciężko o mnie zapomnieć, ale teraz już jest dobrze. Pękło mi serce, bo ja wciąż go wtedy kochałam. 

Czemu ci dzisiaj o tym piszę, choć od tej rozmowy minęły już 3 lata. Bo wczoraj dowiedziałam się, że jest szczęśliwy z żoną. A ja wciąż za nim tęsknię, mimo tych wszystkich lat, mimo tylu wydarzeń, mimo krytyki, mimo świadomości, ze mam przecież wszystko. Mimo wyrzutów sumienia wobec męża. Wiesz, to nawet zabawne, bo nie miałam wyrzutów zdradzając męża, a mam teraz wiedząc, że nie jestem w stanie oddać mu wszystkich swoich myśli i całej siebie tak do końca. Nie czuję upływu czasu, mam wrażenie, że nie widzieliśmy się kilka dni i lada chwila znów się spotkamy. Wszystko żyje we mnie tak samo intensywnie, jak wtedy. Chyba najbardziej to odczuwam wiosną, bo właśnie wiosną wszystko się zaczęło. 7 lat temu. 

Nie wiem, czy wierzysz w przeznaczenie, ale ja wiem, że musiał pojawić się w moim życiu. Tylko nie potrafię zrozumieć jaki miałby być sens tego spotkania. Bo wygląda na to, że stanął na mojej drodze tylko po to, bym nigdy nie zaznała z mężem pełni szczęścia, bo zawsze gdzieś z tyłu głowy siedzi on – największa miłość mojego życia. 

Tak, byłam tylko kryzysem w jego małżeństwie. Tak, mówił mi słowa, które chciałam usłyszeć. Tak, mam świadomość, że nigdy mnie nie kochał. Tak, wiem, że miałam niesamowite szczęście, że mój mąż się nie dowiedział. I tak, wiem, że wszyscy, którzy by się o tym dowiedzieli, by mnie za to potępili. Myślę, że zrozumie mnie tylko ta, która czuła podobnie. Nie chcę zapominać o tym, co było, chciałabym tylko uporać się z przeszłością i żyć szczęściem dnia dzisiejszego i wspólnych planów z rodziną. Chciałabym uwierzyć, że kiedyś mi się to uda. 

Jedno przemyślenie na temat “Byłam tylko kryzysem w jego małżeństwie”

  1. ~Marek pisze:

    Zapytam ironicznie:i co? I gdzie w tym przypadku ta rytualna wina po stronie mezczyzny w zwiazku??? Wyznanie bardzo emocjonalne i aż bije z niego prawdzowe, głębokie i wielkie uczucie, oraz brak odwagi, odwagi do podjęcia prawdziwej decyzji. Tekst piekny, ale równocześnie obrzydliwy. W mojej ocenie, ta kobieta nie zasługuje na nic ze strony męża. Dla mnie, to nie warta niczego szmata. Przepraszam za może zbyt mocne slowa, ale zwiazek, tym bardziej malzenstwo to nie zabawa dla rozkapryszonych, nie wiedzacych czego chcą bab.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>